94. derby Zagłębia Ruhry miały być koncertem jednego zespołu. Borussia Dortmund mająca tylko punkt straty do Bayernu miała dość łatwo poradzić sobie z Schalke 04. Dla przyjezdnych to jeden z najgorszych sezonów w Bundeslidze. Niestety dla fanów dortmundczyków to kibice „Koenigsblauen” będą mieli więcej powodów do radości. Zwycięstwo piłkarzy z Gelsenkirchen to zemsta za 2007 rok i praktycznie wypisanie BVB z walki o mistrzowską paterę.Runda wiosenna sezonu 2018/2019 jest koszmarem dla Borussii Dortmund. Jeszcze podczas rundy jesiennej wielu sądziło, że nastąpi wreszcie przełamanie serii Bayernu Monachium. Była też grupa osób, która apelowała o czekanie z podobnymi komentarzami do wiosny. Runda rewanżowa miała zweryfikować faktyczną moc BVB. Jak się okazuje, ci drudzy mieli rację.
Niemoc z drużynami z dołu tabeli
Można się zastanawiać, co się stało z tak świetnie grającą drużyną z jesieni? Młodość szalała na skrzydłach, a wszystkim akcjom ofensywnym przewodził Marco Reus. Piłkarz, który jak nikt inny w Niemczech zasłużył na tę upragnioną mistrzowską paterę. Tego temu pechowemu i niezwykle utalentowanemu zawodnikowi brakuje do spełnienia. W pierwszej części sezonu świetnie pracowała także linia defensywna, a środek pola zbudowany z Axela Witsela i Thomasa Delaneya był niemal nie do przejścia. Do tego jeszcze szybko wkomponował się w skład Paco Alcacer. Wszystko zaczęło jednak pękać jak mydlana bańka na wiosnę.
Pierwsza sprawa to kontuzje, które zaczęły nawiedzać Borussię. Szczególnie boleśnie poczuła je linia defensywna. Największym problemem była przede wszystkim strata Łukasza Piszczka, który w dzisiejszym jakże ważnym spotkaniu nie mógł zagrać. Kolejny trener w Dortmundzie odczuwa, jak ważnym elementem drużyny jest Polak. Wcześniej sezon skończył się dla Achrafa Hakimiego, który też szybko odnalazł się w realiach Borussii. Lucien Favre musiał zacząć kombinować z bokami defensywy, przez co BVB straciła moc ofensywną od skrajnych obrońców. Przez pewien czas trener musiał też kombinować ze stoperami. Na tej pozycji zaczął ustawiać Juliana Weigla, od którego dzisiaj zaczęła się czarna seria.
Ale wszystkiego nie można zwalać na kontuzje, bo w zasadzie jeżeli chodzi o graczy drugiej linii i ataku, wszyscy cieszyli się zdrowiem. Przecież Borussia potrafiła wygrywać wysoko z każdym rywalem w rundzie jesiennej. A jak trzeba było, to szło się „na noże” jak w meczu na Signal Iduna Park z Bayernem (wygrana 3:2). Ale tak naprawdę od jesieni do końca sezonu było jeszcze dużo spotkań do zagrania. Pojedynki z drużynami z dołu tabeli stały się więc trudniejsze dla BVB. Kiedy przeciwnikom palił się grunt pod nogami (ligowy byt), takie zespoły inaczej podchodziły do meczów z czołówką. Murowanie swojej bramki przed dortmundczykami okazywało się… świetną taktyką. Nawet dzisiejszy pojedynek z Schalke to przede wszystkim świetna gra obronna „Koenigsblauen”. Gospodarze oddali tylko… dwa celne strzały w ciągu 90 minut.









