Grosicki jednak nie będzie grał w Burnley [AKTUALIZACJA]


Reprezentant Polski był o krok od transferu życia

31 sierpnia 2016 Grosicki jednak nie będzie grał w Burnley [AKTUALIZACJA]
Grzegorz Rutkowski

Zgrupowanie reprezentacji, Arłamów, przygotowania do meczu z Kazachstanem. Wydawało się, że mimo wcześniejszych plotek Kamil Grosicki kolejny sezon spędzi w Rennes. Deadline Day jednak rządzi się własnymi prawami. Skrzydłowy reprezentacji Polski wziął kilka godzin urlopu, wsiadł w samolot i zameldował się w beniaminku Premier League – Burnley. Liga angielska to prestiż, ale i ogromne wyzwanie. Czy Anglia to ziemia obiecana „Grosika”? [AKTUALIZACJA: Burnley nie zdążyło zgłosić piłkarza, Grosicki zostaje w Rennes]


Udostępnij na Udostępnij na

W zasadzie trudno powiedzieć, jak wyglądać będzie angielska przygoda Kamila Grosickiego. Z jednej strony dusza polskiego kibica każe sądzić, że nasz skrzydłowy ma wszystko, by „mieszać” obrońcami w Premier League. Aczkolwiek w mającym szereg kompleksów narodzie nie zabraknie, słusznych zresztą, wątpliwości o przyszłość wychowanka Pogoni Szczecin. Przeanalizujmy więc fakty.

Plac czy ława?

Pierwszym ważnym, jeśli nie najważniejszym, znakiem zapytania, jaki pojawia się przy zmianie klubu przez „Grosika”, jest to, czy może on liczyć na regularne występy w zespole Seana Dyche’a. W zasadzie poważnych kandydatów do wyjściowej jedenastki nasz skrzydłowy ma trzech: Scotta Arfielda, George’a Boyda oraz sprowadzonego przed sezonem Johana Gudmundssona. Dobrze, przyjrzyjmy się bliżej rywalom Polaka.

Scott Arfield

Kanadyjczyk w Premier League rozegrał w sumie czterdzieści spotkań, w których strzelił dwa gole i raz asystował. Statystyki nie są najmocniejszą stroną tego pomocnika. Jest pierwszym wyborem trenera do wyjściowej jedenastki dzięki dyscyplinie taktycznej, która go charakteryzuje i w zasadzie to jedyny aspekt, który broni wystawianie tego zawodnika w pierwszym składzie. Podania takie sobie, królem asyst i dryblingu nie jest, ale dużo biega i ma zaufanie trenera Dyche’a. W zasadzie lepiej spisywałby się w środku pola, ale sezon rozpoczął na boku pomocy.

George Boyd

Prawdziwy boiskowy pracuś. 30-letni Szkot także nie należy do wybitnych skrzydłowych, którzy potrafią wkręcić obrońcę w murawę. Jest za to wspaniałym rzemieślnikiem, który bardzo, ale to bardzo dużo biega. Taki trochę maratończyk, ale szkoleniowiec Burnley lubi graczy o takiej charakterystyce. Ogólnie Sean Dyche jest gorącym wyznawcą świetnego przygotowania fizycznego i z tego słynie prowadzona przezeń drużyna. Bilans Boyda w lidze angielskiej to 68 meczów, siedem goli i cztery asysty.

Johan Gudmundsson

Jak wcześniej wspominaliśmy, Islandczyk został sprowadzony na Turf Moor z założeniem, że będzie obsługiwał kolegów swoimi podaniami. O tym, że posiada dar do kluczowych piłek, przekonał wszystkich w ubiegłym sezonie, kiedy zanotował jedenaście asyst. Jednak kampanię rozpoczął od ławki rezerwowych, aczkolwiek wystąpił we wszystkich dotychczasowych spotkaniach w roli jokera. W trzech meczach Premier League oddał zaledwie jeden strzał i miał skuteczność podań na poziomie 44%. Statystyki te tłumaczą brak tego piłkarza w wyjściowej jedenastce.

