Sezon 2015/2016 w BPL jest kompletnym pomieszaniem z poplątaniem. Dzisiejszy dzień jeszcze mocniej utwierdza nas w tej tezie. Po kompromitującej porażce Manchesteru City ze Stoke przyszła pora na Chelsea, która każdemu, kto śmiał myśleć, że to już koniec kryzysu londyńskiej drużyny, szybko wybiła te bzdury z głowy.
Do niedawna – niezdobyta twierdza, teren, na który każdy przyjeżdżał z przymusu i wolałby jak najszybciej mieć to za sobą. Tak kreowała się wizja Stamford Bridge utrzymywana w ryzach przez ludzi Mourinho. Dzisiaj te obrazki wspominane są przez kibiców Chelsea z wielką nostalgią, bo po przegranej z Bournemouth ligowy bilans spotkań na własnym stadionie londyńskiego zespołu jest jeszcze bardziej kompromitujący – 1 zwycięstwo, 2 remisy, 4 porażki.
http://www.dailymotion.com/video/x3h0tzr_chelsea-vs-bournemouth-0-1-highlights-2015_sport
Pomimo tego, że zwycięstwo gości w tym meczu trzeba nazywać fuksem, to niesprawiedliwością byłoby niedopowiedzenie, że podopieczni Eddiego Howe’a mocno pomogli temu szczęściu. Oddali trzynaście strzałów, tylko o pięć mniej niż „The Blues”, więc trudno powiedzieć, że w przeciągu całego spotkania tylko się bronili. Jednak bramka, którą przyszło im strzelić, nie powinna zostać uznana, bo została zdobyta ze spalonego, o czym na pewno usłyszymy jeszcze parę razy od „The Special One”.
O bezsilności Chelsea najlepiej świadczy to, jakie zmiany zaszły po utracie bramki. Na boisko wszedł 20-letni Bertrand Traore, który musiał się zmierzyć z olbrzymią presją wyniku. Kolejny raz rzuca się w oczy przespane letnie okienko transferowe, w trakcie którego nie poczyniono należytych wzmocnień. Pomimo, jak się wydawało, silnej kadry należało z większym zaangażowaniem podejść do kontraktowania możliwych wzmocnień, a Mourinho godząc się z tym, że Abramowicz nie chce wyłożyć pieniędzy na stół, zachował się zupełnie jak nie on. W zimie ta drużyna potrzebuje nowej krwi, pytanie tylko, kto ją ściągnie do Londynu. Czy będzie to Jose, czy już kto inny?











