Kibice reprezentacji Austrii bardzo wierzą w swój zespól. Uważają, że niedzielne starcie z Chorwacją będzie meczem o drugie miejsce w grupie. Od tego spotkania ma zależeć, czy Austriacy sprawią w tym turnieju niespodziankę, bo za taką na pewno należałoby uznawać awans z grypy drużyny, która w najnowszym rankingu FIFA zajmuje bardzo odległą, 92 pozycję.

O wygraną nie będzie jednak łatwo. Ich rywalami są bowiem Chorwaci (15 miejsce w rankingu), a więc drużyna, która według wielu może być rewelacją turnieju. Od 1991 roku, kiedy to Chorwacja uzyskała niepodległość obie ekipy mierzyły się trzykrotnie i wszystkie mecze zakończyły się zwycięstwem drużyny z Bałkanów. Jednak pomimo statystyk przemawiających zdecydowanie za ekipą „Vatreni” trener Austrii Josef Hickersberger jest nastawiony optymistycznie: „Liczę na to, że w pierwszym meczu z Chorwacją zdobędziemy więcej niż jeden punkt. Po drugim meczu z Polską wierzę, że będziemy mieli minimum cztery punkty„. W zwycięstwie nad rywalami bardzo pomocny ma być najstarszy grający uczestnik turnieju, 38-letni Ivica Vastić. Pomimo tak zaawansowanego wieku trener Hickersberger zamierza dać mu szansę gry już od pierwszej minuty. Dla popularnego „Ivo” będzie to mecz szczególny, ponieważ urodził się w chorwackim Splicie.
Droga do Wiednia

Dwa lata temu podczas mistrzostw świata kibice gospodarzy turnieju, drużyny Niemiec powtarzali od początku mistrzostw, aż do końca półfinałowego meczu z Włochami: „jedziemy do Berlina”. Dziś ich odpowiednicy z Austrii wierzą w „Drogę do Wiednia”, jaką przebyć mają ich ulubieńcy. W czasie Weltmeisterschaft z 2006 roku gospodarze byli bardzo blisko, dotarli bowiem do półfinału. W powtórzenie tego wyczyny przez Austriaków raczej mało kto wierzy. Uznawani są oni za najsłabszą drużynę w całej stawce. Jednak dobrym występem w meczu inaugurującym zmagania w grupie B mogą sprawić, że rywale zaczną spoglądać na nich z większą estymą. Pomóc w osiągnięciu tego celu mogą kibice, którzy dopingować będą ich z trybun stadionu imienia Ernsta Happela. Spotkanie to jest wyjątkowe również dlatego, że będzie pierwszym w historii rozegranym przez Austriaków na europejskim czempionacie. Do wcześniejszych dwunastu turniejów nasi grupowi rywale nie zdołali się ani razu zakwalifikować. Grali za to w mistrzostwach świata. Ostatni raz wygrali mecz w ramach turnieju rangi mistrzowskiej w 1990 roku. Pokonali wówczas 2:1 reprezentację USA. W czasie kolejnych 18 lat nie zaliczyli żadnego zwycięstwa i jak powtarzają chcą, aby ta zła passa wreszcie się zakończyła. Największe nadzieje pokładają w pomocniku Andreasie Ivanschitz’u, który często nazywany jest „Austriackim Beckhamem”. 24-latek na co dzień występuje w greckim Panathinaikosie Ateny, do którego wypożyczony jest z Red Bull Salzburg. W ostatnim sparingu gracze Hickersbergera rozgromili 5:1 Maltę i dodali sobie otuchy przed debiutem w mistrzostwach Europy. Dwukrotnie w tym spotkaniu do siatki trafił, uznawany za najgroźniejszego austriackiego napastnika, Roland Linz. Niewątpliwie na jego bramki podczas turnieju liczą fani gospodarzy.











