Złość, rozgoryczenie, utracona nadzieja, wściekłość, rozczarowanie. Po raz kolejny wierzyliśmy, że tym razem będzie inaczej. Że tym razem się uda. Wygramy z Ukrainą, będziemy bliżej awansu. A wyszło jak zawsze.
Trudno jest kogoś obwiniać indywidualnie. Zawalili wszyscy. Na początek więc obronię przed niesłuszną krytyką dwóch piłkarzy. Sebastian Boenisch nie był gorszy od Łukasza Piszczka i nie zawalił dwóch bramek. Jego koledzy powinni wiedzieć, że Jarmolenko schodzi na lewą nogę i obok naszego lewego obrońcy powinien stać defensywny pomocnik. Widzieliście, ilu piłkarzy ukraińskich kryło Jakuba Błaszczykowskiego? Przynajmniej dwóch, najczęściej trzech. Oczywiście nie usprawiedliwiam Boenischa za rozegranie słabego meczu, ale nie obwiniajmy go jedynego za stratę goli. Również Radek Majewski zebrał za dużo słów krytyki. Wystarczy tylko przypomnieć sobie, że kiedy za plecami Roberta Lewandowskiego pojawił się Ludovic Obraniak już żadnej szansy nie potrafiliśmy sobie stworzyć. Majewski starał się, biegał, rozpychał i dobrze dorzucał piłki ze stałych fragmentów gry. I znowu: krytykujmy go, ale nie szukajmy w nim przyczyny porażki.

Właśnie. Gdzie leży ta przyczyna klęski? Śmiać mi się chce, kiedy piłkarze mówią, że byli przemotywowani. Przemotywowani?! Gdyby tak było, to nie stracilibyśmy dwóch goli, tylko po pół godziny grali w dziewięciu. Czy efektem przemotywowania jest brak doskoku do rywala, odpuszczenie krycia i zero agresywności? Ukraińcy więcej jeździli na tyłkach, niż grali w piłkę. Ale to oni wygrali. Kolejne stwierdzenie któregoś z polskich piłkarzy, z którym się nie zgodzę: „Ukraińcy walczyli, my chcieliśmy grać w piłkę” – taki mniej więcej był przekaz tych słów. Ukraińcy walczyli, a ja się pytam: co my robiliśmy? Jeśli rywale walczą, nie odstawiają nogi, to psim obowiązkiem reprezentantów Polski jest robić to samo. Inną sprawą jest, że sędzia na bardzo wiele pozwalał Ukraińcom i ci bezwzględnie to wykorzystali.
Na konferencję prasową po meczu wchodzi Waldemar Fornalik i po jego pierwszych słowach przypominają się czasy Franciszka Smudy, który również świetnie potrafił się skompromitować w wypowiedziach dla dziennikarzy: Według statystyk byliśmy równorzędnym rywalem dla Ukrainy. Niech pan się, panie Waldku, podetrze tymi statystykami. Słyszę, że kluczowy był początek, ale nie dowiedziałem się, dlaczego w ciągu siedmiu minut tracimy dwie bramki. Nie dowiaduję się również, dlaczego Jarmolenko, a potem Fedecki schodzą bezkarnie na lewą nogę i wbiegają do środka. Ani dlaczego brakowało agresji w środku pola. Ani dlaczego tylko w jednej akcji (tej bramkowej) przy zagraniu w pole karne mieliśmy tam trzech zawodników. Ani dlaczego nasza para stoperów zagrała tak tragicznie. Ani dlaczego obraz gry po przerwie się nie zmienił.












