Borussia Dortmund wypisuje się z walki o mistrzostwo


Runda wiosenna koszmarem BVB

27 kwietnia 2019 Borussia Dortmund wypisuje się z walki o mistrzostwo

94. derby Zagłębia Ruhry miały być koncertem jednego zespołu. Borussia Dortmund mająca tylko punkt straty do Bayernu miała dość łatwo poradzić sobie z Schalke 04. Dla przyjezdnych to jeden z najgorszych sezonów w Bundeslidze. Niestety dla fanów dortmundczyków to kibice „Koenigsblauen” będą mieli więcej powodów do radości. Zwycięstwo piłkarzy z Gelsenkirchen to zemsta za 2007 rok i praktycznie wypisanie BVB z walki o mistrzowską paterę.


Udostępnij na Udostępnij na

Runda wiosenna sezonu 2018/2019 jest koszmarem dla Borussii Dortmund. Jeszcze podczas rundy jesiennej wielu sądziło, że nastąpi wreszcie przełamanie serii Bayernu Monachium. Była też grupa osób, która apelowała o czekanie z podobnymi komentarzami do wiosny. Runda rewanżowa miała zweryfikować faktyczną moc BVB. Jak się okazuje, ci drudzy mieli rację.

Niemoc z drużynami z dołu tabeli

Można się zastanawiać, co się stało z tak świetnie grającą drużyną z jesieni? Młodość szalała na skrzydłach, a wszystkim akcjom ofensywnym przewodził Marco Reus. Piłkarz, który jak nikt inny w Niemczech zasłużył na tę upragnioną mistrzowską paterę. Tego temu pechowemu i niezwykle utalentowanemu zawodnikowi brakuje do spełnienia. W pierwszej części sezonu świetnie pracowała także linia defensywna, a środek pola zbudowany z Axela Witsela i Thomasa Delaneya był niemal nie do przejścia. Do tego jeszcze szybko wkomponował się w skład Paco Alcacer. Wszystko zaczęło jednak pękać jak mydlana bańka na wiosnę.

Pierwsza sprawa to kontuzje, które zaczęły nawiedzać Borussię. Szczególnie boleśnie poczuła je linia defensywna. Największym problemem była przede wszystkim strata Łukasza Piszczka, który w dzisiejszym jakże ważnym spotkaniu nie mógł zagrać. Kolejny trener w Dortmundzie odczuwa, jak ważnym elementem drużyny jest Polak. Wcześniej sezon skończył się dla Achrafa Hakimiego, który też szybko odnalazł się w realiach Borussii. Lucien Favre musiał zacząć kombinować z bokami defensywy, przez co BVB straciła moc ofensywną od skrajnych obrońców. Przez pewien czas trener musiał też kombinować ze stoperami. Na tej pozycji zaczął ustawiać Juliana Weigla, od którego dzisiaj zaczęła się czarna seria.

Ale wszystkiego nie można zwalać na kontuzje, bo w zasadzie jeżeli chodzi o graczy drugiej linii i ataku, wszyscy cieszyli się zdrowiem. Przecież Borussia potrafiła wygrywać wysoko z każdym rywalem w rundzie jesiennej. A jak trzeba było, to szło się „na noże” jak w meczu na Signal Iduna Park z Bayernem (wygrana 3:2). Ale tak naprawdę od jesieni do końca sezonu było jeszcze dużo spotkań do zagrania. Pojedynki z drużynami z dołu tabeli stały się więc trudniejsze dla BVB. Kiedy przeciwnikom palił się grunt pod nogami (ligowy byt), takie zespoły inaczej podchodziły do meczów z czołówką. Murowanie swojej bramki przed dortmundczykami okazywało się… świetną taktyką. Nawet dzisiejszy pojedynek z Schalke to przede wszystkim świetna gra obronna „Koenigsblauen”. Gospodarze oddali tylko… dwa celne strzały w ciągu 90 minut.

Taktyka zastosowana przez Luciena Favre’a kompletnie nie sprawdza się z drużynami z dołu tabeli (i nie tylko). A też na wiosnę łatwiej przypomnieć sobie mecz, w którym Borussia się męczyła, niż taki pewnie wygrany. Rywale zaczęli czytać poczynania BVB i odpowiednio dostosowywać swój plan gry, neutralizując akcje wicelidera Bundesligi.

Wąska ławka zmorą BVB?

A może przyczyna zadyszki leży po stronie wąskiej kadry? Bo tak w zasadzie szwajcarski trener miał komfort wyboru tylko w drugiej linii. Już początek sezonu pokazał, jak ważnym elementem może być napastnik. Zanim Paco Alcacer został sprowadzony w końcówce sierpnia, było widać problemy ze zdobywaniem goli. Favre szukał kogoś, kogo może wystawić na szpicy. Ustawienie tam Reusa trochę wiązało mu skrzydła, a to zawodnik słynący z boiskowej „wolności”. Nie sprawdził się tam też Maximilian Philipp, a Mario Goetze odpalił dopiero zimą. Potem te problemy zakrył Hiszpan, ale nie jest on graczem z najlepszym zdrowiem. Wydawało się, że w trakcie przerwy między rundami zostanie ktoś sprowadzony. Ktoś, kto mógłby zastąpić byłego zawodnika Valencii i Barcelony w momentach słabości – czyt. kontuzji.

Posypała się też defensywa. Kiedy wszyscy byli zdrowi, mur złożony z Piszczka, Akanjiego, Diallo i Hakimiego był nie do ruszenia. Wraz z posypaniem się bocznych obrońców zaczęły się problemy z odpowiednim zestawieniem rezerwowych graczy. Na lewej stronie mógł grać Dan-Axel Zagadou, ale z jednej strony młody Francuz popełniał za dużo błędów, a z drugiej… doznał kontuzji. Favre nie zaufał Omerowi Toprakowi, który nie potrafił wyprowadzać piłki zgodnie z oczekiwaniami trenera. Sprowadzony zimą Leonardo Balerdi jeszcze nie jest gotowy do gry na tym poziomie, a Marcel Schmelzer już dawno stracił w oczach szkoleniowca i kibiców.

Przez to trener postawił na Juliana Weigla w roli środkowego, co nie było dla niego pierwszyzną. Zastępcą Piszczka mianowano Mariusa Wolfa, który nie do końca odnajduje się w tej roli. Lewa strona została obsadzona przez Diallo. Nominalny stoper jest dobry w destrukcji w tej strefie, ale niestety nie w grze ofensywnej. Obaj gracze wystawieni na skrzydłach nie czują się tam komfortowo, przez co jest znacznie mniejsze wsparcie ataków z bocznych sektorów od defensorów.

Koniec marzeń o mistrzostwie?

Porażka z odwiecznym rywalem oznacza praktycznie wypisanie się Borussii z walki o mistrzowską paterę. Bayern co prawda gra jutro, ale trudno sobie wyobrazić porażkę obrońców tytułu w Norymbergi. W przypadku wygranej „Bawarczycy” odskoczą BVB już na cztery „oczka”. To da im komfort i nawet ewentualna wpadka w następnych meczach nie będzie grozić stratą fotela lidera. Co prawda czekają ich dwa trudne mecze, bo mają wyjazd do Lipska i na koniec sezonu pojedynek u siebie z Frankfurtem. Ale od kiedy nie ma ich już w rozgrywkach Ligi Mistrzów, zupełnie inaczej wygląda rozkład sił. Poza tym czeka ich jeszcze spotkanie z Hannoverem u siebie.

Borussia natomiast ma teraz wyjazd do Bremy, co wcale nie będzie lekką przeprawą. Zwłaszcza że Marco Reus dostał dzisiaj czerwoną kartkę. A Werder liczy się jeszcze w walce o europejskie puchary i będzie chciał wykorzystać kryzysowy moment rywala. Następnie BVB podejmie u siebie Fortunę Duesseldorf, a na koniec zmierzy się na wyjeździe z Borussią Moenchengladbach. To też nie będzie łatwe spotkanie, bo „Źrebaki” mają w zasięgu lokatę gwarantującą grę w Lidze Mistrzów. Można powiedzieć, że „trudność meczowa” dla monachijczyków i dortmundczyków jest zbliżona. Ale wszystko wskazuje na to, że losy mistrzostwa są w głównej mierze w rękach Bayernu. A Borussia nie wytrzymała tempa finiszowego.

Być może jednak ta porażka będzie dopiero początkiem lepszej Borussii. Pamiętajmy, że w składzie jest wielu młodych i zdolnych piłkarzy. Doświadczenie z tego sezonu może zaprocentować. BVB może być jeszcze silniejsza w przyszłym sezonie, o ile też najważniejsi gracze zostaną. A dołączą nowi, którzy wesprą drużynę w tych najważniejszych momentach. To też może być lekka przewaga nad Bayernem, bo w Monachium czuje się potrzebę większej rewolucji. W Dortmundzie trzeba tylko ten zdolny organizm lekko poprawić. Przy większych zmianach potrzeba chwili czasu, a rewolucja w BVB nie jest potrzebna. Zgranie już będzie, co może zaowocować kolejnym ciekawym sezonem w Niemczech.

Oddajmy to, co królewskie

Na koniec musimy jeszcze wspomnieć o Schalke. Dla tego klubu to jeden z najgorszych sezonów w historii, a najsłabszy od 30 lat. Jeszcze rok temu świętowano wicemistrzostwo, a w ciągu kilku miesięcy wszystko zostało zniszczone. „Koenigsblauen” krzątają się w dolnej części tabeli. Zwolniono dyrektora sportowego i trenera. Jako tymczasowego szkoleniowca zatrudniono awaryjnie Huuba Stevensa, który drugi raz wraca do Gelsenkirchen jako ratownik. Nikt o zdrowych zmysłach nie dawał większych szans na wygraną S04.

Jednak coś jest w powiedzeniu „derby rządzą się swoimi prawami”. Bo dzisiaj Schalke zagrało świetne zawody, a to było ich dopiero trzecie zwycięstwo w rundzie rewanżowej. Borussia nie potrafiła pokonać pogrążonego w kryzysie rywala. I to nie tylko sportowym, bo do dziś nikt nie wie, co czeka „Koenigsblauen”. Wciąż nie wiadomo, kto obejmie posadę dyrektora sportowego, ani kto może zostać nowym trenerem. Inne ekipy z Bundesligi, które zapowiedziały pożegnanie ze swoimi dotychczasowymi szkoleniowcami, szybko znalazły następców. A w Gelsenkirchen dzisiejsza wygrana to na ten moment kropla w morzu potrzeb. Coś, co sprawi, że kibice będą mogli iść z uśmiechem na twarzy w kierunku niewiadomej. Bo szykuje się wiele zmian w niebiesko-białej części Zagłębia Ruhry. Ale o tym więcej wkrótce na naszym portalu.

Trzeba też przyznać, że w tej porażce Borussii jest coś niezwykłe przykrego. Bo zwycięstwo Schalke jest zemstą za 2007 rok. Wtedy to ekipa z Gelsenkirchen szła po pierwszego mistrza w historii. Niestety wówczas na ich drodze stanęła BVB, która strąciła ich z najwyższego stopnia w ostatnim momencie. Teraz to samo uczynił dortmundczykom ich największy rywal.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze