Amber Cup jest imprezą, która co roku rozgrywana jest w słupskiej hali Gryfia. Jak na turniej o tematyce piłkarskiej przystało, nie zabrakło gwiazd futbolu, ale co ciekawe, oglądać mogliśmy zmagania wielu aktorów czy ludzi, którzy na co dzień nie są związani ze sportem. Organizatorzy nastawili się głównie na zabawę, zabawę i jeszcze raz zabawę. Jak się okazało, niektórzy słupskie zmagania traktują bardzo poważne, o czym przekonaliśmy się pierwszego dnia turnieju.
Pierwszy dzień to zmagania czysto piłkarskie, a więc osiem godzin widowiskowego futbolu. Największym zainteresowaniem kibiców cieszyły się mecze derbowe, w których udział brały słupskie i usteckie drużyny, ale nie zapominano o spotkaniach Grembachu Łódź, drużyny prowadzonej przez Bogusława Saganowskiego, czy też Blue Moon Szczecin z Kamilem Grosickim i Vahanem Gevorgyanem w składzie.

Wygrana w piątkowym turnieju była przepustką do sobotnich zmagań z gwiazdami. 8 stycznia rozegrane zostały mecze grupowe, ćwierćfinały i półfinały, a dwie szczęśliwe drużyny, które dotarły do finału, rozpoczynały sobotni spektakl. Na najwyższym stopniu, premiowanym awansem do turnieju pokazowego, znalazła się drużyna Blue Moon Szczecin, która bez większego problemu w finale odprawiła z kwitkiem pobliską drużynę Jantaru Ustka.
Wcześniej wspomniałem, że niektórzy traktują Amber Cup bardzo poważnie. Tak było w przypadku Copacabany Gdańsk, drużyny, która na celu miała zwycięstwo, fakt faktem przystąpiła do turnieju jako jeden z głównych faworytów, ale bez przesady – turniej dla zabawy, a ona najwyraźniej o tym zapomniała, grożąc sędziemu. Oczywiście, można tutaj dyskutować godzinami, kto popełnił błąd, teraz już nic tego nie zmieni. Arbiter spotkania chyba już sam nie wiedział, komu pokazuje czerwony kartonik, także z tego powodu wynikła cała bójka. Mecz zakończył się czterdzieści sekund przed końcowym gwizdkiem, a drużyna z Trójmiasta przegrała spotkanie przez sporą liczbę czerwonych kartoników.
– Trzeba sędziego zapytać, czy zna się na piłce nożnej. Pierwszy karny ewidentny – 2:1, trzecia bramka dla nas nie powinna być zaliczona, ponieważ strzeliliśmy po wyraźnej nakładce, jednak sędzia uznał dla nas bramkę, po czym zaczęło się kręcenie lodów w drugą stronę. Parę sekund później karny z kapelusza, później żółta kartka dla naszego zawodnika, co wykluczyło go z gry na minutę. Później aut, rozegrany na małej przestrzeni i tutaj także nie wiadomo, skąd sędzia zdecydował się odgwizdać rzut wolny i właśnie wtedy worek się rozwiązał, mecz zakończył się totalnym skandalem, sam sędzia nie potrafił wyjaśnić swoich decyzji. Dobrze, że nie doszło do bójki, interweniowali organizatorzy, ochroniarze. Totalny skandal, duże wpisowe, a brak profesjonalizmu u sędziego, który nie ma pojęcia o piłce nożnej kopanej – przyznał trener Copacabany Gdańsk w pomeczowej rozmowie.













