Dokąd płynie Wisła? To pytanie zadaje sobie wielu sympatyków futbolu. Bezsprzecznie najlepsza polska drużyna ostatniej dekady jest od dwóch lat w poważnym kryzysie finansowym.
Po porażce w 22 .kolejce T-Mobile Ekstraklasy sezon może uratować jedynie awans do finału Pucharu Polski. Wówczas jest spora szansa na to, że właściciel raz jeszcze dofinansuje klub. A i o to będzie bardzo trudno. „Biała Gwiazda” pod rządami Bogusława Cupiała nie uchroniła się od poważnych błędów. Oto one:
Stosunek do trenerów

Nie od dziś wiadomo, że właściciel Tele-Foniki ma lekką rękę do zwalniania szkoleniowców. Po raz pierwszy swej filozofii dał wyraz w 2001 r., w niezrozumiałych okolicznościach pozbywając się Oresta Lenczyka. Aby rozwścieczyć potentata, wystarczyła tylko jedna porażka z Widzewem Łodź, mimo tego, że Wisła była liderem z czterema punktami przewagi. Rok później za dwie ligowe przegrane zostaje zwolniony Franciszek Smuda, który nadał drużynie nową jakość i w mojej opinii jest współtwórcą sukcesów wielkiej Wisły z sezonu 2002/2003r. Stosunek właściciela do trenerów potwierdza zwolnienie Wernera Liczki, który mimo zdobycia mistrzostwa musiał ponieść karę za odpadnięcie z Pucharu Polski. Jednak bez wątpienia najdłużej w pamięci kibiców pozostanie zwolnienie Dana Petrescu, tego samego, który później wprowadził Unireę do Ligi Mistrzów. Na stanowisku szkoleniowca Wisły zastąpił go Dragomir Okuka, który również długo nie piastował tego stanowiska. Zwolnienie Maaskanta, choć spowodowane głównie przesłankami finansowymi, również było zbyt szybkie. Robert wyciągnął FC Groningen ze strefy spadkowej (16. miejsce) na bezpieczną ósmą lokatę. To w Eredivisie spory sukces. Cupiałowi brakowało cierpliwości, zaufania. Swoimi decyzjami co rusz dawał wyraz tego, że w Polsce nie szanuje się szkoleniowców. Historia pokazuje, że ciągłość pracy może przynieść pożądane efekty. W szczególności w futbolu, w którym specyfika pracy jest nieco inna niż w korporacjach.
Brak stałego sponsora strategicznego
Nie skłamię, jeżeli przyznam, że przelewanie pieniędzy z konta jednej własnej firmy do drugiej nie jest spełnieniem marzeń finansowych. Partykularny sponsor strategiczny gwarantowałby niezależne dodatkowe dochody do budżetu klubu, wpływał na prestiż i stymulował rozwój klubu. Tymczasem od dłuższego czasu na koszulce klubowej widnieje logo Tele-Foniki, spółki córki krakowskiej WIsły. Wciąż nie ma firm chętnych zapłacić sporą kwotę za reklamowanie się.
Przywiązanie przez lata do Zdzisława Kapki
Jego wątpliwie moralna przeszłość oraz brak pożytku w ostatnich latach zdają się potwierdzać fakt, że ta współpraca jest niepotrzebna.











