W ogólnoświatowym sporcie coraz więcej jest kontrowersyjnych decyzji. Dotyczą one głównie organizacji wielkich imprez sportowych. Szeroko komentowane były triumf Coca-coli i przyznanie letnich igrzysk olimpijskich w 1996 roku Atlancie czy w 2008 Pekinowi. Daniem kości nazwano umożliwienie organizacji Euro 2012 przez Polskę i Ukrainę. W czwartek doszło do kolejnej. Niektórzy wciąż nie mogą uwierzyć, że mundial 2018 odbędzie się w Rosji.
Jeżeli szefostwo FIFA chciało mieć turniej zorganizowany na najwyższym z możliwych poziomów, poza wszelaką konkurencją powinna być Anglia. Coroczne świetne występy miejscowych klubów w Lidze Mistrzów, profesjonalizm przeprowadzania meczów ligowych oraz ogromne nakłady na futbol sprawiają, że Wyspiarzom nie brakuje dosłownie niczego. Przyznanie mistrzostw świata największej części Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej wręcz gwarantowało atrakcyjne i niezapomniane rozgrywki. Tymczasem z kraju najbardziej przygotowanego dostał największy. Czy słusznie?

Nie ma co tu dużo ukrywać, decyzja ta jest bardzo kontrowersyjna i z pewnością ma podteksty polityczne. Szefostwu Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej niewątpliwie zależy na jak najlepszym zagospodarowaniu olbrzymiej przestrzeni w popularyzacji futbolu, jaką jest Rosja. Ewentualną przyczyną takich działań FIFA może być niejako wpłynięcie na życie w największym kraju świata, gdzie miejscowi obywatele, mówiąc kolokwialnie, mają pod górkę. Można nawet zażartować, że decyzja o organizacji mistrzostw świata w Rosji jest niejako chęcią otrzymania przez Josepha Seppa Blattera Pokojowej Nagrody Nobla. Szwajcarskiemu działaczowi należy w tym miejscu powiedzieć wprost, że w tym względzie bardzo się przeliczył.
Nie jest tajemnicą, że Rosja ma spora problemy z szanowaniem praw człowieka. Ciężko na terenie największego kraju świata mówić o jakiejkolwiek demokracji, jeżeli każda nawet najmniejsza demonstracja opozycji jest brutalnie tłumiona, a wybory praktycznie reżyserowane. Wolność słowa, o której dużo mówi się chociażby u nas, na Wschodzie jest wyłącznie fikcją. Jak inaczej wytłumaczyć to, że jedna z miejscowych telewizji miała problemy z organami ścigania za użycie na antenie słowa „puting” oznaczającego spotkanie bliskich ludzi związanych z obecnym premierem. Do dziś niewyjaśniona została śmierć wrogiej Kremlowi dziennikarki Anny Politkowskiej. Warto jednak zauważyć, że data jej zamordowania dziwnym trafem zbiega się z urodzinami Władimira Władimirowicza.
Prawa człowieka w Rosji są nieszanowane i trzeba sobie powiedzieć wprost, że przez najbliższe osiem lat szanowane nie będą. Wszystko za sprawą władzy i wszechobecnej propagandy. Miejscowe hasło głosi, że kraj jest wielki i tak ma być. Rządzący państwem każdy sukces przypisują sobie, co potem wykorzystują w celach politycznych. Wpływowy premier już raz załatwił igrzyska w Soczi w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim i równie dobrze spisał się w negocjacjach z FIFA. W rozpropagowaniu tego nie przeszkodzą mu obywatele. Z zachowań narodu rosyjskiego wywnioskować można, że wcale nie chce mieć prezydenta. Potrzebuje cara, a była głowa państwa z tej roli wywiązuje się znakomicie. Dzięki temu miejscowa ludność będzie w stanie zrobić naprawdę wiele, by zadowolić jego żądzę pokazania światu potęgi. Zgłoszony do mundialowych miast Kaliningrad nie dysponuje wspaniałym obiektem piłkarskim. Może mieć jednak pewność, że w przypadku wizyty Putina i zażyczenia sobie stadionu, dzień później stanie arena stanem technicznym co najmniej dorównująca Veltins Arena.











