Od rekordowego transferu Radosława Majeckiego do AS Monaco minęło już kilka dni. Bramkarz warszawskiej Legii kosztował drużynę z Księstwa około 7 milionów euro. Wcześniejszy rekord, należący do Jana Bednarka (przenosiny z Lecha Poznań do Southampton), wynosił 6 milionów. Wszyscy jednak lubimy spoglądać w ranking i porównywać polską ligę do chociażby naszych sąsiadów z południa czy wschodu.
Transfer Majeckiego elektryzował wielu kibiców, ale warto rozejrzeć się dookoła. Jak więc wyglądają rekordy transferowe w Czechach, Słowacji, na Białorusi? Za ile pieniędzy sprzedaje się zawodników z ligi węgierskiej, a ile najwięcej zarobiono w Słowenii? Jak potoczyły się kariery piłkarzy, którzy wpisali się na karty historii swoich lig? W sezonie 2020/2021 polskie rozgrywki wystartują z 32. miejsca w rankingu UEFA – pod m.in Węgrami, Słowenią i Słowacją, dlatego postanowiliśmy sprawdzić, jak transfer Majeckiego prezentuje się na tle innych środkowoeuropejskich lig.
Węgierska Nemzeti Bajnoksag
Kluby ligi węgierskiej postarały się w tym sezonie o to, aby zepchnąć ekstraklasę w rankingu UEFA. To właśnie Węgrzy, za sprawą (przede wszystkim) Ferencvarosi, znajdują się o jedno miejsce wyżej w rankingu od nas. Mimo to rekord transferowy tamtejszej ligi nie imponuje w porównaniu z kwotą, jaką na konto Legii przelało AS Monaco.
Około 4,8 miliona euro to kwota, jaką Everton zapłacił wspomnianemu wcześniej gigantowi węgierskiej piłki – Ferencvarosi – za Muhameda Besicia. 21-letni wówczas Niemiec trafił do „Zielonych Orłów” prosto z Hamburga i po dwóch latach udał się na Wyspy, zapisując się na kartach historii węgierskiej ekstraklasy. Dotychczas żaden zawodnik nie zbliżył się nawet do kwoty, jaką Everton wydał, sprowadzając Besicia, a Niemiec od niemal sześciu lat figuruje jako najdrożej sprzedany zawodnik w historii ligi.
Jak potoczyła się kariera Besicia w Anglii? W Evertonie nie udało mu się przebić. W sezonie 2014/2015 zagrał w 23 spotkaniach Premier League, otrzymał na boisku średnio 55 minut na spotkanie. Przez kolejne trzy lata w „The Toffees” miał zaledwie 25 szans, z czego w lidze rozegrał niecałe 600 minut. Od tej pory tuła się po wypożyczeniach – wcześniej Middlesbrough, teraz Shieffield United. W tym sezonie wystąpił przez zaledwie 605 minut – większość w meczach pucharowych. Udało mu się nawet zaliczyć trafienie w starciu o Puchar Anglii. O opinię na temat Niemca zapytaliśmy administratora :
– Muhamed Besić. Ech, muszę przyznać, że bardzo w niego wierzyłem. Jego gra szybko przypadła mi do gustu. Twardo grający, nieustępliwy, przy czym dobrze wyglądający z piłką przy nodze. Niestety zarówno dla niego i dla nas spotkała go fatalna w skutkach kontuzja więzadeł krzyżowych. Stracił przez nią cały sezon 16/17 i bardzo długo wracał do pełni sprawności. Każdy kto zna się na piłce wie co może oznaczać taka kontuzja. Po powrocie wydaje mi się, że nie dostał prawdziwej szansy. Dobrym rozwiązaniem było wypożyczenie go do Middlesbrough, gdzie odzyskał pewność siebie i mógł na nowo poczuć na swojej skórze smak rywalizacji na boisku. Ostatnio radzi sobie coraz lepiej w barwach beniaminka Sheffield United, dostaje coraz więcej szans, w pucharach gra od pierwszej do ostatniej minuty. Niedawno zresztą strzelił bardzo ładną bramkę w pucharze. Czy dostanie szansę u Carlo? Zobaczymy. Wydaje się jednak, że kolejny transfer zawodnika poza klub będzie już definitywny.
Czeska Fortuna Liga
W Polsce wiele ostatnio mówi się o czeskiej lidze i czeskiej piłce. Nasi południowi sąsiedzi współpracują z klubami chińskimi, mają fantastyczne akademie, tamtejsze drużyny zaczynają regularnie pojawiać się na europejskich salonach. Wydaje się, że liga naszych południowych sąsiadów rośnie w siłę i z roku na rok stale odjeżdża polskiej ekstraklasie poziomem. Nie tylko sportowym, ale też infrastrukturalnym oraz organizacyjnym. W takim razie transfery z ligi wraz z czasem powinny osiągać coraz większe kwoty, prawda?
Po części tak właśnie jest – ale rekord transferowy należy do kogoś, kogo już nie uświadczymy na boisku. W sezonie 2000/2001 Sparta Praga zdołała awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów, w której zagrała przeciwko Arsenalowi, Lazio oraz Szachtarowi. Czeski klub wygrał tylko jeden mecz i zajął ostatnie miejsce w grupie. Jednak już zimą po jednego z zawodników zgłosiła się Borussia Dortmund. Tomas Rosicky odszedł za niebotyczną, jak na tamte czasy, kwotę 14,5 miliona euro. Rekord ten przetrwał do dziś – w styczniu 2020 roku minęło 19 lat, odkąd transfer Rosickiego pozostaje największym odejściem w historii czeskiej ligi.
Bardzo szybko może się to zmienić. Wśród dziesięciu najdrożej sprzedanych zawodników czeskiej Fortuna Ligi aż czterech to gracze sprzedani w sezonie 2019/2020. Najbliżej pobicia legendarnego już rekordu był Alex Kral. Mistrz Czech oraz zdobywca pucharu odszedł w sierpniu zeszłego roku ze Slavii Praga do Spartaku Moskwa. Rosyjski klub zapłacił za 21-latka 12 milionów euro.
W samym sezonie 2019/2020 z czeskiej ligi odeszło aż 17 zawodników, za których nowi pracodawcy byli skorzy zapłacić co najmniej milion euro. Łączna kwota wydana na tych graczy to prawie 57 milionów euro (dokładnie 56,85 miliona). Aż ośmiu z nich to Czesi. Dla porównania: w polskiej lidze można znaleźć 11 takich zawodników. Łączna wartość? 34 miliony euro. Ze wspomnianej jedenastki ośmiu to Polacy.
Słoweńska Prva Liga
W rankingu na kolejny sezon słoweńska liga także znajdzie się wyżej od nas. Wielu polskich kibiców z pewnością dobrze kojarzy NK Maribor, z którymś kiedyś mierzyła się Wisła Kraków. W sezonie 2017/2018 klub po raz ostatni zagrał w fazie grupowej Ligi Mistrzów. To jednak nie do Mariboru należy rekord transferowy swojej ligi.
Zimą 2016 roku NK Olimpija Ljubljana najpierw pobiła ówczesny rekord, a potem jeszcze go poprawiła. Ostatecznie skończyło się na kwocie 5 milionów euro – tyle za młodego Ezekiela Hentiego zapłacił Lokomotiw Moskwa. Wcześniej, za 3,8 miliona euro, FC Basel wykupił Andraza Sporara. Kariery obu tych zawodników potoczyły się zupełnie inaczej.
Nigeryjczyk nie zabłysnął w Rosji. Napastnik w 19 meczach strzelił dla Lokomotiwu zaledwie jedną bramkę. Moskiewski klub zrezygnował z jego usług już po półtora roku, a ten większość swojej kariery spędził na Węgrzech – w Videotonie oraz Puskas Akademia FC. Zaliczył także dość udany epizod w Emiratach Arabskich, gdzie w 12 spotkaniach strzelił pięć bramek i zanotował trzy asysty. W styczniu tego roku sprowadził go do siebie słowacki Slovan Bratysława.
Kariera Sporara znacząco zwolniła po transferze do Szwajcarii. W 26 spotkaniach napastnik, który zachwycał w słoweńskiej lidze, strzelił tylko jedną bramkę. Nie lepiej było na wypożyczeniu w Arminii Bielefeld, w której na boisku zagrał zaledwie 320 minut. Potencjał w Słoweńcu wciąż widział Slovan Bratysława, który sprowadził go do siebie. Tam Sporar odżył, strzelając dla klubu 60 bramek i notując 17 asyst, a to w zaledwie 78 spotkaniach…
Słowacka Fortuna Liga
I tak oto płynnie przechodzimy do ligi naszych kolejnych południowych sąsiadów. Słowacka ekstraklasa znalazła się o trzy miejsca w rankingu wyżej od polskiej. Andraz Sporar sprawował się w Slovanie na tyle dobrze, że przykuł uwagę sporego klubu o potencjale europejskim, bo takim zdecydowanie jest Sporting Lizbona. Portugalczycy rokrocznie (z drobną przerwą w sezonie 2013/2014) występują w europejskich pucharach – głównie Lidze Europy, ale od czasu do czasu uda im się wedrzeć do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Dwa lata temu zdołali przedrzeć się aż do ćwierćfinałów Ligi Europy, w którym odpadli z późniejszym tryumfatorem – Atletico Madryt.
Kariera Sporara nabrała na tyle wysokiego tempa, że Sporting zdecydował się na kupno zawodnika. 23 stycznia 2020 roku Slovan sprzedał napastnika za 6 milionów euro, wyrównując tym samym rekord sprzed pięciu lat. Warto jednak zaznaczyć, że klub z Bratysławy sprowadził Słoweńca za zaledwie 600 tysięcy.
