Za sprawą działań sztabu Marcelo Bielsy ostatnio na Wyspach rozgorzała dyskusja, co w futbolu wolno, a czego nie. Choć podglądanie treningu rywali zza krzaków wydaje się nieetyczne, to według szkoleniowca Leeds United uzasadnione chęcią zdobywania wiedzy. Linią obrony argentyńskiego trenera był też fakt, że obecnie nie ma przepisów zakazujących podobnych działań. Zdecydowana większość obserwatorów jest oburzona. Jak to jest z tą etyką i moralnością na Wyspach?
Zawodowy futbol to obecnie jeden wielki biznes. A w piłce tak jak w biznesie, kasa musi się zgadzać. Profity finansowe gwarantowane przez prawa telewizyjne są olbrzymie. Sponsorzy i reklamodawcy też niemało dokładają. Brutalne realia, w których piłką rządzą finanse, obecnie w wielu aspektach na nowo definiują futbol. Piłkarze to produkty reklamowe, a trenerzy – „cudotwórcy” nierzadko mający za zadanie zrobić wynik na już. Tak, by klub był jak najwyżej, zdobywał trofea. Dlaczego? Pieniędzy jest znacznie więcej, gdy zespół gra o najwyższą stawkę, przeciwko najlepszym drużynom. Presja wyniku w futbolu jest nierozerwalnie związana z pieniędzmi. Spadek z Premier League to nocny koszmar władz wszystkich klubów. Awans do angielskiej ekstraklasy? Pewnością, że klubowe konto niebawem spuchnie od milionowych sum. Dlatego co roku w Championship rozgrywa się istna batalia o to, kto wejdzie do finansowego raju, a kto zostanie z niczym. Batalia, która rodzi wręcz desperację, by awansować. A desperacja prowadzi do zachowań często nieetycznych i niemoralnych.
Atak zamiast pokuty
Minionego lata władze Leeds United misję przywrócenia „The Peacocks” statusu zespołu Premier League powierzyły Marcelo Bielsie. Zarówno klub, jak i szkoleniowiec chcieli tego samego – powrócić na szczyt. Szybko złapali wspólny język. Praca argentyńskiego trenera przynosiła nadspodziewanie dobre rezultaty. Dlatego raczej nikt z przedstawicieli Leeds United nie zwracał uwagi na metody Marcelo Bielsy. Jedna z nich wyszła na jaw dopiero niedawno.

Przed spotkaniem z „The Peacocks” szkoleniowiec Derby County Frank Lampard zauważył wiercącego się w krzakach mężczyznę. Po wezwaniu policji okazało się, że nieproszonym gościem był jeden z asystentów Marcelo Bielsy. Na Wyspach wybuchł skandal. Działania argentyńskiego szkoleniowca krytykowano ze wszystkich stron. Do tego stopnia, że menedżer Leeds United zwołał konferencję prasową. Na niej zaszokował jeszcze bardziej. Gdy wszyscy spodziewali się ogłoszenia dymisji, Marcelo Bielsa wyświetlił prezentację. Podczas „wykładu” przyznał, że rywali szpieguje od kilkunastu lat. Ponadto stwierdził, iż nigdzie nie ma paragrafu, który tego zabrania. Takiego obrotu spraw raczej nikt się nie spodziewał. Zamiast bić się w pierś, Argentyńczyk zaatakował. Skutecznie, choć można rzec, że bezczelnie.
Zbieranie informacji o przeciwniku to w obecnym futbolu rzecz powszechna. Sztab analityków pracuje wiele godzin, rozkładając zespół rywali na czynniki pierwsze. Każda informacja może zaważyć na końcowym wyniku. Znać słabe i mocne punkty rywala to podstawa, bo jak mawiał Jean-Paul Sartre: .Tyle że warto rozważyć, czy Marcelo Bielsa nie posunął się za daleko











