Birmingham – miasto, w którym futbol powiedział dobranoc


Drugie pod względem populacji miasto Wielkiej Brytanii bez klubu w Premier League. Dlaczego?

1 marca 2019 Birmingham – miasto, w którym futbol powiedział dobranoc

Miasto siedmiokrotnego mistrza Anglii i jednokrotnego zdobywcy Pucharu Europy. Dawniej siedziba dwóch przedstawicieli Premier League plasujących się w pierwszej dziesiątce tabeli. Obecnie Aston Villa i Birmingham City mogą jedynie wspominać czasy świetności. Co było przyczyną regresu i dlaczego w drugim pod względem populacji mieście Wielkiej Brytanii wielki futbol powiedział dobranoc?


Udostępnij na Udostępnij na

Początek obecnego wieku był udany dla klubów z Birmingham. Aston Villa jak równy z równym rywalizowała z najlepszymi, zajmując miejsca w górnej części tabeli. Natomiast City wywalczyło awans do angielskiej ekstraklasy, z powodzeniem broniąc się w kolejnych sezonach przed degradacją. Dodatkowo „Blues” w sezonie 2000/2001 zdołali nawet dotrzeć do finału Pucharu Ligi Angielskiej. Po serii rzutów karnych ulegli jednak Liverpoolowi.

Miasto Birmingham było nieodzownym elementem rywalizacji w Premier League. Podobnie jak Londyn, Manchester czy Liverpool. Prawie dziesięć lat temu raczej nikt nie przypuszczał, że dla futbolu w Birmingham nadchodzą trudne czasy. „Blues” po zaledwie roku spędzonym w Championship powrócili do angielskiej ekstraklasy. Po awansie wzmacniając skład zawodnikami o uznanej marce. Natomiast Aston Villa po raz drugi z rzędu ulokowała się na szóstej lokacie w tabeli.

– Cofając się od dziś o dekadę, do sezonu 2008/2009, mamy przed sobą Aston Villę pod wodzą Martina O’Neilla. Poprowadził ten zespół trzykrotnie do finiszu na szóstej lokacie w Premier League, ocierając się o grę w Lidze Mistrzów. Niestety te sukcesy były okupione sporym zachwianiem równowagi w klubowej kasie. Kiedy pozostali duzi gracze (bo wówczas Aston Villa była klubem traktowanym piłkarsko na równi z Tottenhamem czy Manchesterem City) zaczęli się mocno zbroić, ówczesny właściciel klubu podjął decyzję o ograniczeniu transferów i sukcesywnym wyprzedawaniu najdroższych, a jednocześnie najlepszych zawodników zespołu – mówi w rozmowie z naszym portalem administrator Aston Villa Polska, Andrzej Cieśla.

Najlepszy sezon początkiem problemów

W kampanii 2008/2009 do dobrze dysponowanych od lat „The Villans” dołączyła również drużyna „Blues”. Oba kluby ulokowały się w górnej dziesiątce tabeli. Przedstawiciele Birmingham City mogli traktować zajęcie dziewiątego miejsca w kategoriach sukcesu. Tym bardziej że był to najlepszy rezultat od 51 lat. Szósta lokata Aston Villi była jednak rozczarowaniem dla klubu celującego w grę w Lidze Mistrzów. Obecnie koniec wspomnianego sezonu można traktować jako punkt wyjścia problemów futbolu w Birmingham. „Blues” po zaskakującym sezonie znacznie obniżyli loty. Natomiast w zespole „The Villans” w obliczu braku kwalifikacji do Ligi Mistrzów urządzono wyprzedaż czołowych graczy.

– Na przestrzeni trzech sezonów z klubem pożegnali się tacy piłkarze jak Olof Mellberg, Martin Laursen, Gareth Barry, James Milner, Ashley Young czy Stewart Downing, co w znaczący sposób wpłynęło na tożsamość zespołu, utratę wypracowanego szybkiego i skutecznego stylu gry i, oczywiście, na wyniki. W międzyczasie z Aston Villą rozstał się również Martin O’Neill, a jego następcy nie potrafili stanąć na wysokości zadania – dodaje nasz rozmówca.

