Światowa organizacja piłkarzy zawodowych zleciła badania, których wyniki nie pozostawiają wątpliwości. Jeśli jesteś zawodowym piłkarzem i często przytrafiają ci się poważniejsze urazy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zachorujesz na depresję wraz z jej wszelkimi następstwami, które – jak powszechnie wiadomo – są bardzo poważne.
Naukowcy doszli do bardzo ciekawych wniosków, badając reprezentatywną grupę 826 zawodowców. Po pierwsze, piłkarze jako grupa zawodowa są w grupie ryzyka zachorowania na depresję (!). W porównaniu z ogółem populacji są na nią narażeni mniej więcej dwukrotnie częściej. W badaniach 38% respondentów przyznało, że miało lub ma objawy obniżenia nastroju lub stany lękowe. Jeśli mamy na uwadze, że zachorowalność na depresję w krajach rozwiniętych wynosi przeciętnie 15-18% w ciągu życia pojedynczej osoby, to bardzo dużo. Problem narasta wśród zawodników po zakończeniu przez nich kariery sportowej. Nie może to dziwić – brak codziennej adrenaliny, często połączony z pozbawieniem się dobrego źródła utrzymania, powoduje narastające napięcie, które może skutkować zaburzeniami osobowościowymi.
Drugi wniosek, jeszcze bardziej przygnębiający. Zawodnicy, którzy w czasie kariery co najmniej trzykrotnie doznali poważnego urazu, wyłączającego z gry na kilka miesięcy, mają czterokrotnie podwyższone ryzyko zachorowania – nie tylko w czasie kontuzji – również po karierze. Wyjaśnienie naukowe? Wielki stres, niepewność, czy po przerwie uda się wrócić do formy, do tego czysto biochemiczne zmiany, wynikające ze zrastania się uszkodzonej kości/mięśnia/więzadła. Wygląda więc na to, że niezależnie od tego, co mówi sam zawodnik, kluby powinny z obowiązku objąć opieką psychologiczną poważnie kontuzjowanego piłkarza. W ten sposób można zminimalizować ryzyko.
Trzeci wniosek. Najciekawszy i najtrudniejszy do wyjaśnienia w naukowy sposób. Wykonywano badania na sportowcach reprezentujących inne dyscypliny. Wśród nich ryzyko choroby jest nieznacznie podwyższone, nie w tak wielkim stopniu jak w przypadku zawodowych piłkarzy. Szczerze mówiąc, jest to wielce zaskakujące. Sporty drużynowe zacieśniają więzi społeczne – sukcesy świętujemy w grupie, porażki przeżywamy razem. Lekkoatleta, pływak czy sztangista swoje porażki najczęściej przeżywa sam – powinno to zwiększać ryzyko depresji. Tak się z jakiegoś powodu nie dzieje. Nauka nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć dlaczego.

Kolejny wniosek jest bardzo niepokojący. Co dziesiąty czynny i co czwarty były piłkarz ma problemy z nadużywaniem alkoholu. Głośne medialnie przypadki George Besta czy Paula Gascoigne’a jak widać niczego nie nauczyły ich kolegów po fachu. Nadużywanie najpopularniejszego depresantu przez osoby skłonne do depresji do najmądrzejszych nie należy. Co ciekawe, palenie tytoniu nie jest aż tak popularne (pozdrawiamy szatnię Arsenalu!), jak się mogło wydawać. Zaledwie 4% obecnych i 11% byłych piłkarzy pali. Odsetek powinien ciągle spadać – kilkanaście lat temu nie było takiej świadomości wśród zawodników – w czasach, gdy w modzie są diety bezglutenowe, nie ma mowy o zaciąganiu się dymem tytoniowym.












