Barcelona rozgromiła w finale klubowych mistrzostw świata brazylijski Santos 4:0, zwyciężając tym samym w prestiżowych rozgrywkach. Jednym z głównych bohaterów spotkania był Leo Messi, który strzelił dwie bramki, a przy kolejnej zaliczył asystę.
Od początku spotkania inicjatywa była po stronie Barcelony. Już po kilku minutach dośrodkowanie z bocznego sektora boiska padło łupem obrońców Santosu, co można było potraktować jako pierwszy strzał ostrzegawczy. Nie minęło pięć minut, a pierwszy raz w tym meczu pokazał się Neymar. Brazylijczyk otrzymał piłkę przed polem karnym, lecz zamiast strzelać lub podawać, usiłował w stylu Messiego przedrylować defensywę rywali, co oczywiście się nie udało. Argentyńczyk dał się we znaki rywalom w 13. minucie. Mocne uderzenie zza pola karnego z wielkim trudem obronił Rafael, piłka spadła tuż pod nogi Fabregasa, lecz ten nie potrafił wykorzystać wyśmienitej okazji.

Pierwszy kwadrans zdecydowanie należał do Barcelony. Mistrzowie Hiszpanii przez kilka minut zamykali rywali na własnej połowie. Sytuacja pozornie uległa zmianie po 16 minutach. Zawodnicy Santosu najpierw groźnie uderzali z rzutu wolnego, a później niebezpiecznie kontrowali. Piłkarze z Ameryki Południowej poczuli się chyba zbyt pewnie, bo minutę później koronkowa akcja Barcelony zakończyła się golem Messiego, który po raz kolejny udowodnił, że nie bez powodu jest uznawany za najlepszego piłkarza świata. Argentyńczyk po podaniu Xaviego sprytnie przerzucił piłkę nad Rafaelem i ta wylądowała w siatce.
Po zdobyciu gola piłkarze Barcelony nękali defensywę Santosu niebezpiecznymi rajdami. Podopieczni Pepa Guardioli naciskali coraz mocniej i już w 24. minucie wynik brzmiał 2:0. Fabregas znalazł w polu karnym Xaviego, który efektownie przyjął pozornie zbyt mocne podanie i popisał się równie efektownym strzałem, który przyniósł drugą bramkę zwycięzcom Ligi Mistrzów. Parę minut później wynik mógł być wyższy. Po potężnym strzale Fabregasa z bliskiej odległości piłka uderzyła w słupek. Fani Santosu poważnie zaczęli obawiać się horroru, który może zakończyć się wysoką porażką.
W ostatnich 15 minutach tempo meczu było znacznie wolniejsze. Warunki gry wciąż dyktowała Barcelona, co jakiś czas tworząc sobie sytuację strzelecką, lecz nie były to już tak groźne akcje jak wcześniej. Jednak na minutę przed ostatnim gwizdkiem sędziego Santos otrzymał kolejny cios. Piłkarze Barcelony ostrzeliwali bramkę Rafaela, który jakimś cudem wychodził cało po dwóch pierwszych uderzeniach, lecz kolejna dobitka Fabregasa znalazła drogę do siatki. Po 45 minutach zdobywca Copa Libertadores został znokautowany.












