Po raz pierwszy od blisko 23 lat Anglia wreszcie zwycięsko wychodzi ze starcia z Brazylią. Bramki dla gospodarzy zdobyli Rooney oraz Lampard, a dla pokonanych Fred.
Relacja z Wembley
Na inaugurację 150-lecia angielskiej federacji piłkarskiej gospodarze nie mogli wybrać sobie statystycznie trudniejszego rywala. Reprezentację „Kraju Kawy” ostatni raz pokonali jeszcze za czasów sir Bobby’ego Robsona, przygotowując się do mistrzostw świata w 1990 roku. Od tamtej pory Anglia nie była w stanie wygrać kolejnych ośmiu pojedynków, a 13 procent zwycięstw nad Brazylią jest najniższym wynikiem, jeśli chodzi o mecze z ekipami, z którymi przyszło się jej mierzyć przynajmniej dwa razy.

Spodziewając się, że nagłówki czwartkowych gazet w Anglii mogą wypominać toporność i beztalencie miejscowych kopaczy w porównaniu z polotem i piękną grą przybyszów z Ameryki Południowej, Roy Hodgson za punkt honoru postawił sobie grę w iście brazylijskim stylu w wykonaniu swoich podopiecznych.
Przez długi okres spotkania Anglicy wykonywali mniej długich podań, często grali szybkimi podaniami po ziemi i nie bali się dryblować. Choć długo wychodziło im to przeciętnie, to oni objęli prowadzenie w 25. minucie. Prostopadłą piłkę zagrał Jack Wilshere, Julio Cesar zdążył jeszcze genialne zablokować strzał Theo Walcotta, ale wobec precyzyjnej dobitki Wayne’a Rooneya z okolic pola karnego był bezradny.
Gościom udało się odpowiedzieć dopiero w drugiej części spotkania i to w dużej mierze za sprawą nieodpowiedzialnego błędu Gary’ego Cahilla. W 48. minucie, zamiast spokojnie rozegrać piłkę, obrońca Chelsea ruszył z szarżą do przodu. Łatwo jednak stracił futbolówkę, a ta szybko znalazła się pod nogami Freda. Wprowadzony na początku drugiej połowy napastnik Fluminense nie zmarnował łatwej okazji i mocnym uderzeniem pokonał bramkarza Manchesteru City.
Chwilę później Fred po raz drugi mógł się wpisać na listę strzelców, ale jego strzał zza pola karnego odbił się od spojenia bramki Joego Harta. Wembley odetchnęło z ulgą, choć w szeregi angielskich piłkarzy wdarł się popłoch i Brazylijczycy mogli cieszyć się z lepszego okresu gry.
To jednak kibice „Trzech Lwów” mogli ostatecznie świętować zwycięstwo. W 60. minucie po zamieszaniu w polu karnym i słabym wybiciu piłki ta spadła na nogę Franka Lamparda. Pomocnik Chelsea instynktownie uderzył ją z powietrza wewnętrzną częścią stopy. Julio Cesar wyciągnął się jak struna, ale nie był w stanie jej sięgnąć. Futbolówka zdążyła się jeszcze odbić od prawego słupka i wylądować w przeciwległej bocznej siatce. Jak na świętowanie 150-lecia angielskiej FA oraz pierwszego w tym pokoleniu zwycięstwa nad Brazylią, bramka była tyleż istotna, co okazała.










