Patryk Motyka

Czy piłkarz wypożyczony do I ligi może zrobić karierę? Sprawdzamy

Nie każdy jest Arturem Jędrzejczykiem

14 sierpnia 2016

Legia Warszawa ogłosiła w tym tygodniu, że wypożycza do Pogoni Siedlce Rafała Makowskiego, powszechnie uznawanego za najzdolniejszego obecnie wychowanka akademii bliskiego gry w pierwszym składzie mistrza Polski. Od razu pojawiły się wątpliwości kibiców, czy takowy transfer nie jest nieco zbyt mało ambitny jak na następcę Tomasza Jodłowca? Sprawdzamy więc, jak to jest z tym wybijaniem się na wypożyczeniach.

Obecnie w I lidze mamy 21 piłkarzy, którzy docelowo za rok mają wrócić do swoich ekstraklasowych klubów. Spora liczba, przepis o młodzieżowcu wymusza na drużynach szukanie zdolnej młodzieży, a to dobra droga na skróty. Teoretycznie „win-win-win situation”, wygrywa zawodnik i oba zespoły. Jak się jednak okazuje, nie zawsze…

 

Im się udało wybić

Artur Jędrzejczyk

Trochę to potrwało, zanim „Jędza” wrócił do Warszawy gotowy do walki o najwyższe krajowe cele, ale lata tułaczki w celu zbierania doświadczenia zwróciły się i jemu, i klubowi macierzystemu z nawiązką. GKS Jastrzębie-Zdrój, Dolcan Ząbki, potem jeszcze w wirze wypożyczeń ekstraklasowa Korona Kielce. W ciągu tych dwóch i pół roku z elektrycznego i czasem zbyt brutalnego stopera stał się niezwykle pewnym bocznym obrońcą, materiałem na reprezentanta Polski. Warszawianie zarobili na nim dobre pieniądze, sprzedając po trzech latach do Krasnodaru. Do dziś Artur Jędrzejczyk uchodzi za modelowy przykład dobrze pokierowanej kariery.

Michał Chrapek

W Krakowie od zawsze uważany za wielki talent, potwierdził opinię na swój temat w sezonie 2010/2011, gdy stał się największą gwiazdą zespołu Wisły występującego w Młodej Ekstraklasie. Rok później miał zawalczyć o miejsce w składzie dorosłej drużyny, ale w klubie uznano, że lepiej zrobi mu pewny „plac” w pierwszoligowym Kolejarzu Stróże. Wybór ten okazał się strzałem w „dziesiątkę”, a Chrapek po powrocie do stolicy Małopolski z miejsca stał się istotnym ogniwem „Białej Gwiazdy”. Gdyby zawsze tak wyglądały kariery po wypożyczeniu, kluby z zaplecza naszej ligi nie mogłyby się opędzić od propozycji współpracy.

Łukasz Zwoliński

Bardzo nietypowy przypadek. Pogoń Szczecin wypożyczyła swojego napastnika do pierwszoligowej Arki, by ten udowodnił swoją przydatność w dorosłej piłce. Tam „Zwolak” zawiódł na całej linii, w ciągu pół roku rozgrywając 11 meczów (z czego w większości wchodząc z ławki rezerwowych) i nie strzelając ani jednej bramki w I lidze. Zwoliński zacisnął jednak zęby i spróbował swojego szczęścia jeszcze raz, wędrując na rok do Górnika Łęczna. Tam było już o wiele lepiej, w 22 spotkaniach snajper ośmiokrotnie pokonywał bramkarzy rywali, zbierając przy tym bardzo pozytywne recenzje swojej gry. Od tego czasu wiedzie mu się bardzo przyzwoicie, dwa kolejne sezony to już gra dla swojej ukochanej Pogoni, w barwach której strzelił 20 goli w 68 meczach.

Inne przypadki

Powyższa trójka to najjaskrawsze, ale niejedyne przypadki idealnie poprowadzonych karier, w których jednym z elementów był czasowy transfer do pierwszej ligi. Podobnie potoczyły się choćby losy Mateusza Zachary, który nie potrafił przebić się do składu Górnika Zabrze, po czym wzmocnił swoją pozycję dzięki udanemu sezonowi w GKS-ie Katowice. Jak na razie nie może narzekać też Dawid Kort, któremu pół roku w Bytovii wystarczyło, by udowodnić, że I liga jest dla niego zbyt ciasna. Tak samo krótki okres na zapleczu wystarczył Jakubowi Słowikowi, by z wiecznego ławkowicza w Jagiellonii Białystok zostać jej pierwszym bramkarzem i otrzeć się o kadrę narodową. W tym wypadku droga do sukcesu wiodła przez Wartę Poznań.

Im się może udać w najbliższym czasie

Michał Kopczyński

Przypadek ten to przykład drogi wyboistej, pełnej ciasnych zakrętów, na której na dodatek z asfaltu wystają korzenie drzew i kawałki ziemi. Kopczyńskiemu bardzo pomogło wypożyczenie do Wigier Suwałki, w czasie którego udowodnił, że jest klasowym pomocnikiem. Na Legię to jednak nie wystarczyło i po powrocie do macierzystego klubu piłkarz znów wylądował w rezerwach. Minął rok i 24-latek sensacyjnie przebił się do wyjściowej jedenastki warszawian i stał się jednym z lepiej grających piłkarzy mistrza Polski na początku obecnego sezonu. Wciąż jest jednak za wcześnie, by mówić, że wychowankowi „Wojskowych” udało się zrobić karierę i że jest to zasługa pierwszoligowej przygody.

Szymon Drewniak

Karierę zaczynał z opinią wielkiego talentu, po czym zaczął przeżywać podobny kryzys jak jego nieco starszy kolega z Lecha, czyli Mateusz Możdżeń. Pół roku w Górniku Zabrze także nie było zbyt udane, stąd nieco zaskakująca decyzja „Kolejorza” o wypożyczeniu Drewniaka do pierwszoligowego Chrobrego Głogów. Na pierwszy rzut oka wyglądało to jak zesłanie, prawdziwa kolonia karna. Pomocnik zacisnął jednak zęby, sumiennie pracował na treningach i pod wodzą trenera Ireneusza Mamrota stał się jedną z najjaśniejszych postaci nie tylko swojego zespołu, ale i całych rozgrywek. W Poznaniu postanowiono więc podnieść poprzeczkę i na rok oddano piłkarza do Górnika Łęczna, w którym jak na razie Drewniak spisuje się nieźle. Przy odrobinie szczęścia jego droga może nieco przypominać tę, którą przebył Artur Jędrzejczyk.

Wypożyczenia w połowie udane

Są takie przypadki (jest ich wręcz bardzo wiele), w których wypożyczenie do I ligi skutkowało powrotem piłkarza do ekstraklasy, ale… już nie do klubu macierzystego. Prawdziwym mistrzem galaktyki jest pod tym względem Legia Warszawa, niemniej kilka innych klubów także może w większym lub mniejszym stopniu żałować.

Chorzowscy legioniści

Czyli „fantastyczna czwórka” w postaci Mateusza Cichockiego, Kamila Mazka, Łukasza Monety i Jakuba Araka. Każdy z nich potencjalnie może wrócić do stolicy, w kontraktach wszyscy mają bowiem zaznaczoną opcję pierwokupu. Każdy z nich może o sobie mówić w zupełnie inny sposób w kontekście pierwszoligowych wypożyczeń.

Mateusz Cichocki. Na dźwięk tego nazwiska część kibiców tylko uśmiecha się w lekko szyderczy sposób, wszak Bogusław Leśnodorski buńczucznie zapowiadał, że w Legii trenuje przyszły najlepszy obrońca w Polsce. Pierwsze wypożyczenie do Dolcanu Ząbki zdawało się być potwierdzeniem słów prezesa. Trenujący wtedy pierwszoligowca Robert Podoliński przyznawał, że jeszcze nigdy nie miał okazji pracować z tak utalentowanym piłkarzem. Potem jednak przyszła szansa w Legii, wielki stres, w końcu szybkie oddelegowanie na trybuny. Brak zaufania prawdopodobnie negatywnie wpłynął na psychikę Cichockiego, który zaczął popełniać bardzo proste błędy powielane na kolejnych wypożyczeniach, odpowiednio do Arki Gdynia i znów do Dolcanu Ząbki. Zaufał mu Waldemar Fornalik, nie zrażał się poważnymi wpadkami i wydaje się, że powolutku kariera 24-letniego stopera zaczyna nabierać tempa. Do poziomu z szumnych zapowiedzi sprzed kilku lat wciąż jednak jeszcze niemożliwie daleko.

Po wypożyczeniu przyszła szansa w Legii, wielki stres, w końcu szybkie oddelegowanie na trybuny. Brak zaufania prawdopodobnie negatywnie wpłynął na psychikę Cichockiego, który zaczął popełniać bardzo proste błędy.

