Reprezentacja Grecji wygrała 1:0 mecz towarzyski z Armenią. Bohaterem spotkania został jednak golkiper drużyny pokonanej, który w końcówce spotkania wybronił dwa rzuty karne wykonywane przez Samarasa i Karagounisa!

Grecy spokojnie rozpoczęli to spotkanie, próbując stworzyć zagrożenie pod bramką rywali w ataku pozycyjnym. Już w 3. minucie grupowi rywale Polaków mogli objąć prowadzenie, ale piłka uderzona głową po rzucie rożnym minimalnie minęła słupek. Kilka chwil później pierwszą dobrą okazję mieli gracze reprezentacji Armenii, ale dobrą interwencją popisał się jeden z obrońców i zagrożenie zostało zażegnane. Po dziesięciu minutach gry na listę strzelców mógł wpisać się Salpingidis, który dostał doskonałe dośrodkowanie z rzutu wolnego od Karagounisa, ale po jego strzale piłka odbiła się od ziemi i przeleciała ponad poprzeczką. Z czasem piłkarze z Półwyspu Bałkańskiego tracili przewagę, odważni Ormianie coraz częściej zapuszczali się pod ich pole karne. W 22. minucie spotkania Grekom udało się jednak wyjść na prowadzenie – Karagounis po raz kolejny znakomicie dośrodkował piłkę z rzutu wolnego, a na bramkę uderzył Papadopoulos, który nie pozostawił golkiperowi żadnych szans na skuteczną interwencję.
W 30. minucie na 2:0 mógł podwyższyć Gekas, kiedy znalazł się sam na sam z pustą bramką, ale zanim zdążył przyjąć piłkę na klatkę piersiową, wrócił jeden z obrońców rywali i skutecznie zablokował próbę strzału napastnika. Sześć minut później bardzo aktywny w pierwszej połowie Karagounis próbował uderzyć z dystansu na bramkę Berezowskiego, ale ten popisał się znakomitą interwencją, wybijając piłkę na rzut rożny. Później jednak ponownie Ormianie ruszyli do ataku, zmuszając nawet strzelca bramki – Papadopoulosa – do dosyć ekwilibrystycznej interwencji, jaką jest wybicie piłki przewrotką spod własnego pola karnego. W 41. minucie piłkarzom w czerwonych trykotach udało się podejść bardzo blisko bramki Greków, ale płaskie dośrodkowanie wzdłuż linii bramkowej nie znalazło adresata, nie udało się zatem zdobyć gola wyrównującego wynik spotkania. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że w każdym z ostatnich pięciu meczów podopieczni Fernando Santosa tracili bramkę, można było z optymizmem patrzeć na drugą połowę.












