W drugim meczu grupy B Brazylia pokonała Ekwador i z pierwszego miejsca awansowała do ćwierćfinału. Podobnie jak w spotkaniu Paragwaju z Wenezuelą byliśmy świadkami kanonady, w której padło aż sześć bramek. O dwie lepsi byli „Canarinhos”.
Takiego widowiska, jakiego świadkami byli kibice zgromadzeni na stadionie Mario Cempesa w Cordobie, nie zapowiadała zupełnie pierwsza faza meczu. Gol otwarcia padł w 28. minucie spotkania, a do tego czasu obie ekipy niewiele dobrego były w stanie zrobić na boisku. Przewagę mieli faworyzowani Brazylijczycy, lecz brakowało im dokładności i ostatniego podania. Najpierw Neymar zdecydował się na indywidualny rajd, lecz jego strzał z 25 metrów ledwo doleciał do końcowej linii, a po drugiej stronie boiska odpowiedział Cristian Noboa niecelnym uderzeniem z rzutu wolnego.

Worek z bramkami otworzył Alexandre Pato. Gdy piłkarze snuli się po boisku, nagle Andre Santos na lewym skrzydle zagrał doskonałą centrę w pole karne i snajper Milanu, nabiegając na piłkę, nie dał szans Marcelo Elizadze strzałem głową. Ekwadorczycy jeszcze przed przerwą zdołali wyrównać (zdobywając swoją pierwszą bramkę na Copa America), choć gdyby mieli trochę mniej szczęścia, to trafienie Felipe Caicedo byłoby zaledwie golem kontaktowym. Niedługo przed nim Robinho dostał świetne podanie na 16. metr od Maicona, ale uderzył w słupek ekwadorskiej bramki.
Duży udział przy wyrównaniu miał golkiper Brazylii, Julio Cesar. Dość łatwo defensywa „Canarinhos” pozwoliła rozegrać rywalom piłkę tuż przed swoim polem karnym i Caicedo bez namysłu uderzył w środek bramki. Mimo iż nie był to atomowy strzał, bramkarz włoskiego Interu przepuścił piłkę do siatki. Tej klasy zawodnikowi podobne błędy zdarzają się niezwykle rzadko. Zrehabilitować zdążył się jeszcze przed przerwą, broniąc dobre uderzenie z narożnika „szesnastki” Michaela Arroyo i do szatni piłkarze schodzili z wynikiem 1:1.
Po zmianie stron Brazylii wystarczyły niespełna cztery minuty, by ponownie objąć prowadzenie. Po raz pierwszy w tym turnieju swoją obecność mocniej zaznaczył duet z Santosu, Ganso – Neymar. Pierwszy z nich popisał się dokładnym, prostopadłym podaniem, choć bliski przejęcia go był obrońca, a drugi z łatwością wykończył akcję celnym strzałem obok wychodzącego Elizagi.
Na odpowiedź reprezentacji „La Tri” poczekać trzeba było zaledwie 10 minut. Caicedo wpisał się na listę strzelców w podobnym stylu jak za pierwszym razem. Precyzja przy tym strzale była jednak znacznie lepsza i większa zasługa w zdobyciu gola była po stronie napastnika aniżeli bramkarza. Warto zauważyć, iż formacja defensywna Brazylii ponownie „wykazała się” dużą biernością, zostawiając napastnikowi Levante dużo miejsca.












