Stefan Majewski bez wątpienia zaskoczył kibiców swoimi powołaniami na mecze eliminacji mistrzostw świata z Czechami i Słowacją. Specjalnie dla iGola, pierwsze wybory „Doktora” komentuje Stefan Białas – były trener między innymi Legii Warszawa, Cracovii i Jagiellonii Białystok, a obecnie komentator Canal Plus.
— Pierwsze, co przychodzi mi myśl to to, że trener Majewski wybrał po prostu swoich — mówi Białas. — Na pewno zaskoczeniem są powołani obrońcy, bo w większości są to piłkarze z ligi polskiej. Mam lekkie wątpliwości co do tego, czy tacy zawodnicy, jak Jarosław Bieniuk, Adam Kokoszka, Mariusz Pawelec czy Piotr Polczak mogą nam zapewnić spokój na tyłach. Dziwi mnie również brak powołania dla Piotra Brożka, w ostatnim czasie najlepszego przecież lewego obrońcy w lidze polskiej.
A czy większym zaskoczeniem nie jest jednak nominacja dla Jerzego Dudka? Czy Stefan Białas, będąc na miejscu Majewskiemu, też dałby szansę „Dudiemu”? — Na miejscu Majewskiego nie jestem, ale wydaje mi się, że to jest gest w stosunku do Jurka — zauważa. — Niewiele mu przecież brakuje do tego, by dołączyć do Klubu Wybitnego Reprezentanta. Na pewno sam Dudek nie spodziewał się, że dostanie powołanie, chyba, że wcześniej rozmawiał z selekcjonerem. „Dudi” nie gra w Realu Madryt, siedzi na ławce rezerwowych, ale też, żeby być rezerwowym „Królewskich”, trzeba prezentować określony poziom. Natomiast na pewno na powołanie zasłużył w pełni Wojciech Kowalewski, który gra regularnie w Iraklisie Saloniki i prezentuje się bardzo dobrze. W tym przypadku nie ma żadnego zaskoczenia.
Co natomiast z piłkarzami, którzy byli liderami reprezentacji prowadzonej przez Leo Beenhakkera? Czy nadszedł ostateczny koniec takich graczy jak Artur Boruc, Dariusz Dudka, Jacek Krzynówek czy Michał Żewłakow? — Myślę, że ich czas w kadrze jeszcze się nie skończył — uważa 61-letni szkoleniowiec. — Boruc bowiem cały czas gra w pierwszym składzie Celtiku Glasgow. Krzynówek i Żewłakow z kolei, mimo wieku, wciąż powinni stanowić szkielet zespołu. Największy problem to Dudka, który w ogóle nie gra w klubie. W tym sezonie w AJ Auxerre tylko raz zaczął mecz w pierwszym składzie. A w kadrze powinni grać piłkarze, którzy nie tylko regularnie występują w swoim klubie, ale jeszcze i wyróżniają się.
Jakie jeszcze refleksje nasuwają się Białasowi, gdy widzi nazwiska powołanych piłkarzy? — Na pewno cieszy fakt, że szansę dostaną od dłuższego czasu wyróżniający się w lidze Kamil Grosicki czy Sławomir Peszko — przyznaje. — Nie ma się co oszukiwać, Leo Beenhakker powoływał zawodników z notesu. Cały czas był w Holandii, zaś jego asystent skupiony był na pracy w GKS Bełchatów. Dwie najważniejsze postaci reprezentacji nie miały więc czasu, aby uważnie przyglądać się grze potencjalnych kadrowiczów. Do listy graczy, których powołań nie rozumiem, dorzuciłbym jeszcze Rogera, który grając w Legii Warszawa notorycznie zawodził, zaś w ostatnich spotkaniach drużyny narodowej też nie grał najlepiej. Natomiast rozumiem cel powołania Ebiego Smolarka. To w końcu dzięki jego bramkom, awansowaliśmy do EURO 2008, więc to po części element zaufania i można w związku z tym przymrużyć oko na jego kłopoty ze znalezieniem klubu. Poza tym, występy w kadrze mogą mu w tym przecież pomóc.










