Środowe mecze Ligi Mistrzów zapowiadały się niezwykle ciekawie. Manchester miał nadzieję na szybkie dobicie Bayernu, „Bawarczycy” chcieli z kolei dokonać niemożliwego. Udało im się strzelić na wyjeździe aż dwie bramki i awansować do półfinału. Mimo porażki 0:1 z Bordeaux, awansował też Olympique Lyon.
Mnóstwo emocji w Teatrze Marzeń
Od niespodzianek zaczęło się spotkanie Manchesteru United z Bayernem Monachium. W pierwszym składzie zagrał Wayne Rooney, który w niesłychanie krótkim czasie zdołał wyleczyć kontuzję kostki. Sir Alex Ferguson do ostatniej chwili zwlekał z podjęciem decyzji o wystawieniu swojego najlepszego strzelca, postanowił jednak zaryzykować i pozwolił zagrać Rooneyowi od początku.

Manchester rozpoczął w wielkim stylu, zupełnie jak pierwsze spotkanie w Monachium. Pierwsza akcja od razu przyniosła bramkę: Rafael zagrał do Gibsona, ten rozegrał jeszcze piłkę z Rooneyem, po czym uderzył z 20 metrów, co zupełnie zaskoczyło zarówno osłupiałych obrońców, jak i zdumionego bramkarza Bayernu. Goście nie zdążyli otrząsnąć się jeszcze po pierwszej bramce, kiedy już w 7. minucie padła druga. Tym razem po świetnym podaniu Rooneya Valencia ograł Holgera Badstubera i podał do środka do zupełnie niepilnowanego Naniego, który nie miał żadnych problemów z wbiciem piłki do bramki z tak małej odległości.
Bayern wciąż nie potrafił się pozbierać, a gdyby nie ciemne stroje, piłkarze gości byliby zupełnie niewidoczni – na tle Manchesteru zachowywali się, jakby byli kompletnie zieloni i nie mieli pojęcia o grze w piłkę. „Czerwone Diabły” wciąż i wciąż atakowały, nie udało im się jednak pokonać Jörga Butta. Bayern zaczął tymczasem dochodzić do siebie i wychodzić coraz dalej od swojej bramki. Kiedy po prawie czterdziestu minutach gry udało mu się stworzyć pierwszą groźną sytuację (Ivica Olić otrzymał świetne podanie od Thomasa Müllera, został jednak zatrzymany przez Edwina van der Saara), Manchester kolejny raz zafundował „Bawarczykom” zimny prysznic. Po wznowieniu gry z autu Valencia znowu ograł Badstubera i Demichelisa i podał do środka, gdzie piłkę przepuścił jeszcze Rooney, a Nani skierował ją do bramki.
Tym razem piłkarze Bayernu wzięli sprawy w swoje ręce i już w dwie minuty po trzeciej bramce gospodarzy odpowiedzieli golem po drugiej stronie boiska. Müller przedłużył głową podanie Schweinsteigera, piłkę otrzymał Ivica Olić i z ostrego kąta trafił do bramki. Jego trafienie ożywiło nadzieję w piłkarzach i kibicach gości. Przy rezultacie 3:1 obie drużyny schodziły na przerwę.
Na początku drugiej połowy zmiany postanowił dokonać Louis van Gaal: za Thomasa Müllera wprowadził na boisko Mario Gomeza. Bayern rozpoczął znacznie lepiej niż poprzednio, śmiało i bez kompleksów. Gra toczyła się na połowie Manchesteru, a już w 50. minucie spotkania piłkarze z Monachium przewagę mieli także w liczbie zawodników na boisku: Rafael po faulu taktycznym na Riberym zobaczył drugą żółtą kartkę. Chwilę później czerwoną kartkę mógł zobaczyć Holger Badstuber, który brutalnie sfaulował Valencię, sędzia pozostał jednak łaskawy i pokazał jedynie żółty kartonik.