Planetfootball.com

Kolejne lata były dla klubów z Birmingham schowaniem marzeń w kieszeń. Z jednym wyjątkiem – w 2011 roku „Blues” sensacyjnie pokonali w finale Arsenal, sięgając po drugi w historii klubu Puchar Ligi. W Premier League już tak dobrze nie było. Zespół nie zdołał uniknąć degradacji, a najgorsze dopiero miało nadejść. W czerwcu 2011 roku właściciel klubu Carson Yeung został aresztowany pod zarzutem prania brudnych pieniędzy na łączną sumę 59 milionów funtów.

– Można się zastanawiać, co będzie dalej. Byłem zaskoczony informacjami, które napływały z klubu. To, co się dzieje, napawa niepokojem każdego, kto sympatyzuje z zespołem [„The Blues”] – komentował w rozmowie z lokalnymi mediami były zawodnik klubu, Kenny Burns.

Dalej było tylko gorzej. Liczne opóźnienia w publikacji sprawozdań finansowych skłoniły Football League do nałożenia na Birmingham City zakazu transferowego. To znacznie utrudniło przygotowania do walki o powrót do Premier League i awans do fazy grupowej Ligi Europy.

Azja inwazja

„Blues” pod wodzą Chrisa Hughtona mieli powrócić, tak jak ostatnio, już po roku do Premier League. Ponadto przyzwoicie zaprezentować się w Europie. To drugie się udało, gdyż Birmingham City zdołało awansować do fazy grupowej Ligi Europy. Gorzej było w rozgrywkach ligowych. W dwumeczu barażowym o awans do finału, którego stawką była promocja do Premier League, „Blues” ulegli Blackpool. Kolejni trenerzy nie potrafili sprawić, by zespół włączył się do walki o awans do angielskiej ekstraklasy. Z każdym sezonem Birmingham City tylko oddalało się od powrotu do elity. Zarzuty ciążące na Carsonie Yeungu i liczne kontrowersje nie ułatwiały zadania ekipie „Blues”.

Itv.com

Ostatecznie w lutym 2014 roku biznesmen przestał pełnić funkcję prezesa klubu. Miesiąc później został skazany na sześć lat pozbawienia wolności za pięć przestępstw dotyczących prania brudnych pieniędzy. Birmingham City czekały rychłe zmiany właścicielskie. Podobnie jak drugi lokalny klub, Aston Villę. „The Villans” po sprzedaży czołowych zawodników spisywali się coraz gorzej. Nie brakowało też innych problemów. To skłoniło Randy’ego Lernera do pozbycia się klubu.

– Równia pochyła w dół i rokroczna walka o utrzymanie – aż do katastrofalnego sezonu 2015/2016, gdzie najpierw pod wodzą Tima Sherwooda, a następnie Remiego Garde zespół wygrał zaledwie trzy ligowe spotkania na przestrzeni całej kampanii. Wyniki na boisku oraz liczne mniejsze lub większe skandale i ekscesy zawodników poza nim doprowadziły do iście toksycznej atmosfery na Villa Park. Nie pomagała również postawa właściciela klubu, Randy’ego Lernera, który dość jasno dał do zrozumienia, że zamierza sprzedać klub i jest gotów ponieść sporą stratę, byle tylko pozbyć się ciężaru. Klub przejął (w czerwcu 2016 roku) chiński biznesmen Tony Xia – mówi Andrzej Cieśla.

Zaledwie kilka miesięcy później również w Birmingham City nastąpiła zmiana właściciela. Holding sportowy Trillion Trophy Asia po siedmiu latach przejął klub z rąk Carsona Yeunga. Dla „Blues” oraz Aston Villi miały nadejść lepsze czasy.

Zmiany, które wiele nie zmieniły

Kluby z Birmingham w końcu mogły optymistycznie patrzeć w przyszłość. Przynajmniej tak się wydawało. Wdrożono nowe plany budowy zespołów, które miały zrealizować cel, jakim był powrót do Premier League. Mimo oficjalnego oświadczenia Birmingham City, z którego gołym okiem dało się wyczytać ekscytację i nadzieję na lepsze jutro, w dużej mierze zostało po staremu. Kolejne zmiany na ławce szkoleniowej „Blues” niewiele zmieniły. Birmingham City zamiast walki o czołowe lokaty broniło się przed degradacją. Realizacja planu powrotu do elity lepiej wychodziła przedstawicielom Aston Villi. Tyle tylko, że walkę o awans do Premier League „The Villans” mogli przypłacić bankructwem.

Birmingham Mail

– W drugim sezonie na zapleczu Premier League (kampania 2017/2018) poczyniono kolejne kroki do marszu po awans. Z listy płac skreślono następnych kilka nazwisk, a na liście zawodników, obok wypożyczonych Snodgrassa, Johnstone’a czy Grabbana, pojawił się nowy kapitan – John Terry. Przez sporą część sezonu graliśmy niezłą piłkę, klub otarł się o promocję do Premier League, ale przegrana w finale play-off z Fulham kosztowała nas chyba nie tylko utratę szansy na awans. Krótkowzroczna wizja polegająca na budowaniu zespołu w oparciu o piłkarzy wypożyczonych z innych klubów zemściła się i na menedżerze, i na chińskim właścicielu – problemy z finansowym fair play zaprowadziły klub na skraj bankructwa. Na szczęście jeszcze przed rozpoczęciem sezonu 2018/2019 udało się pozyskać nowych inwestorów, stworzyć plan naprawczy i postawić Aston Villę na nogi – opisuje administrator Aston Villa Polska.

Mimo słabych wyników funduszy na zespół nie szczędzili również na St Andrew’s Stadium. Z racji zbyt dużych wydatków Birmingham City przed bieżącym sezonem zostało nawet ukarane zakazem transferowym. Następnie embargo zniesiono, lecz na klub nałożono restrykcje związane z kontraktowaniem nowych graczy.

Nowy sezon, te same nadzieje

Przed bieżącą kampanią cel obu zespołów był niezmienny – powrót do angielskiej ekstraklasy. Obecnie mimo wspomnianych problemów pozasportowych większe szanse na zajęcie miejsca gwarantującego baraże o awans do Premier League ma Birmingham City. Aston Villi może być trudniej włączyć się do rywalizacji o czołowe lokaty.

– Niestety sportowo sezon 2018/2019 rozpoczęliśmy bardzo słabo, bez wiary, energii i przede wszystkim bez wyników. Zła dyspozycja zawodników, nie najlepsze decyzje kadrowe oraz nieumiejętność znalezienia wspólnego języka z kibicami kosztowała Steve’a Bruce’a posadę. Menedżer rozstał się z „The Villans” w październiku 2018, a po tygodniu ogłoszono jego następcę – został nim dotychczasowy szkoleniowiec Brentford, Dean Smith. Od Smitha nikt nie oczekuje cudów w pierwszym sezonie, ale gra zespołu i systematyczność w gromadzeniu punktów wymagają poprawy. Na razie na Villa Park panuje względnie cierpliwa atmosfera, ale wszyscy wiemy, że kibicowska łaska na pstrym koniu jeździ. Szczególnie kiedy chodzi o Aston Villę i jej ambicje gry w Premier League – kończy Andrzej Cieśla.

***

To wręcz nieprawdopodobne, że drugie pod względem populacji miasto Wielkiej Brytanii nie dysponuje choć jednym zespołem rywalizującym w Premier League. Aston Villa oraz Birmingham City, kluby z pięknymi tradycjami, w końcu muszą powrócić do angielskiej ekstraklasy. Tam jest ich miejsce. Prawie dziesięć lat temu wielki futbol powiedział w Birmingham dobranoc. Najwyższa pora, by w końcu obudził się na dobre.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski