Najciekawiej zapowiadający się mecz fazy grupowej Pucharu Konfederacji nie zawiódł. Po świetnym widowisku Brazylia pokonała Włochy 4:2 i z kompletem zwycięstw zajęła pierwsze miejsce w grupie A.
Gospodarze turnieju zaczęli od mocnego uderzenia. Pierwsze 180 sekund to było oblężenie bramki Buffona. Bramkarz Juventusu w pierwszej akcji okazał się lepszy od Hulka, a chwilę potem zza pola karnego mocno, ale i niecelnie, huknął Oscar. Później, choć tempo nadal było wysokie, przez kilka minut oglądaliśmy mało zagrożenia pod bramką i tylko David Luiz szybko złapał żółtą kartkę. Kilka chwil później złapał się też przy rozegraniu piłki za nogę, a na jego twarzy zawsze obecny uśmiech został zastąpiony przez grymas bólu. Luiz zszedł z boiska, ale też szybko na nie wrócił.
W 17. minucie fatalną stratę zaliczył Alves, czego nie potrafił jednak wykorzystać Balotelli, który uderzył niecelnie. W odpowiedzi również niecelnie strzelił Neymar. W 26. minucie nastąpiła pierwsza wymuszona zmiana. Kontuzjowanego Montolivo zastąpił Giaccherini. Minęło zaledwie 240 sekund i z boiska musiał zejść kolejny Włoch. Tym razem padło na Abate, za którego na murawie pojawił się Maggio. Pech nie omijał też rywali. David Luiz wytrzymał na boisku tylko do 33. minuty, kiedy to zastąpił go Dante.
Prawie do samego końca pierwszej połowy niewiele ciekawego się działo. Na emocje trzeba było czekać aż do 45. minuty. Z lewej strony z rzutu wolnego dośrodkował Neymar. Piłka spadła wprost na głowę Freda, który strzelił w kierunku bramki. Futbolówkę odbił Buffon, ale już przy dobitce Dantego nie miał szans i Brazylijczycy objęli prowadzenie. Dopiero po wnikliwej analizie można dostrzec, że obrońca Bayernu był na kilkudziesięciocentymetrowym spalonym. Gol jednak został uznany, a do przerwy wynik się już nie zmienił.
Druga połowa, podobnie jak pierwsza, rozpoczęła się od natarcia gospodarzy. W dogodnej sytuacji znalazł się Oscar, jednak strzelił zbyt słabo, by pokonać Buffona, choć sprawił mu trochę problemów. W odpowiedzi w bramkę nie trafił Candreva. W 51. minucie okazało się, że dzisiaj jest dobry dzień dla rezerwowych. Balotelli pięknie zgrał piłkę do Giaccheriniego, który mocnym strzałem w długi róg wykończył akcję i doprowadził do wyrównania.
Na odpowiedź „Canarinhos” trzeba było czekać zaledwie cztery minuty. Świetna akcja Marcelo, zagranie do Neymara, który kopnął przy próbie minięcia Maggio i przewrócił się o nogę obrońcy tuż przed polem karnym. Sędzia odgwizdał rzut wolny, do piłki podszedł sam poszkodowany i pięknym strzałem tuż przy słupku zdobył gola. Trochę pretensji o utratę bramki można mieć do Buffona, bo choć strzał był przedni, to mimo wszystko futbolówka wpadła w jego róg.
W 61. minucie Balotelli pokazał, że też umie przymierzyć z wolnego. Świetny strzał z 30 metrów odbił jednak Cesar. A pięć minut później było już 3:1. Marcelo zagrał do Freda, który uprzedził Chielliniego, wyszedł sam na sam i bez problemu pokonał Buffona. Minęło pięć minut i Chiellini zrehabilitował się za błąd popełniony w tej sytuacji. Cała sytuacja była jednak bardzo dziwna, bo trochę zamieszania swoim zachowaniem wprowadził sędzia. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego w polu karnym faulowany był Balotelli. Arbiter dmuchnął w gwizdek, dyktując rzut karny, ale w tym samym momencie piłka spadła pod nogi Chielliniego, który skierował ją do bramki. Wtedy Ravshan Irmatow nagle zmienił zdanie i bramkę, mimo bardzo ekspresywnych protestów Julio Cesara, uznał.










