Z umiarkowanym zadowoleniem przyjęto nad Tamizą remis z Francją. „Anglię trudno pokonać, ale też trudno pokochać” – napisała jedna z gazet. A plaga kontuzji trwa – teraz padło na trenera.
Korespondencja z Londynu
Nie bez kozery wielu jeszcze przed pierwszym kopnięciem piłki powtarzało, że Anglia musi zagrać jak Chelsea. Zamiast iść na strzelaninę z nożem, Anglicy muszą cierpliwie bronić, licząc na momenty zrywu, odrobinę geniuszu oraz stałe fragmenty gry. To właśnie mieszanina tych trzech składników otworzyła wynik spotkania przeciwko Francuzom. Gdyby nie chwilowy błąd w ustawieniu zbyt głęboko grającej linii obrony, Samir Nasri nie doprowadziłby do wyrównania i podopieczni Roya Hodgsona jakoś uciułaliby trzy punkty. Choć summa summarum zdobyli tylko jeden, są z niego zadowoleni.

„Jupi! Remis!” – żartuje na pierwszej stronie „The Sun”. Bulwarówka przyjęła remis z Francją z otwartymi rękoma, ale jej felietonista Ian Wright pyta, czy Anglia faktycznie musiała zagrać tak defensywnie. „Jeżeli ruszylibyśmy na Francję, moglibyśmy równie dobrze wygrać” – pisze były as Arsenalu. Tabloid zaznacza też, że bramka Lescotta oraz świetna gra Terry’ego raz na zawsze powinny zakończyć kontrowersje wokół braku powołania dla Rio Ferdinanda. „Wreszcie mamy te piłkarskie powody” – można przeczytać.
„W gruncie rzeczy to był wieczór jednego bardzo dobrego punktu” – pisze w swojej relacji Henry Winter z „Daily Telegraph”. Wyliczając liczne niedociągnięcia i zmartwienia, zachowuje jednak pozytywny ton. Hodgson jest przedstawicielem szkoły minimalistycznej. Miał mało dostępnych materiałów, ale dobrze je wykorzystuje – przekonuje dziennikarz.
„Anglię jest trudno pokonać, ale też trudno pokochać” – trafnie zauważa Martin Samuel z „Daily Mail”. „Znak firmowy Hodgsona jest zarazem źródłem jego największych irytacji” – kontynuuje najlepiej opłacany na Wyspach felietonista, choć przekonuje, iż pomimo zaledwie 345 podań przy 654 wymienionych przez Francuzów Anglicy cały czas zdawali się kontrolować sytuację na boisku.
Co ciekawe, dziennikarz zauważa również, że kiedy trybuny na Donbas Arena ucichały, można było usłyszeć Johna Terry’ego dyrygującego z boiska resztą kolegów. Zdyskredytowany jako oficjalny kapitan, nadal utrzymuje nieformalny status przywódcy ekipy.











