Trzeci mecz eliminacji do mistrzostw Europy we Francji przed nami. Po pojedynkach z Gibraltarem i Niemcami czas na kolejne arcyważne spotkanie. Naszym rywalem będą Szkoci. Czy podobnie jak w marcu będziemy mieli kaca po szkockiej? A może euforia nie będzie miała końca? Naszym rozmówcą był trener piłkarski i były zawodnik Legii Warszawa, Stefan Białas.
Zwycięstwo nad Niemcami było dla Pana dużym zaskoczeniem?
Oczywiście, było, jak chyba dla wielu z nas. Choć miałem taką nadzieję, że Niemcy po zdobyciu mistrzostwa świata będą choć trochę rozkojarzeni. Do tego była ta świadomość, że z naszymi zachodnimi sąsiadami nigdy nie wygraliśmy, nawet cudem – w przedprzedostatnim meczu w Gdańsku to zwycięstwo było o włos, a oni i tak doprowadzili do remisu. Niemcy mogli więc pomyśleć, że będzie łatwo, i się na tym przejechali. Polacy zagrali konsekwentnie w obronie, pomogło szczęście, ale w piłce szczęście trzeba mieć. Jeżeli się go nie ma, to nie osiąga się takich rezultatów, jakie by się chciało. To była duża, ale pozytywna niespodzianka, która może dać takiego kopa, że teraz będzie już tylko dobrze.
Starcie z Niemcami było bardzo wymagające fizycznie. To oni prowadzili grę, myśli Pan, że podobnie może być i tym razem?
Ze Szkotami to my powinniśmy prowadzić grę. Podopieczni Strachana będą czekali na swoje okazje. Jeżeli gospodarze, to jest my, oddamy im inicjatywę, to może być bardzo źle. Osobiście uważam, że ten mecz będzie dużo trudniejszy. Dlaczego? Wyspiarze będą mieli świadomość tego, że wygraliśmy z mistrzami świata, co dodatkowo ich zmotywuje. Spodziewam się dziś bardzo trudnego meczu.
Przed sobotnim meczem nawoływano, by trochę odpuścić z czterokrotnymi mistrzami świata. Które z tych dwóch spotkań jest ważniejsze? Mecz ze Szkocją czy Niemcami?
Obydwa są bardzo ważne. Aby teraz nie zmarnować tego bonusu, czyli zwycięstwa nad triumfatorami mundialu, absolutnie musimy wygrać to, co mieliśmy zaplanowane – mecz ze Szkocją. Jeśli to nam się uda, to znaczy, że nie straciliśmy punktów z tymi drużynami, które są najgroźniejszymi rywalami w tych eliminacjach. Ten mecz będzie bardzo ważny, by potem ostatecznie awansować do mistrzostw Europy we Francji.
Piłkarze po meczu byli bardzo zmęczeni – jak to może przełożyć się na wtorkowe spotkanie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że zawodnicy odpoczywają w trakcie cyklu eliminacyjnego tylko dwa, a nie trzy dni?
To są zawodowcy. Większość z nich gra w większych klubach. Ten nowy tryb nie jest dla nich dużym problemem, bo grają tak często w swoich zespołach. Dodatkowo zwycięstwo nad Niemcami powinno dodać im skrzydeł i sprawić, że zmęczenie będzie gdzieś na drugim planie. Jeśli będą problemy ze Szkotami, jeśli nie będziemy mogli strzelić im gola, to myślę, że spotkanie z Niemcami może się ujawnić. Nie sądzę, by to miało jakiś większy wpływ.
Czy w spotkaniu ze Szkocją możemy się rozluźnić? Nie martwi się Pan o motywację po sobotnim meczu?
To byłby błąd, wielki błąd. Można pomyśleć, że ze Szkocją nie może być problemów – przecież ograliśmy panujących mistrzów świata. Trener Adam Nawałka na pewno zwrócił uwagę, że to nie powinno zaprzątać im teraz głowy. Oni nie mogą się rozluźnić. Jeśli tego przygotowania mentalnego nie było dwa dni temu, nie było wczoraj, to dzisiaj jest już za późno. Z tą świadomością rangi meczu trzeba spędzić najmniej jedną noc. Adam musiał o tym pamiętać. Może też wystąpić błąd zawodników, ale wątpię, by tak było. To nie są 19- czy 20-latkowie, tylko gracze już doświadczeni. Szkoda, że Jodłowiec nie zagra, to zawodnik, który wykonał z Krychowiakiem znakomitą robotę.










