Ekstraklasa w sezonie 2021/2022 pierwszy raz w historii liczy 18 drużyn. Wiele było obaw o poziom i widowiskowość spotkań w systemie ESA34, a szczególnie sporo było głosów o tym, że obniży on atrakcyjność rywalizacji i zniweluje emocje w dolnych rejonach tabeli. Z biegiem czasu wydaje się, że reforma zdała egzamin.
Zamiana systemu z ESA37 w teorii miała za zadanie pomóc nadgonić polskiej piłce w stronę zachodniego futbolu. Może i bardzo wysoką od początku do końca dyspozycję czołowych ekip zawdzięczamy dobremu zarządzaniu i organizacji, ale koneserzy ekstraklasy mają dodatkowe powody do zadowolenia, bo oprócz większej porcji meczów o jednak lekko lepszej jakości w lidze nie ma zespołów całkiem niegodnych występów w najwyższej klasie.
Outsiderów nie ma, gra o utrzymanie zacięta jak nigdy
Jednym z argumentów, który miał strzec przed powiększeniem polskiej ekstraklasy o dwie drużyny, miało być powtarzające i nawarstwiające się zjawisko czerwonych latarni rozgrywek. Wszyscy mieliśmy przed oczami dramatyczne sezony Zagłębia Sosnowiec czy ŁKS-u Łódź.
Przekonaliśmy się nie tylko o tym, jak wielka przepaść dzieli naszą elitę z jej zapleczem, ale również że od pewnego fragmentu sezonu bardzo wiele jest już rozstrzygnięte i wyjaśnione. Dlatego nieszczególnie dziwi, że teraz zmartwienia o jeszcze większy rozjazd się nasiliły. Jak się okazało, zupełnie niesłusznie.
Niemalże do tej chwili o utrzymanie w ekstraklasie walczyła blisko połowa stawki, wraz z między innymi obrońcą tytułu – Legią Warszawa – na samym czele. Poza trójką w strefie spadkowej bezpośrednio zagrożoną degradacją w grze przez ostatnie dwie kolejki będą następne cztery drużyny.
Oprócz tego, gdy weźmiemy pierwszy lepszy przykład z boku i przyjrzymy się poniedziałkowemu poniedziałkowemu starciu teamów z samego dna tabeli – czyli walczących o życie Górnika Łęczna z Termalicą – nie sposób nie docenić szybkiego tempa gry, wielu niezłych akcji i zaciekłej walki do ostatniego gwizdka. Po prostu jakościowe spotkanie, a nie jak prorokowano – najwyższego lotu paździerz.
Oceniając postawę dwójki beniaminków na przestrzeni całego sezonu – mimo tego, że prawdopodobnie spadną – zaprezentowali się w wielu momentach bardzo godnie i warto ich docenić. W dramatycznej sytuacji znajduje się także Wisła Kraków. Ekstraklasa najpewniej opuści stadion przy Reymonta. Ale czy możemy jej zarzucić paskudny styl przez całą kampanię? Nie, od przejęcia sterów przez Jerzego Brzęczka da się oglądać tę drużynę z przyjemnością, tyle że nie przychodzą wyniki.











