Phil i Gary Neville przez 11 lat stanowili o sile obrony Manchester United, zanim Phil opuścił Old Trafford. W niedalekiej przyszłości defensywę „Czerwonych Diabłów” w ryzach będą trzymać inni piekielnie utalentowani bliźniacy rodem z Petropolis: Fabio i Rafael da Silva, już dziś nie bez kozery nazywani „brazylijskimi Nevillami”.
Chociaż obaj dopiero niedawno wkroczyli w dorosłość, to już dziś fani MU są gotowi iść o zakład z każdym i o wszystko, że wkrótce od braci da Silva sir Alex Ferguson rozpoczynał będzie ustalanie składu 17-krotnych mistrzów Anglii. – Obaj są znakomici. Podziwiam ich entuzjazm i podejście do treningów. Ale nie ma się co dziwić, w końcu to Brazylijczycy. Kochają futbol jak nic innego na świecie – pieje z zachwytu nad bliźniakami z Kraju Kawy Fergie.
Osiemnastka na 102
Lepsze wejście w dorosły futbol miał Rafael, który zdążył już nawet strzelić gola w niedawnym meczu z Arsenalem. „Czerwone Diabły” przegrywały na The Emirates Stadium 0:2, a zegar wskazywał już 90. minutę gry. Kiedy starsi i bardziej doświadczeni gracze United za wszelką cenę starali się wejść w pole karne Łukasza Fabiańskiego, tylko młody Canarihnos wpadł na pomysł, że może warto zaryzykować i spróbować zaskoczyć Fabiana strzałem z dalszej odległości. Efekt? Piekielnie mocne uderzenie z dystansu, przy prawym słupku bramki Kanonierów, obok wygiętego jak struna Polaka. Cudowny gol na niewiele się jednak zdał, bo mistrzowie Anglii przegrali, ale Rafael udowodnił, że w trudnych momentach nie pęka i można na niego liczyć. Super gol – podsumował jego sobotni występ portal skysports.com, wystawiając notę 7,2. Wyżej oceniono tylko grę Samira Nasriego i Park Ji-Sunga. Angielskie media już wieszczą, że da Silva lada moment wygryzie z pierwszego składu MU, Gary’ego Neville’a, który po powrocie do gry po ciężkiej kontuzji nie może odnaleźć dawnej formy. Ewentualnie, co zresztą Fergie w ostatnim czasie często czynił, na prawej flance może występować Wes Brown, który na pewno jest w lepszej formie niż Neville, ale z drugiej strony nie gra na tyle dobrze, by kibice jego poczynania mogli oglądać ze spokojem. Zatem wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują, że nadchodzi czas Rafaela da Silvy.
Fabio na razie jest w cieniu brata, ale ta sytuacja nie powinna nikogo dziwić. O ile obsada prawej strony defensywy to zmora senna menedżera MU, o tyle na lewej stronie Ferguson ma do dyspozycji Patrice’a Evrę, który od momentu przybycia na Old Trafford, czyli od stycznia 2006 r., prezentuje równą formę, więc Fabio ma na razie iluzoryczne szanse na grę. Obaj młodzi obrońcy stylem gry bardzo przypominają byłego gracza AS Monaco. Szybcy, znakomicie wyszkoleni technicznie, jak przystało na nowocześnie grających defensorów często włączają się do akcji zaczepnych. Mając końskie zdrowie mogą przez 90 minut biegać od jednego pola karnego do drugiego, bez zmęczenia. W razie kadrowego holokaustu szkoleniowiec United mógłby z powodzeniem wystawić ich również w pomocy. Cudownych dzieciaków z Petropolis wypatrzył w 2005 r. podczas turnieju Nike Cup w Hongkongu Les Kershaw – dyrektor akademii Manchester United. Znakomita postawa młodych graczy z Kraju Kawy nie mogła ujść uwadze człowiekowi, który swego czasu odkrył dla świata takich piłkarzy, jak Thierry Henry, Paul Ince, Ole Gunnar Solskjaer i Roy Keane. Gra była warta świeczki, więc Kershaw szybko dał cynk Fergusonowi, że w Brazylii są dwa talenty naprawdę czystej wody. Szkot zadziałał błyskawicznie. Choć bracia da Silva mieli wówczas zaledwie 15 lat i nie mogli jeszcze z MU podpisać zawodowego kontraktu, klub z Old Trafford błyskawicznie podpisał umowę o współpracy z Fluminense, gdzie Fabio i Rafael zaczynali swoją przygodę z piłką. Efekt tej umowy partnerskiej miał być taki, by Fluzao nie wpadli czasem na pomysł oddania komuś innemu swoich genialnych wychowanków. Po trzech latach United w końcu dopięli swego. Bracia da Silva na swoją osiemnastkę otrzymali prezent, którego zazdrościły im miliony rówieśników – podpisali zawodowy kontrakt z Manchester United.










