Real Madryt, Manchester United, Arsenal Londyn, Karpaty Lwów… Te nazwy wpływają na wyobraźnię. No i wszędzie między słupkami Polacy. Czyżbyśmy więc byli bramkarską potęgą? Bzdura. Polska szkoła to mit.
Krew się we mnie gotuje, kiedy słyszę te słowa. Między Odrą i Bugiem cierpimy ponoć na nadmiar klasowych golkiperów i jesteśmy pod tym względem bramkarską potęgą. Ba! Toż to już klasa światowa, a wszystko dzięki doskonale skoordynowanemu szkoleniu, olbrzymim nakładom finansowym, fachowości trenerów oraz wszelkim ruchom, jakie poczyniono w naszym kraju w kwestii harmonijnego i niczym niezakłóconego procesu rozwoju piłkarskiej młodzieży z rodzimymi golkiperami na czele. Polskiego bramkarza spotkać można już nie tylko w Anglii czy Hiszpanii – po młodych zdolnych znad Wisły sięgają już nawet renomowane ekipy maltańskie, że wspomnę chociażby rokującego wielkie nadzieje Andrzeja Bledzewskiego, który wiosną terminował w Birkirkarze, a teraz grzeje ławę nad Bałtykiem.

I jeszcze względem wyjaśnienia – nazwa klubu ukraińskiego we wstępie niniejszego tekstu to czysta ironia, podobnie jak twierdzenie mówiące o polskiej szkole bramkarskiej, które stanowiło przyczynek do powyższych (i trochę poniższych) rozważań. Negując ten sąd nie chodzi mi wcale o ocenę piłkarskiej klasy Boruca, Kuszczaka, Fabiańskiego i Dudka, lecz sam zwrot, jakim ich sukces jest tytułowany. Ludzie! W Polsce nie istnieje nic takiego jak bramkarska szkoła! Absolutnie żaden z golkiperów, jacy w ostatnich latach zdołali wybić się ponad rodzimą przeciętność, nie jest bowiem produktem jakiegokolwiek z pietyzmem dopracowywanego systemu, lecz są to jednostki wybitne (tudzież wybitnie szczęśliwe), które do wszystkiego dojść musiały tylko i wyłącznie siłami własnymi, często na przekór wszystkim.
Klasowych golkiperów na europejski rynek wcale nie wypuszczamy hurtowo (do tego potrzeba dobrze zorganizowanej fabryki), a przykładów na polską słabość nie trzeba szukać daleko, że wspomogę się tylko nazwiskami Dolhy, Muchy i Peskovicia. Za bramkarską szkołę uznać można jedynie ogólnokrajowy system opierający się na sieci specjalistycznych szkół i kilku siatkach wykwalifikowanych scoutów, którzy będą w stanie z zabitych deskami wiosek wyłapać gros utalentowanej młodzieży i skierować do regionalnego ośrodka, gdzie ten będzie dostanie możliwość skutecznego doskonalenia własnych umiejętności. Utopia? W polskich warunkach – jak najbardziej. Może by więc tak w końcu przestać posiłkować się górnolotnym zwrotem, który nijak się ma do trwającej rzeczywistości? Nad Wisłą system szkolenia klasowych golkiperów w żadnym wypadku bowiem nie istnieje.











