18-zespołowa ekstraklasa wybroniła się, a potencjał ma jeszcze większy


Mimo fali krytyki, pomysł powiększenia polskiej ligi wyszedł na dobre pod aspektem ciekawości rozgrywek

10 maja 2022 18-zespołowa ekstraklasa wybroniła się, a potencjał ma jeszcze większy
Mateusz Ludwiczak / Wisła Płock S.A.

Ekstraklasa w sezonie 2021/2022 pierwszy raz w historii liczy 18 drużyn. Wiele było obaw o poziom i widowiskowość spotkań w systemie ESA34, a szczególnie sporo było głosów o tym, że obniży on atrakcyjność rywalizacji i zniweluje emocje w dolnych rejonach tabeli. Z biegiem czasu wydaje się, że reforma zdała egzamin.


Udostępnij na Udostępnij na

Zamiana systemu z ESA37 w teorii miała za zadanie pomóc nadgonić polskiej piłce w stronę zachodniego futbolu. Może i bardzo wysoką od początku do końca dyspozycję czołowych ekip zawdzięczamy dobremu zarządzaniu i organizacji, ale koneserzy ekstraklasy mają dodatkowe powody do zadowolenia, bo oprócz większej porcji meczów o jednak lekko lepszej jakości w lidze nie ma zespołów całkiem niegodnych występów w najwyższej klasie.

Outsiderów nie ma, gra o utrzymanie zacięta jak nigdy

Jednym z argumentów, który miał strzec przed powiększeniem polskiej ekstraklasy o dwie drużyny, miało być powtarzające i nawarstwiające się zjawisko czerwonych latarni rozgrywek. Wszyscy mieliśmy przed oczami dramatyczne sezony Zagłębia Sosnowiec czy ŁKS-u Łódź.

Przekonaliśmy się nie tylko o tym, jak wielka przepaść dzieli naszą elitę z jej zapleczem, ale również że od pewnego fragmentu sezonu bardzo wiele jest już rozstrzygnięte i wyjaśnione. Dlatego nieszczególnie dziwi, że teraz zmartwienia o jeszcze większy rozjazd się nasiliły. Jak się okazało, zupełnie niesłusznie.

Niemalże do tej chwili o utrzymanie w ekstraklasie walczyła blisko połowa stawki, wraz z między innymi obrońcą tytułu – Legią Warszawa – na samym czele. Poza trójką w strefie spadkowej bezpośrednio zagrożoną degradacją w grze przez ostatnie dwie kolejki będą następne cztery drużyny.

Oprócz tego, gdy weźmiemy pierwszy lepszy przykład z boku i przyjrzymy się poniedziałkowemu poniedziałkowemu starciu teamów z samego dna tabeli – czyli walczących o życie Górnika Łęczna z Termalicą – nie sposób nie docenić szybkiego tempa gry, wielu niezłych akcji i zaciekłej walki do ostatniego gwizdka. Po prostu jakościowe spotkanie, a nie jak prorokowano – najwyższego lotu paździerz.

Oceniając postawę dwójki beniaminków na przestrzeni całego sezonu – mimo tego, że prawdopodobnie spadną – zaprezentowali się w wielu momentach bardzo godnie i warto ich docenić. W dramatycznej sytuacji znajduje się także Wisła Kraków. Ekstraklasa najpewniej opuści stadion przy Reymonta. Ale czy możemy jej zarzucić paskudny styl przez całą kampanię? Nie, od przejęcia sterów przez Jerzego Brzęczka da się oglądać tę drużynę z przyjemnością, tyle że nie przychodzą wyniki.

Przyszły sezon jeszcze ciekawszy i jeszcze mocniejszy?

Sezon 2021/2022 dostarcza nam niebiańskich emocji, a nawet nie wiemy jeszcze, co wydarzy się w 33. i 34. kolejce. Wiemy jednak, że ekstraklasa może się wzbogacić o naprawdę solidne marki, które tylko podniosą prestiż ligi i sprawią, że stawka klubów będzie coraz równiejsza. A wiadomo, że wartościowa konkurencja jest dobra dla rozwoju wszystkich.

Chociaż Miedź Legnica, czyli pierwszy z beniaminków i zdecydowany mistrz tego sezonu Fortuna 1. Ligi, dopiero buduje renomę i zaczyna marzyć o pierwszych większych sukcesach, nie znalazła się w miejscu, w którym jest obecnie przez przypadek. Wielu ciekawych, jakościowych zagranicznych i polskich piłkarzy dopiero nam się zaprezentuje lub dostanie tam pierwszą poważniejszą szansę. Głodu dobrych rezultatów nie zabraknie.

Równie duże podekscytowanie może towarzyszyć obserwatorom ekstraklasy, gdy spojrzymy, kto może awansować z drugiego miejsca i baraży. Wielu postronnych liczy z pewnością na promocję Widzewa Łódź, którego drużyna w dobrej formie bezapelacyjnie wywindowałaby ogólną atrakcyjność rozgrywek. Wiemy, że niektórzy życzyliby sobie powrotu zawsze nieprzewidywalnej i walecznej Arki Gdynia.

***

Nie ulega wątpliwości, że system ESA34 przyniósł nam większą liczbę wielce elektryzujących spotkań. Dół za żadne skarby nie odpuszcza górze. I tak to musi wyglądać w porządnej lidze. Nasi reprezentanci na arenie europejskiej mogą sprawdzić się na tle przeróżnych stylów boiskowych. I przez to mamy nadzieję na mniej ich wpadek w roli faworyta. Po pierwszym roku obowiązywania systemu możemy być zadowoleni z tego, jak on funkcjonuje, i bardzo byśmy chcieli, aby przyniósł w następnych latach wymierne korzyści.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze