Bez pardonu: Szkolny mit


6 października 2007 Bez pardonu: Szkolny mit

Real Madryt, Manchester United, Arsenal Londyn, Karpaty Lwów... Te nazwy wpływają na wyobraźnię. No i wszędzie między słupkami Polacy. Czyżbyśmy więc byli bramkarską potęgą? Bzdura. Polska szkoła to mit.


Udostępnij na Udostępnij na

Krew się we mnie gotuje, kiedy słyszę te słowa. Między Odrą i Bugiem cierpimy ponoć na nadmiar klasowych golkiperów i jesteśmy pod tym względem bramkarską potęgą. Ba! Toż to już klasa światowa, a wszystko dzięki doskonale skoordynowanemu szkoleniu, olbrzymim nakładom finansowym, fachowości trenerów oraz wszelkim ruchom, jakie poczyniono w naszym kraju w kwestii harmonijnego i niczym niezakłóconego procesu rozwoju piłkarskiej młodzieży z rodzimymi golkiperami na czele. Polskiego bramkarza spotkać można już nie tylko w Anglii czy Hiszpanii – po młodych zdolnych znad Wisły sięgają już nawet renomowane ekipy maltańskie, że wspomnę chociażby rokującego wielkie nadzieje Andrzeja Bledzewskiego, który wiosną terminował w Birkirkarze, a teraz grzeje ławę nad Bałtykiem.

Jerzy Dudek
Jerzy Dudek (fot. Ireneusz Dorożański)

I jeszcze względem wyjaśnienia – nazwa klubu ukraińskiego we wstępie niniejszego tekstu to czysta ironia, podobnie jak twierdzenie mówiące o polskiej szkole bramkarskiej, które stanowiło przyczynek do powyższych (i trochę poniższych) rozważań. Negując ten sąd nie chodzi mi wcale o ocenę piłkarskiej klasy Boruca, Kuszczaka, Fabiańskiego i Dudka, lecz sam zwrot, jakim ich sukces jest tytułowany. Ludzie! W Polsce nie istnieje nic takiego jak bramkarska szkoła! Absolutnie żaden z golkiperów, jacy w ostatnich latach zdołali wybić się ponad rodzimą przeciętność, nie jest bowiem produktem jakiegokolwiek z pietyzmem dopracowywanego systemu, lecz są to jednostki wybitne (tudzież wybitnie szczęśliwe), które do wszystkiego dojść musiały tylko i wyłącznie siłami własnymi, często na przekór wszystkim.

Klasowych golkiperów na europejski rynek wcale nie wypuszczamy hurtowo (do tego potrzeba dobrze zorganizowanej fabryki), a przykładów na polską słabość nie trzeba szukać daleko, że wspomogę się tylko nazwiskami Dolhy, Muchy i Peskovicia. Za bramkarską szkołę uznać można jedynie ogólnokrajowy system opierający się na sieci specjalistycznych szkół i kilku siatkach wykwalifikowanych scoutów, którzy będą w stanie z zabitych deskami wiosek wyłapać gros utalentowanej młodzieży i skierować do regionalnego ośrodka, gdzie ten będzie dostanie możliwość skutecznego doskonalenia własnych umiejętności. Utopia? W polskich warunkach – jak najbardziej. Może by więc tak w końcu przestać posiłkować się górnolotnym zwrotem, który nijak się ma do trwającej rzeczywistości? Nad Wisłą system szkolenia klasowych golkiperów w żadnym wypadku bowiem nie istnieje.

Komentarze
Wojciech Kocjan (gość) - 15 lat temu

Przydałyby się nam jeszcze takie jednostki wybitne w
obronie, pomocy i napadzie ;-)

Odpowiedz
Maciej Kokowicz (gość) - 15 lat temu

świetnie napisane. Zresztą, moim zdaniem 99,9%
polskich piłkarzy, którzy zrobili jakiekolwiek
kariery to nie wynik wspaniałego szkolenia u nas,
tylko albo ich ponadprzeciętnego talentu, albo tego,
że wystarczająco wcześnie wyjechali za granicę.

Odpowiedz
Basienka (gość) - 15 lat temu

Świetny artykuł Kamilku. Faktycznie olbrzymią rolę w
piłkarskim rozwoju odgrywa nie tyle szkolenie
młodzieży, które jak zauważyłeś w naszym kraju nieco
"kuleje", ale przede wszystkim talent i wysiłek
wkładany przez samego zawodnika, bo nie ukrywajmy -
sama przynależność do np. szkółki piłkarskiej nie
uczyni z nikogo gwiazdy futbolu. Bez talentu i chęci
samodoskonalenia zawodnik nie będzie piłkarzem, a
jedynie szarym zawodnikiem kopiącym kulę zwaną piłką.

Wybitna bramkarska jednostka? Myślę, że miałam
przyjemność poznać taką właśnie osobę. Młodą, pełną
pasji i z uporem dążącą do celu jakim jest piłkarska
przyszłość. 17 letni chłopak, którego umiejętnosciom
nie dorównuje wielu naprawdę doświadczonych
bramkarzy. Nie bez przyczyny dostał więc powołanie na
zgrupowanie reprezentacji. Oby jego ukryty talent
ujrzało wreszcie szersze grono polskich i nie tylko
polskich kibiców. Erwin, trzymam kciuki! ;-)

Odpowiedz
Jakub Kocjan (gość) - 15 lat temu

Zgodzę się z artykułem Kamila, który niestety ma
rację jeśli chodzi o polską szkołę bramkarską. To
nieznający się na piłce dziennikarze tworzą w naszym
kraju takie mity.

Odpowiedz
andrzej087 (gość) - 15 lat temu

Prawdą jest że trzeba na pozycji bramkarza mieć
talent, a szkółka piłkarska może go tylko rozwinąć.
Tak czynią w Szamotułach, rocznie na pozycję
bramkarza z około 70 chętnych, biorą tylko trzech.
Najpierw bronią w druzynie MSP w rozgrywkach
juniorskich, w wikeu 16 - 17 lat najlepsi wypożyczani
są do okolicznych klubów 4 lub ligowych, po okresie 1
-3 lat gry w tych zespołach trafiają do 1 ligi.
Najbardziej zanych wychowanków wiekszość kibiców w
Polsce zna, a ja wspomnę tylko o dwóch, którzy
ostatnio taką drogę przeszli (a bronili w klubie,
którego jestem kibicem, a ich drogą zapewne pójdzie
chłopak o którym wspomniała Basienka). Są to Maciej
Gostomski obecnie zmiennik Wojciecha Skaby w
rozgrywkach ME w barwach Legii (równiez nominalny 3
bramkarz pierwszej drużyny Legii), a także Jakub
Jesionkowski 3 bramkarz Zagłębia Lubin. Szkółce tej
udaje się także wyszkolić rocznie 1 lub 2 znakomitych
zawodników z pola, którzy są rozchwytywani przez
kluby I ligowe.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze