Andrzej „Bobo” Bobowski to niekwestionowany król polskich kibiców, który w dodatku ani myśli w najbliższych latach abdykować. Za reprezentacją jeździ już od pół wieku i zamierza przejechać jeszcze następne pół. Głęboko wierzy zarówno w awans reprezentacji Polski na EURO 2008, przebudzenie Legii Warszawa i to, że EURO 2012 odbędzie się w Polsce i na Ukrainie bez zakłóceń.
Ile meczów biało- czerwonych oglądał pan z trybun?
Po raz pierwszy w życiu byłem na meczu Polski z Norwegią na inauguracje Stadionu X- lecia, 28.10.1956 r. Oficjalnych spotkań pierwszej reprezentacji oglądałem na żywo 202. Dwusetny był w Lizbonie, z Portugalią (2:2).
Jak narodził się pomysł aby podążać zawsze tam, gdzie gra reprezentacja Polski?

W 1975 r. poznałem kibica Feyenoordu, poleconego przez mojego przyjaciela z Rotterdamu, który przyjechał na mecz Polska – Holandia (aktualnego wówczas wicemistrza świata). Zabrałem go na spotkanie do Chorzowa, gdzie Polska wygrała 4:1, on zaprosił mnie z kolei na mecz rewanżowy do Amsterdamu, gdzie przegraliśmy 0:3, trenerem był wówczas Kazimierz Górski. Po jakimś czasie ożeniłem Go z Polką, będąc świadkiem na ich ślubie.
Który mecz Polaków wspomina pan najmilej, a o którym chciałby jak najszybciej zapomnieć?
Miłych meczów mam kilka. Pierwszy w życiu z Norwegią 5:3, cztery gole strzelił Ernest Pol, reprezentujący CWKS Warszawa. Następnie Polska – ZSRR 2:1, mój jubileuszowy 25- ty, a trzynasty na Stadionie X- lecia z Brazylią 3:6, dwa gole strzelił nam Rivelino, którego osobiście poznałem w Argentynie. Polska – Anglia 2:0, Polska – Holandia 4:1, Polska – Portugalia 1:1 i awans na MŚ w Argentynie (nie chcę pamiętać chamskiego zachowania kibiców, wygwizdujących swojego kapitana), Polska – Belgia 3:0 w Barcelonie na MŚ Espania’82, mój 150- ty mecz, a pierwszy w XXI wieku, Norwegia – Polska 2:3 w Oslo oraz zwycięski mecz w Chorzowie z Portugalia 2:1. Do nie udanych zaliczam mój jubileuszowy 100-tny mecz w Poznaniu z Francją, chyba 1:5, oraz mecz z Finlandią 1:3 w debiucie przed polskimi kibicami Leo Beenhakkera i rozpoczynającym eliminacje EURO 2008.
Za reprezentacją Polski jeździ pan od 1956 r., tak więc w akcji mógł pan oglądać wiele ekip biało- czerwonych. Którą z nich uważa pan za najlepszą?
W Polsce jeździłem za reprezentacją od 1956r, a za granicą od 1975 r. Z sentymentem wspominam drużynę Orłów Górskiego, zdobywców złotego i srebrnego medalu olimpijskiego oraz 3. miejsca na MŚ`74, z którymi przyjaźnie się do chwili obecnej. Jestem zresztą kierownikiem drużyny Orłów.











