Dariusz Wdowczyk trenerem reprezentacji Polski? W wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” szkoleniowiec Pogoni Szczecin powiedział, że chciałby zostać selekcjonerem. Pytanie tylko, kiedy i czy w ogóle? Czy jest sens i czy to tak po prostu możliwe?
Tematem numer jeden piątkowego przedpołudnia była zdecydowanie sprawa Dariusza Wdowczyka. Właściwie celniejsze byłoby stwierdzenie „kwestia Wdowczyka”, bo „sprawa” w jego kontekście może się nieco źle kojarzyć. No dobra, dosyć złośliwości – w każdym razie pojawił się znów temat posady selekcjonera, a właściwie selekcjonera Dariusza Wdowczyka. Setki pytań… Czy powinien? Czy może za wcześnie? Czy w ogóle powinien o reprezentacji mówić? A co z tą korupcją?
To pytania bardzo istotne, ponieważ facet jest świeżo po karze za szeroko pojęte sprzedawanie meczów, a tymczasem mówi się o jego ambicjach reprezentacyjnych. Osobiście uważam, że kunsztem trenerskim Wdowczyk może się pochwalić nie byle jakim, jednak na czele kadry musi stać osoba o nieposzlakowanej opinii, ponieważ wszyscy wiemy, jakich emocji przysparza nam reprezentacja Polski. W ostatnich latach trenerzy, którzy odchodzili – jednocześnie odchodzili jako przegrani, w dodatku zmieszani z błotem, gdyż nie udźwignęli tego potwornego ciężaru. Mimo że były to osoby o początkowo świetnej opinii… Smuda – tuż po sukcesach z Lechem Poznań w rozgrywkach europejskich. Fornalik – świetnie poukładany Ruch Chorzów, spokojny facet, aż żal było go krytykować. Benhakeer – wprowadził nas na austriacko-szwajcarskie salony mistrzostw Europy w 2008 roku. Później co prawda cieniował, ale był to człowiek, który mógł wiele jeszcze zrobić.
Powyższe postaci świetnie obrazują sytuację, jaką napotykają selekcjonerzy. Przychodzą ze świetną opinią, jakimś sukcesem za plecami, uśmiechem od ucha do ucha i następuje zderzenie z ogromną ścianą, z którą Polska mocuje się od kilku lat, ponieważ albo nic nie wygrywamy, albo wygrywamy z San Marino i drugim garniturem Norwegii.
Do czego zmierzam… Dariusz Wdowczyk, mimo swoich kompetencji stricte szkoleniowych, silnego charakteru i charyzmy, nie jest dobrym kandydatem na stanowisko selekcjonera, gdyż ZAWSZE na czole będzie miał wypisane słowo „korupcja”. Nie ważne, że odpokutował, że może został trochę kozłem ofiarnym itd. Zwyczajnie taką ma opinię i już, nie da rady go wepchać na to stanowisko i wymontować wszystkim kibicom, dziennikarzom i całej reszcie tego, za co został ukarany. Selekcjonerem reprezentacji Polski musi być mężczyzna, który jest czysty jak łza. Dlaczego? Dlatego, żeby po jednej czy drugiej przegranej (a umówmy się, że to więcej niż pewne) nie zaczęli go wyzywać od sprzedawczyków i złodziei. To bardzo chwiejna pozycja, która oczywiście jest najwyższym szczeblem trenerskim w polskiej piłce, ale również cholernie niestabilnym. W przypadku Wdowczyka ten szczebel, nawet jeśli istnieje, to jest podwójnie albo nawet potrójnie skłonny do pęknięcia, a wtedy obecny szkoleniowiec Pogoni Szczecin mógłby zlecieć z hukiem w piłkarski niebyt. Dlatego tak z uprzejmości nie polecałbym tego parcia w stronę reprezentacji. Wdowczyk ma świetne cechy, jeśli mówimy o kontekście trenerskim. Jest silny psychicznie, pewny siebie, potrafi trzymać szatnię za jaja i zapewne byłby niezłym selekcjonerem, ale tak jak byłem przeciwny pakowaniu się Fornalika na fotel selekcjonera, tak samo myślę w przypadku Wdowczyka.










