AC Milan przegrał z Arsenalem 0:3, jednak dzięki wysokiej zaliczce z pierwszego spotkania w ćwierćfinale tych elitarnych rozgrywek jest klub ze stolicy Lombardii.
Po meczu trener Milanu, Massimiliano Allegri, miał pretensje do swoich piłkarzy zwłaszcza o pierwszą połowę.
– Zmierzyliśmy się z drużyną, która bardzo naciskała i dużo biegała. Zasłużenie zdobyła trzy bramki, bo zagrała świetną pierwszą połowę. My często byliśmy na spalonym. Z przodu trochę powalczyliśmy, ale pierwsza część spotkania to była totalna pomyłka. Nieważne jest złe podejście. Z tych, którzy grali w finale w 2007 roku, przypominam sobie tylko Bonerę [nie zagrał w finale przeciwko FC Liverpool – przyp. red]. W drugiej połowie zagraliśmy odważniej, pokazując większe doświadczenie, które doprowadziło ekipę do ćwierćfinału po czterech latach.
Mimo że Arsenal był bliski strzelenia czwartej bramki, to jednak trener „Rossonerich” do końca wierzył, że uda się wyjść z tej konfrontacji zwycięsko, bez rozgrywania dogrywki.

– Nie obawiałem się. Podczas pierwszej połowy miałem odczucie, że możemy strzelić gola mimo złej gry. W drugiej odsłonie przejęliśmy kontrolę, popełniliśmy trochę błędów, ale tak naprawdę daliśmy Arsenalowi jedną szansę. Zabrakło nam piłkarzy o określonej charakterystyce, a grając z przodu trójką, wiadomo, że oddajemy pole, choć liczyłem na więcej w ofensywie. Na tyłach zostawialiśmy trzech piłkarzy, ale gdy nie strzela się bramek i źle naciska, to bardzo prawdopodobne jest to, że rywal dopnie swego – dodał włoski trener.
Inaczej za to przeżywał ten mecz dyrektor generalny Milanu, Adriano Galliani, który do końca drżał o wynik.
– Przecierpiałem wiele, tak jak zespół. Tak się bałem… Szczęśliwie strach minął, a awans pozostał. W piłce oznacza to wiele, w dwumeczu wygraliśmy 4:3. Przy paradzie Abbiatiego pomyślałem o swoim sercu i opuściłem stadion, nie widziałem reszty meczu. Przez 20 minut chodziłem wokół prysznica, aż magazynier powiedział mi, że awansowaliśmy.
Mimo awansu włoskiego klubu do ćwierćfinału rozgrywek, piłkarze zgodnie przyznali, że została plama na honorze.
– Nie możemy się cieszyć, przegraliśmy 3:0 i mieliśmy wiele szczęścia. To był trudny mecz z paskudnym rezultatem, jakiego się nie spodziewaliśmy. Mogliśmy przejść przez to spotkanie z większą swobodą. Wczoraj nikt nie oczekiwał takiego obrotu spraw, rywale wierzyli, a nam brakowało tylko gola – przyznał Zlatan Ibrahimović.
Z kolei Ignazio Abate słusznie zauważył: .