***

Trudno doszukać się w ekipie Burnley zawodnika, z którym rywalizacji Grosicki miałby się obawiać. Przede wszystkim „Grosik” powinien być chyba najbardziej błyskotliwym bocznym pomocnikiem w talii Seana Dyche’a. I to będzie niewątpliwym atutem Polaka.

Dużym minusem zaś jest nie najlepsze przygotowanie fizyczne reprezentanta Polski. Nasz skrzydłowy „gazu” ma na jakieś 65 minut. To trochę mało jak na Premier League. Druga sprawa, czy „Grosik” odnajdzie się w taktyce opiekuna „The Clarets”? To już pokaże przyszłość.

Przyszłość?

Nie czarujmy się, Burnley do ostatniej kolejki walczyć będzie o utrzymanie i nie ma co liczyć na historię w stylu Leicester w ubiegłym sezonie, prędzej sprzed dwóch lat. Jednak możliwe, w dużej mierze dzięki atutowi własnego boiska, że „The Clarets” utrzymają Premier League na kolejną kampanię. Paradoksalnie taka sytuacja wcale nie musi być zła dla Kamila Grosickiego, ponieważ bardzo często piłkarze ze słabszych klubów są uważnie obserwowani przez ligowych potentatów. I tutaj jest okazja, z której „Grosik” może skorzystać.

Im dłużej trwać będzie sezon, tym bardziej potrzebne będą punkty, a nasz reprezentant jest zawodnikiem, który miewa przebojowe akcje, z których kilka może przynieść powodzenie. Poza tym to Premier League, liga wciąż uznawana za jedną z najlepszych na świecie. Lepszego okna wystawowego nie można znaleźć. Grosicki ma 28 lat i jeszcze kilka ładnych sezonów gry na wysokim poziomie. Wszystko przed nim.

Wybór, który ma przynieść sukces

Czy przeprowadzka do Burnley to dobry wybór Kamila Grosickiego? Hmm, trudno powiedzieć. Mówiło się jakiś czas temu o zainteresowaniu polskim skrzydłowym Sevilli. Ogólnie liga hiszpańska byłaby jakimś rozwiązaniem dla „Grosika”, jednak na Półwyspie Iberyjskim Polak ze stylem swojej gry byłby jednym z wielu. W Burnley zaś będzie chyba jedynym graczem z takimi atutami jak gra jeden na jeden czy niekonwencjonalne podania. Ma to sens i może przynieść naprawdę wiele dobrego.

Warto podkreślić również, że reprezentant Polski kosztował Burnley aż 8 mln euro. Kiedy tak nieduży klub wydaje tak duże pieniądze na zawodnika, z pewnością będzie dbał o jego rozwój.

No i podkreślmy, że to jednak Premier League. Liga prestiżowa i wymagająca. Nasi bramkarze radzą sobie w niej świetnie, ale zawodnikom z pola nie szło zbyt dobrze. Może ta karta odwróci się w przypadku Grosickiego? Mamy nadzieję. Warto podkreślić również, że reprezentant Polski kosztował Burnley aż 8 mln euro. Kiedy tak nieduży klub wydaje tak duże pieniądze na zawodnika, z pewnością będzie dbał o jego rozwój.

Na początku swojej przygody z Anglią „Grosik” będzie raczej pełnił funkcję jokera, ponieważ swoje atuty najlepiej może pokazać na delikatnie zmęczonym już przeciwniku. No chyba że Sean Dyche będzie potrzebował polskiego skrzydłowego w rywalizacji z zespołem, który lubi się bronić, ale na takiego Burnley nie ma co liczyć zbyt często.

Reasumując, przeprowadzka do Anglii ma być przełomowym momentem w karierze skrzydłowego reprezentacji Polski. Burnley może okazać się wspaniałą trampoliną do „wielkiego świata”. Wszystko w rękach Kamila Gosickiego. My trzymamy kciuki.


[AKTUALIZACJA: Burnley nie zdążyło zgłosić piłkarza, Grosicki zostaje w Rennes]

Deadline Day rządzi się swoimi prawami… Gazety zdążyły wydrukować okładki, wszyscy, łącznie z nami, zastanawiali się, czy Kamil się sprawdzi. Szkoda, może temat wróci za pół roku.

Komentarze
ff (gość) - 5 lat temu

Szkoda.
Fajna stronka

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze