W towarzyskim meczu pomiędzy Norwegią i Anglią lepsi okazali się goście, którzy zwyciężyli 1:0. Jedyną bramkę tego wieczoru strzelił Ashley Young. To pierwsze zwycięstwo Anglików z Norwegią od 32 lat. Tym samym Roy Hodgson bardzo udanie zadebiutował na ławce trenerskiej synów Albionu.
Norwegii nie zobaczymy na polsko-ukraińskim turnieju, ale Anglię już tak, i to na nią były zwrócone oczy Europy. Roy Hodgson wystawił rezerwowy, lecz wciąż mocny skład, w którym znalazło się miejsce dla takich kwiatków jak Downing. Mecz odbył się w Oslo, a Norwegowie nie zwykli u siebie przegrywać, więc synów Albionu czekała ciężka przeprawa.

Dobrze zaczęli goście. Anglicy już w 4. minucie mogli wyjść na prowadzenie. Nieźle z lewej strony w pole karne Norwegów dośrodkował Downing, efektownym szczupakiem popisał się Carroll, ale piłka minęła bramkę Jarsteina. To było pierwsze i ostatnie ostrzeżenie dla niefrasobliwej defensywy Skandynawów. W 9. minucie nie było już taryfy ulgowej. Carroll zagrał do Ashleya Younga, a skrzydłowy wręcz ośmieszył obronę Norwegów. Hangeland dał się ograć jak dziecko, Young minął go prostym zwodem, a mając przed sobą tylko bramkarza, pewnie umieścił futbolówkę w siatce. Anglicy błyskawicznie wyszli na prowadzenie.
Norwegowie chcieli szybko odpowiedzieć. W 12. minucie do sytuacji strzeleckiej doszedł Henriksen. Utalentowany pomocnik uderzył mocno i celnie, ale Green nie dał się zaskoczyć i skończyło się na rzucie rożnym. Z kornera niespodziewanie na bezpośredni strzał zdecydował się Pedersen, czym zaskoczył Greena. Bramkarzowi Anglików upiekło się, bo na drodze futbolówki stanął słupek. Naprawdę mało brakowało. Ale po drugiej stronie znów zaatakowali goście, a konkretnie Ashley Young. Skrzydłowy Manchesteru United zdecydował się na strzał wolejem z powietrza – rozwiązanie bardzo efektowne, lecz nieskuteczne. Piłka przeleciała ponad bramką.
Inicjatywa była po stronie Norwegii. Gospodarze częściej byli przy piłce, więcej czasu spędzali pod bramką rywala, ale gdy podchodzili na wysokość linii pola karnego, zazwyczaj odbijali się od solidnej defensywy. Anglicy nastawili się na przechwyty i szybkie kontry, ta taktyka naprawdę nieźle zdawała egzamin. Zwłaszcza że z przodu szalał Young, a piłkę dobrze rozgrywał Gerrard.












