Barcelona bez najmniejszych kłopotów awansowała do niedzielnego finału klubowych mistrzostw świata, pokonując katarski Al-Sadd 4:0. Gole dla mistrzów Hiszpanii strzelali Adriano (dwie), Keita oraz Maxwell.

Przebieg spotkania nikogo nie zaskoczył, bo po prostu zaskoczyć nie mógł. Barcelona od początku przejęła inicjatywę, a jedynym pomysłem piłkarzy Al-Sadd na powstrzymanie zawodników „Blaugrany” było zaparkowanie autobusu na własnej połowie. Na początku ta taktyka dobrze się sprawdzała, a defensorzy katarskiego zespołu ofiarnie blokowali strzały Pedro, Messiego czy Iniesty.
Szybko jednak zaczęli popełniać błędy. Pierwsza pomyłka nie przyniosła jeszcze negatywnych konsekwencji – po złym wybiciu Abdulmajeda piłka odbiła się od Keity i spadła pod nogi Villi, ale jego strzał obronił Mohamed. Jednak tego, co w 25. minucie zrobił Belhadj, faworyci już nie wybaczyli. Niegroźnie, wydawałoby się, dośrodkował Pedro, ale wspomniany przed chwilą obrońca Katarczyków postanowił zagrać we własnym polu bramkowym do swojego golkipera. Mohamed nie mógł oczywiście złapać futbolówki, więc starał się ja wybić jak najdalej, ale trafił wprost w nogi nadbiegającego Adriano i piłka wpadła do siatki.
Kolejne minuty były pechowe dla Davida Villi. Napastnik najpierw strzelił gola, dobijając uderzenie Iniesty, ale tego trafienia słusznie nie zaliczył sędzia, Hiszpan był bowiem na spalonym. Chwilę później zawodnik z numerem siedem po długim podaniu Iniesty wyszedł praktycznie sam na sam z bramkarzem, ale miał niełatwą sytuację, a poza tym dobrze przeszkadzali mu obrońcy. Nie dość, że Villa nie zdobył gola, to na dodatek doznał kontuzji i boisko opuścił na noszach. W jego miejsce na murawę wszedł Alexis Sanchez.
Minęło kilka minut i Barcelona udowodniła swoją powiększającą się przewagę, strzelając drugiego gola. Do siatki znowu trafił Adriano, a pomógł mu w tym Mohamed, który przepuścił pod ręką niezbyt mocny strzał Brazylijczyka. Katalończycy chyba myślami byli już w szatni, mimo że na to, by znaleźli się tam ciałem, musieli jeszcze poczekać kilka minut. To pozwoliło Al-Sadd na stworzenie dwóch sytuacji, ale Kaderowi Keicie dobrze przeszkodzili Mascherano i Abidal, a następnie Niang trafił z wolnego w mur. Na przerwę Barcelona schodziła więc z dwubramkową przewagą.
Po zmianie stron obraz gry oczywiście nie uległ zmianie. W zasadzie niewiadoma była tylko jedna – ile goli „Barca” zdąży strzelić? Pierwszą okazję miał Sanchez, ale za długo myślał i obrońcy zdołali wybić mu piłkę spod nóg. Następnie uaktywnił się Messi. Najpierw strzelał zza pola karnego, jednak został zablokowany, następnie dobrze podał do Alexisa, który strzelił gola. Według sędziego liniowego Chilijczyk był jednak na spalonym, choć trudno ocenić, czy arbiter miał rację. Argentyńczyk znowu spróbował, tym razem z rzutu wolnego, lecz dobrą interwencją popisał się Mohamed. W 64. minucie dwukrotny zdobywca Złotej Piłki dobrze wypatrzył w polu karnym niepilnowanego Keitę, dobrze mu podał, a Malijczyk pewnie wykorzystał sytuację sam na sam, podwyższając prowadzenie „Dumy Katalonii” na 3:0.











