Zgrupowanie reprezentacji, Arłamów, przygotowania do meczu z Kazachstanem. Wydawało się, że mimo wcześniejszych plotek Kamil Grosicki kolejny sezon spędzi w Rennes. Deadline Day jednak rządzi się własnymi prawami. Skrzydłowy reprezentacji Polski wziął kilka godzin urlopu, wsiadł w samolot i zameldował się w beniaminku Premier League – Burnley. Liga angielska to prestiż, ale i ogromne wyzwanie. Czy Anglia to ziemia obiecana „Grosika”? [AKTUALIZACJA: Burnley nie zdążyło zgłosić piłkarza, Grosicki zostaje w Rennes]
W zasadzie trudno powiedzieć, jak wyglądać będzie angielska przygoda Kamila Grosickiego. Z jednej strony dusza polskiego kibica każe sądzić, że nasz skrzydłowy ma wszystko, by „mieszać” obrońcami w Premier League. Aczkolwiek w mającym szereg kompleksów narodzie nie zabraknie, słusznych zresztą, wątpliwości o przyszłość wychowanka Pogoni Szczecin. Przeanalizujmy więc fakty.
Plac czy ława?
Pierwszym ważnym, jeśli nie najważniejszym, znakiem zapytania, jaki pojawia się przy zmianie klubu przez „Grosika”, jest to, czy może on liczyć na regularne występy w zespole Seana Dyche’a. W zasadzie poważnych kandydatów do wyjściowej jedenastki nasz skrzydłowy ma trzech: Scotta Arfielda, George’a Boyda oraz sprowadzonego przed sezonem Johana Gudmundssona. Dobrze, przyjrzyjmy się bliżej rywalom Polaka.
Scott Arfield
Kanadyjczyk w Premier League rozegrał w sumie czterdzieści spotkań, w których strzelił dwa gole i raz asystował. Statystyki nie są najmocniejszą stroną tego pomocnika. Jest pierwszym wyborem trenera do wyjściowej jedenastki dzięki dyscyplinie taktycznej, która go charakteryzuje i w zasadzie to jedyny aspekt, który broni wystawianie tego zawodnika w pierwszym składzie. Podania takie sobie, królem asyst i dryblingu nie jest, ale dużo biega i ma zaufanie trenera Dyche’a. W zasadzie lepiej spisywałby się w środku pola, ale sezon rozpoczął na boku pomocy.
George Boyd
Prawdziwy boiskowy pracuś. 30-letni Szkot także nie należy do wybitnych skrzydłowych, którzy potrafią wkręcić obrońcę w murawę. Jest za to wspaniałym rzemieślnikiem, który bardzo, ale to bardzo dużo biega. Taki trochę maratończyk, ale szkoleniowiec Burnley lubi graczy o takiej charakterystyce. Ogólnie Sean Dyche jest gorącym wyznawcą świetnego przygotowania fizycznego i z tego słynie prowadzona przezeń drużyna. Bilans Boyda w lidze angielskiej to 68 meczów, siedem goli i cztery asysty.
Johan Gudmundsson
Jak wcześniej wspominaliśmy, Islandczyk został sprowadzony na Turf Moor z założeniem, że będzie obsługiwał kolegów swoimi podaniami. O tym, że posiada dar do kluczowych piłek, przekonał wszystkich w ubiegłym sezonie, kiedy zanotował jedenaście asyst. Jednak kampanię rozpoczął od ławki rezerwowych, aczkolwiek wystąpił we wszystkich dotychczasowych spotkaniach w roli jokera. W trzech meczach Premier League oddał zaledwie jeden strzał i miał skuteczność podań na poziomie 44%. Statystyki te tłumaczą brak tego piłkarza w wyjściowej jedenastce.
***
Trudno doszukać się w ekipie Burnley zawodnika, z którym rywalizacji Grosicki miałby się obawiać. Przede wszystkim „Grosik” powinien być chyba najbardziej błyskotliwym bocznym pomocnikiem w talii Seana Dyche’a. I to będzie niewątpliwym atutem Polaka.











