W nadchodzącej kolejce zmagań w Primera Division, lider z Barcelony wybierze się do Gijon, gdzie pewnie zaaplikuje kilka bramek miejscowemu Sportingowi. Realowi będzie sporo trudniej, ale zapewne też poradzi sobie z Espanyolem. Do miana hitu kolejki urasta zatem konfrontacja Atletico i Valencii, która rozpocznie kolejkę.
Atletico Madryt – Valencia CF
Mecz otwierający 23. kolejkę zmagań w La Liga będzie niezwykle ważny, szczególnie dla gospodarzy. W tabeli są już bowiem na ósmym miejscu, a kolejna strata punktów może oznaczać definitywny koniec marzeń o Lidze Mistrzów, a nawet problemy z awansem do Ligi Europejskiej.

Atletico zostało po ostatnim meczu ligowym zbite na Camp Nou na kwaśne jabłko. Powiedzieć, że nie istniało, to dla podopiecznych Quique Sancheza komplement. Barcelona całkowicie zniwelowała jakiekolwiek poczynania ofensywne „Los Colchoneros”, co zresztą wobec osamotnienia w pierwszej połowie Sergio Aguero w ataku było zadaniem ułatwionym. Po przerwie na placu gry pojawił się Diego Forlan, ale Atletico w dalszym ciągu nie potrafiło zagrozić „Barcy”. Poniosło zatem czwartą z rzędu porażkę, co jak na zespół o takim potencjale jest wynikiem dramatycznym, a jeśli do tego dodamy, że w żadnym z tych meczów „Los Rojiblancos” nie strzelili nawet bramki, obraz nędzy i rozpaczy dopełnia się. Wróble ćwierkają, że cierpliwość madryckich działaczy kończy się i mimo że Quique Sanchez wydawał się trenerem skrojonym w sam raz na Atletico, szybko może zostać z Vicente Calderon pogoniony.
Faworytem spotkania trudno nie nazwać Valencii, która co prawda nie jest w jakiejś wybitnej dyspozycji, ale jej spotkania z reguły ogląda się przyjemnie, a że do tego dochodzą regularnie gromadzone (i to w naprawdę przyzwoitych ilościach) punkty, okazuje się, że nie ma tak naprawdę na co narzekać. W ośmiu ostatnich spotkaniach podopieczni Unaia Emery’ego stracili zaledwie cztery punkty, a zgromadzone 20 oczek spowodowało, że zapewne mniej spokojnie śpi Carlos Garrido, opiekun Villarrealu. W ostatnich tygodniach okazało się, że lepszym napastnikiem niż Roberto Soldado jest o dziwo, Aritz Aduriz, który ma już na koncie dziewięć ligowych bramek. Równie pozytywne wrażenie dobrymi występami i pięknymi golami stale wzmacnia też Tino Costa, tak jak Bask pozyskany przed sezonem. Biorąc pod uwagę obecną formę Atletico, „Los Ches” niemal na pewno z nimi nie przegrają, nie powinni nawet zremisować.
Atletico przystąpi do batalii z Valencią porządnie osłabione – wykartkowali się Ujfalusi i Perea. Suarez, Garcia i Filipe są natomiast kontuzjowani. Unai Emery zdecydował, że do Madrytu nie polecą Mathieu, Isco i Banega, natomiast kontuzjowani są Mata, Albelda, Dominguez, Moya oraz Cesar (czytaj: na sto procent będzie bronił Guaita).













