Angielska herbata: pompując balon oczekiwań – Anglia ma wygrać Euro 2020


W brytyjskich mediach już rozpoczęto festiwal oczekiwań - Anglia ma wygrać Euro 2020. Euforia znów zamieni się w smutek i niedowierzanie?

19 listopada 2019 Angielska herbata: pompując balon oczekiwań – Anglia ma wygrać Euro 2020
bleacherreport.com

Udane eliminacje do Euro 2020 znów rozbudziły apetyty i poczucie wyższości Anglików. Eksperci na Wyspach prześcigają się w prognozowaniu zestawienia wyjściowej jedenastki „Sons of Albion”, która rozpocznie udział w turnieju. Turnieju oczywiście zakończonym triumfem, bo latem nadejdzie czas weryfikacji pracy Garetha Southgate'a. Balonik oczekiwań w przeciągu kilku dni nabrał już potężnych rozmiarów. Czy po raz kolejny Anglia zawiedzie i znów skończy się huczną eksplozją?


Udostępnij na Udostępnij na

Przed każdym wielkim turniejem jest tak samo. Anglia znajduje się w gronie faworytów do końcowego triumfu. Jednak najczęściej nie ze względu na jakość sportową przewyższającą resztę stawki. Nie, najczęściej jedynie z zasady. Ot, taka tradycja i chyba już obowiązek wrzucać „Ojczyznę futbolu” do grona reprezentacji z teoretycznie największymi szansami na końcowy triumf. W dużej mierze to także zasługa samych Anglików – przedstawicieli mediów, ekspertów oraz kibiców. Wszyscy razem tworzą atmosferę oczekiwania na sukces, że to już za chwilę, że to tym razem Anglia pokaże, iż jest najlepsza. Wynik sportowy w końcu potwierdzi to co sympatycy „Sons of Albion” wiedzą od zawsze…

Triumf od 1966 roku jednak nie chce nadejść. Myślenie życzeniowe, czy bardziej swojsko brzmiące, chciejstwo, nie pomaga. Anglicy dopiero w trakcie poprzednich mistrzostw świata wysłali sygnał, że mogą realnie liczyć się w walce o trofea na wielkich turniejach. Zaskakujący wynik, czwarte miejsce na rosyjskim Mundialu, poszedł w świat. Niewielu już pamięta, że Anglia do strefy medalowej przedarła się jednak bardziej korzystną stroną drabinki. Nie pamiętają również sympatycy „Sons of Albion”. Po otarciu się o medal oczekiwania tylko wzrosły. Tym bardziej, że eliminacje do przyszłorocznego Euro dla Anglików przypominały istny plac zabaw.

Anglia ma wygrać Euro, bo jeśli nie…

To tylko utwierdziło Anglików w przekonaniu, że są mocni. Są, ale czy mocniejsi od reszty stawki? Na tyle by wygrać turniej? To istotne pytania, którymi mało kto na Wyspach zawraca sobie głowę. Euforia trwa w najlepsze a selekcjoner Gareth Southgate jest przedstawiany jako główny przedstawiciel nowej angielskiej myśli szkoleniowej. Czegoś, co jak wydawało się jeszcze niedawno temu, umarło.

Poparcie dla Anglika nie jest bezpodstawne. Jakby nie patrzeć wyniki póki co stoją po stronie selekcjonera „Sons of Albion”. Brak medalu w Rosji bolał Anglików, ale bardziej cieszyło, w końcu, awansowanie do strefy medalowej. Gareth Southgate został namaszczony przez obecnie praktycznie wszystkich, jako ten, który przywróci świetność kadrze „Ojczyzny futbolu”. I to już następnego lata, z naciskiem na słowo następnego.

Zaledwie parę dni od zakończenia eliminacji do mistrzostw Europy eksperci z Wysp na zaproszenie mediów już spekulują w jakim zestawieniu Anglia rozpocznie turniej. Turniej oczywiście zakończony triumfem, bo nikt nawet nie dopuszcza myśli o porażce. W przeciągu kilkudziesięciu godzin balon oczekiwań rozrósł się do potężnych rozmiarów. Jeśli pęknie, to uderzy przede wszystkim w Garetha Southgate’a. Człowieka, który obecnie jest wybawicielem angielskiej piłki. Przy braku oczekiwanego wyniku, w lipcu może się jednak okazać szkoleniowcem znajdującym się na banicji daleko od wielkiego futbolu. Dlatego, że Anglicy chcą sukcesu i do tego sukcesu będą dążyć. Nawet jeśli mają rotować kolejnymi selekcjonerami aż kiedyś w końcu zaskoczy.

Niechęć zamiast zjednoczenia

Patrzenie przez różowe okulary przed początkiem turnieju zawsze było największym  błędem Anglików. Podobnie jak podziały w kadrze. Na ostatnim zgrupowaniu „Sons of Albion” Raheem Sterling nadal przeżywał sprzeczkę z Joe Gomezem i porażkę z Liverpoolem. Do tego stopnia, że zamiast uścisnąć wyciągniętą dłoń defensora, rzucił się do rękoczynów. Atakujący nie zagrał za karę w następnym meczu. Gareth Southgate oraz zawodnicy ogłosili jednak, że konflikt zażegnano. Tylko na jak długo?

Rywalizacja między Manchesterem United a Liverpoolem z powodu beznadziejnej w ostatnich latach dyspozycji „Red Devils” odeszła w cień. Na pierwszy plan w zamian wysunęła się batalia między Liverpoolem a Manchesterem City. Konkurowanie o trofea przeniosło się od początku poprzedniego sezonu na wyższy poziom. Rywalizacja sportowa między oboma klubami, niestety, ale zaczęła ze sobą nieść również uszczypliwość, a nawet niechęć. Niechęć, którą najlepiej zobrazowało zachowanie Raheema Sterlinga na zgrupowaniu reprezentacji.

Dlatego mimo bardzo udanych eliminacji kadra „Sons of Albion” ma swoje problemy. W Anglii nie widzą jednak wad, tylko same pozytywy. Ciesząc się euforią i licząc, że na fali ostatnich korzystnych rezultatów wniosą się na szczyt Europy. Wygrają przyszłoroczne Euro. Chciejstwo znów może jednak nie wystarczyć.

Mniej istotne, ale też ciekawe:

  • Cała Premier League chce Jadona Sancho. Zawodnik również podobno chce do Anglii. Atakujący ma być na celowniku czołowych klubów ligi. Gracz Borussii Dortmund jest o tyle łakomym kąskiem, że oprócz wielkiego potencjału i umiejętności dysponuje także statusem piłkarza wyszkolonego w Anglii. Trzy w jednym, za które trzeba będzie zapłacić prawdopodobnie ponad 100 milionów funtów.
  • Po powrocie klubowego futbolu Premier League znów włączy wysoki bieg. Starcie Manchesteru City z Chelsea bacznie będzie obserwować cała Anglia. Dla każdej z drużyn będzie liczyło się tylko zwycięstwo by odrabiać stratę do prowadzącego w tabeli Liverpoolu. W przypadku remisu wygranym będzie tylko lider Premier League.
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski