Tak to bywa przed meczami reprezentacji, że w naszym kraju pojawia się 40 milionów selekcjonerów, a przynajmniej jego asystentów. Takie jednak nasze prawo – reprezentacja naszym dobrem narodowym, możemy więc do niej dyskutować aż do bólu.
Gdy trzy miesiące temu Niemcy zdobywali mistrzostwo świata wydawało się, że do październikowego spotkania będziemy podchodzili, marząc o jak najmniejszym wymiarze kary. Przez trzy miesiące w piłce nożnej może zdarzyć się bardzo wiele i dziś po cichu liczymy na zdobycz punktową. Ta nadzieja spowodowana jest, oprócz naturalnej wiary kibica, problemami w ekipie naszych rywali. Dość powiedzieć, że z podstawowego składu na meczu mistrzostw świata w sobotę wystąpi co najwyżej pięciu piłkarzy. Więcej o tym, jak zagrają Niemcy możecie przeczytać tutaj, my natomiast skupmy się na naszej reprezentacji.
Wykorzystać słabości
Nie wyobrażam sobie, aby w obliczu tylu absencji nasza reprezentacja nie starała się choć momentami prowadzić gry. Oczywiście nie liczę na to, że stłamsimy naszych zachodnich sąsiadów, ale niespodziewane próby przejęcia inicjatywy mogą kompletnie zgubić Niemców. Ba, według mnie od początku powinniśmy zaatakować rywali, założyć wysoki pressing i jak najdłużej nie pozwalać złapać podopiecznym Löwa swojego rytmu. Przypomina mi się mecz Bayernu z Paderborn, gdzie beniaminek przez pierwsze pięć minut imponująco atakował „Bawarczyków” na ich połowie i zagrażał ich bramce. Kiedy jednak już drugi, trzeci raz monachijczycy przedarli się na połowę gości, ci już właściwie do końca meczu na niej zostali. Ten moment trzeba jak najdłużej odwlekać, bo może źle się dla nas skończyć.
Za taką taktyką przemawia też zestawienie środka pola Niemców. Schweinsteiger z Khedirą zapewniali kapitalną równowagę pomiędzy defensywą a atakiem. Tego nie uświadczymy przy parze Kroos-Kramer. Pierwszy to bardziej „10” niż „6”, a drugi nie wszedł jeszcze na ten światowy poziom, choć oczywiście papiery na grę ma. Para K-K świetnie będzie się sprawowała przy kontroli gry (mistrzem w tym aspekcie jest przede wszystkim gracz Realu), ale już przy bronieniu może nie być tak wesoło. Wniosek jest więc prosty: trzeba uwypuklić wady środkowych pomocników reprezentacji Niemiec, a to można osiągnąć tylko wtedy, gdy przerzuci się ciężar gry na ich połowę.
Maksimum agresji
Dobra, możemy sobie pisać o tych wszystkich „słabościach” Niemców, ale nie ulega wątpliwości, że jeśli chodzi o aspekty piłkarskie, to jesteśmy przynajmniej o poziom gorsi. Nadrobić to trzeba tradycyjnie, oprócz taktyki, ustawiania się i zaangażowania, agresją. Choć „Die Nationalmanschaft” pomimo przejścia na bardziej techniczny styl nie zatraciła do końcu swojej fizyczności, to jednak i tu można się upatrywać naszej szansy. Znowu wrócę do środka pola – Schweinsteiger i Khedira walki na łokcie by się nie przestraszyli. Jednak już Kroos takiej gry zdecydowanie nie lubi, a i Kramer nie jest typem atlety, który przepchnie każdego napotkanego rywala. Cóż, mam jakieś dziwne przekonanie, że Krychowiakowi i Jodłowcowi rozwiązanie „siłowe” na pewno by odpowiadało.