No właśnie – Slovan wyrównał rekord należący do MSK Żiliny. Cztery lata wcześniej, w styczniu 2016 roku, za taką samą cenę – 6 milionów euro – Sampdoria sprowadziła 20-letniego Milana Skriniara. Jak się później okazało, Słowak został jednym z najlepszych defensorów Serie A, a jego obecny klub – Inter – był skory zapłacić Sampdorii aż 34 miliony euro, aby stoper zagrał w niebiesko-czarnej koszulce.
Litewska A Lyga
Zaglądając do naszych wschodnich sąsiadów, warto także spojrzeć na Litwę, skąd w ostatnich latach żaden zawodnik nie przeszedł za sumę większą niż kilkaset tysięcy euro. W tym sezonie największy transfer opiewał na zaledwie 100 tysięcy euro – jak można się więc domyślić, rekord ligi nie sprawi, że szczęki opadną nam z wrażenia. W końcu w historii całych rozgrywek zaledwie trzech zawodników odeszło za kwotę większą niż milion euro.
Rekordzistą litewskiej ekstraklasy jest, tak jak w przypadku Polski, bramkarz. Potencjał w młodym Mariusie Adamonisie zauważyło Lazio Rzym, które zdecydowało się ściągnąć 19-latka do siebie. Po roku gry w drużynie młodzieżowej Litwin rozpoczął podróż po Serie C. Podróż ta trwa do dziś, a litewski golkiper występuje obecnie w Sicula Loenzio (włoska Serie C).
Czym spowodowana jest taka sytuacja na Litwie? Czy tamtejszą piłkę dopadła poważna stagnacja? O opinię zapytaliśmy administratora strony Bałtycki Futbol:
– Myślę, że po części można tak powiedzieć. Po pierwsze, świat futbolu poszedł do przodu, a na Litwie wszystko zostało nieco z tyłu. Z tego też powodu trudniej się z takiej ligi wybić. Po drugie, mało który klub może pochwalić się stabilną sytuacją finansowo-organizacyjną. Klub z małą ilością gotówki w kasie, przyciśnięty do ściany, nie będzie bawił się w negocjacje ceny, gdy ma okazję cokolwiek zarobić. Jeżeli ktoś chce się wypromować, to głównie z Suduvy i Zalgirisu Wilno, ewentualnie FK Riteriai czy Zalgirisu Kowno, ale to rzadziej.
Białoruska Wyszejszaja liha
Ekstraklasa na Białorusi od lat zdominowana była przez BATE Borysów. W 2019 roku panowanie hegemona przerwała Dynama Brześć, a „Niebiesko-żółci” musieli nasycić się wicemistrzostwem kraju. Klub z Borysowa na przestrzeni ostatnich lat często występował w fazach grupowych Ligi Mistrzów oraz Ligi Europy. Właśnie do BATE należą trzy największe transfery w historii, ale ich kwota wcale nie jest aż tak imponująca.
Obecny rekord białoruskiej ekstraklasy to 3,5 miliona euro – ustanowiony pierwotnie w 2001 roku, został wyrównany w 2013. Na początku obecnego stulecia za wspomnianą kwotę Vitali Kutuzov trafił do Milanu. Tam kariery jednak nie zrobił – choć w Serie A zaliczył 99 występów, wciąż wysyłany był na wypożyczenia. O wiele lepiej szło mu na boiskach Serie B, czyli bezpośredniego zaplecza włoskiej ekstraklasy.
W 2013 rekord Białorusina wyrównał, urodzony w Brazylii, Renan Bressan. Reprezentant „Białych Skrzydeł” przeszedł wówczas do Spartaka Władykaukaz, który jeszcze siedem lat temu grał na najwyższym poziomie w Rosji. Po roku klub postanowił pozbyć się pomocnika, a ten trafił do Kazachstanu, gdzie wraz z Astaną zdobył mistrzostwo kraju. Potem Bressan grał jeszcze w Rio Ave, APOEL-u oraz Chaves, a w 2019 roku powrócił do Brazylii. Co ciekawe, dziś Spartak występuje na trzecim poziomie w Rosji i zajmuje ostatnie miejsce w swojej grupie, choć klub jeszcze kilka lat temu występował w rosyjskiej ekstraklasie. Wszystko przez poważne kłopoty finansowe.
***
Transfer Majeckiego za 7 milionów euro to, trzeba przyznać, nie lada okazja i świetny biznes dla warszawskiej Legii. Wiele europejskich klubów wciąż może pomarzyć o tak kosmicznych dla nich kwotach za sprzedaż zawodników. Niestety, jak wszyscy wiemy, polska piłka lubi pławić się w swych sukcesach, a działacze – osiadać na laurach. Jest jednak kogo gonić, bo nasi południowi sąsiedzi (najbliższy nam przykład) pokazują, że także potrafią dobrze wypromować zawodników. Kwestią czasu jest tylko to, kiedy w końcu nas przeskoczą.
Nie zapominajmy jednak, że w Polsce widać też dobre prognostyki na przyszłość. M.in. Legia Warszawa inwestuje obecnie w nowoczesną akademię – Legia Training Center. Także Piast Gliwice postanowił zainwestować w szkolenie własnej młodzieży i już niedługo mają ruszyć prace nad nową infrastrukturą.