Przez dłuższy okres nie będziemy śledzić zmagań piłkarzy na polskich boiskach. Podczas rundy jesiennej wydarzyło się wiele ciekawych faktów. Zdarzyły się niespodzianki pozytywne, ale też negatywne. Nadszedł czas to wszystko podsumować i na spokojnie przeanalizować.

Runda jesienna sezonu 2013/14 była pierwszą, w której rozgrywano 21 spotkań, a nie jak dotąd piętnaście bądź siedemnaście kolejek. Wielu twierdzi, że ten pomysł nie wypalił, bo w Polsce drużyny nie są jeszcze gotowe, aby radzić sobie z napiętym terminarzem. Jednak z pewnością przez ostatnie kilka miesięcy nudzić się nie mogliśmy, bo wydarzyło się dużo rzeczy bardzo pozytywnych, ale także negatywnych. Przed wznowieniem nowej kampanii pod dużą obserwacja mediów był Ryszard Tarasiewicz oraz Franciszek Smuda. Pierwszy kilka lat temu nie poradził sobie z kryzysem w Śląsku Wrocław i ŁKS-ie Łódź. Natomiast drugi zaliczył klapę na Euro 2012, ale również nie udźwignął ciężaru w Regensburgu, czyli klubie na zapleczu Bundesligi. Popularny „Franz”od początku był skazywany na pożarcie, bo Wisła Kraków, którą objął, przeżywała spory kryzys. Podziękowano piłkarskim weteranom – Kamilowi Kosowskiemu oraz Radosławowi Sobolewskiemu. Nawalało także wiele spraw organizacyjnych, z którymi Bogusław Cupiał ewidentnie sobie mógł poradzić. Smuda dość odważnie zabrał się za cały harmider i efekty były natychmiastowe. „Biała Gwiazda”znów zaczęła świecić, co dostrzegali wszyscy dookoła. Dziennikarze, którzy krytykowali krakowski zespół, nagle zaczęli chwalić pod niebiosa piłkarzy dowodzonych przez byłego selekcjonera drużyny narodowej. Nie było w tym przypadku, że Wisła poległa dopiero w 12. kolejce z Zawiszą Bydgoszcz. Zresztą beniaminek tegorocznego sezonu T-Mobile Ekstraklasy prowadzony przez Ryszarda Tarasiewicza prezentował wyborną formę. Wydawało się, że prędzej uda się wygrać w totolotka, niż dobrze poukładać zespół przez „Tarasia”. Doświadczenie tego szkoleniowca spowodowało, że drużyna nie tylko ograła Wisłę, ale także Legię Warszawa. W obu meczach z Lechem Poznań sprawiła problemy.

W stolicy Wielkopolski głoszono słynne powiedzenie „Na rumaku do Europy!” Piłkarska rzeczywistość odzwierciedliła fakty bardzo bolesnie dla wicemistrzów Polski. Najpierw odpadnięcie z Ligi Europy z litewskim Żalgirisem Wilno, a później słaby start rozgrywek na krajowym podwórku. Wszyscy wściekli: piłkarze, działacze, a przede wszystkim kibice. Po jednym ze spotkań sympatycy Kolejorza wywiesili transparent „To zwycięstwo nic nie zmienia. Rumakowi mówimy do widzenia” Sam szkoleniowiec był pod dużym ostrzałem dziennikarzy za postawę piłkarzy Lecha. Nikt nie mógł zrozumieć zachowania Mariusza Rumaka, który w stylu Jose Mourinho postanowił, że opuści salę konferencyjną. Powiedział zaledwie krótki pomeczowy komentarz, następnie z uśmiechem udał się do swoich zawodników. Tamto zachowanie oburzyło dziennikarzy, którzy chcieli porozmawiać z Mariuszem Rumakiem. Działacze Lecha czekali do końca, jak zaprezentuje się drużyna po rundzie jesiennej. Czwarte miejsce z dziewięcioma punktami straty do Legii sprawiło, że poznańska lokomotywa nie zmieni trenera. Trzeba przyznać, że odblokował się Łukasz Teodorczyk. „Teo”, który stanowił o sile Polonii Warszawa nagle zgasł i schował się, jak ślimak w swojej skorupce. Cierpliwość do tego piłkarza sprawiła, że rundę zakończył z dziesięcioma trafieniami.