Kamil Mazek to przypadek trochę inny. On w tym samym Dolcanie spisywał się bardzo solidnie, ale tak naprawdę sam chyba nie do końca wierzył w szansę przy Łazienkowskiej. Gdy tylko nadarzyła się okazja spróbowania swoich sił w ekstraklasie, szybki jak wiatr skrzydłowy nie wahał się ani chwili i natychmiast zamienił Ząbki na Chorzów. Po sześciu miesiącach spędzonych w rezerwach i na trybunach Mazek przebił się do jedenastki ekipy Fornalika i wskoczył na taki poziom, że poważnie zainteresował swoją osobą Legię. Z tej mąki może być jeszcze całkiem zjadliwy chleb.

Konkurentem do miejsca w składzie dla Mazka jest między innymi Łukasz Moneta. Lewonożny 22-latek nie jest co prawda aż tak szybki, ma jednak nieco lepiej ułożoną stopę, dzięki czemu zyskuje zwłaszcza w sytuacjach, gdy trzeba precyzyjnie dograć piłkę w pole karne w pełnym biegu. Właśnie tym ujął trenera Ruchu, gdy był wypożyczony z Legii do Wigier Suwałki. W tej chwili Moneta jest na granicy pierwszego składu i ławki rezerwowych, powoli widać u niego coraz doroślejsze boiskowe zachowanie.

Ostatnim z rzeczonej czwórki jest Jakub Arak. Młody i bardzo utalentowany napastnik ostatnie dwa lata spędził w Zagłębiu Sosnowiec, gdzie stał się ulubieńcem trybun. Niezła skuteczność, doskonała gra głową i duże serce do gry. To wszystko pozwala sądzić, że i jemu wyjdzie w dorosłej piłce. Jak na razie Arak jest zmiennikiem Mariusza Stępińskiego, za to swój debiut ligowy uświetnił zdobyciem bramki. Jego Legia w Chorzowie obserwuje najbardziej, jako że sam zawodnik identyfikuje się z warszawskim klubem.

Jeśli ktoś myśli, że legioniści biegają w ekstraklasie jeszcze tylko w niebieskich barwach, to jest w dość poważnym błędzie. W Arce Gdynia są bowiem Konrad Jałocha i Damian Zbozień. Ten pierwszy od początku sezonu (jak i zresztą w poprzednim, jeszcze pierwszoligowym) jest pewniakiem w bramce „Żółto-niebieskich”, drugi dopiero co podpisał kontrakt i na razie ma za sobą debiut w zespole. Nie zapominajmy także o Macieju Górskim z Jagiellonii Biłaystok, którego długa droga do powrotu do ekstraklasy wiodła nawet przez drugą ligę. Wcześniej jednak był perspektywicznym napastnikiem Legii, wypożyczanym m.in. do Stilonu Gorzów Wielkopolski czy Sandecji Nowy Sącz.

Lubin także szczodry

Niby tylko dwa nazwiska zawodników związanych z Zagłębiem Lubin po wypożyczeniach wróciły do ekstraklasy w innych barwach, niemniej obaj wydają się prezentować odpowiednią klasę, by „Miedziowi” żałowali takiego obrotu spraw. Chodzi oczywiście o Damiana Dąbrowskiego i Mateusza Szczepaniaka reprezentujących obecnie Cracovię. Pierwszy po słabszej rundzie zesłany został do KS Polkowice występującego wówczas w I lidze, następnie na rok trafił do spadkowicza z ekstraklasy, właśnie do drużyny „Pasów”. Tam spisywał się na tyle dobrze, że włodarze krakowskiego klubu nie wyobrażali sobie zespołu bez niego i wykupili gracza z Zagłębia. Dziś Dąbrowski jest jednym z najlepszych defensywnych pomocników w naszym kraju. Szczepaniak do ekstraklasy trafił przez Legnicę, gdzie przyszedł właśnie z Lubina. Miedź wypożyczyła swoją gwiazdę do Podbeskidzia Bielsko-Biała, a ofensywny piłkarz zrobił tak dobre wrażenie, że po roku wykupiła go Cracovia. Jak na razie nikt w klubie z Małopolski tej decyzji nie żałuje, zawodnik już „kupił” trybuny dzięki bramce zdobytej w derbach przeciwko Wiśle.

Inne przypadki

Przypadków podobnych jak powyższe jest więcej. Kibice Lecha Poznań nie mogą odżałować tak łatwego pozbycia się z klubu Kamila Drygasa, który, najpierw wypożyczony, później wykupiony, zarówno w Zawiszy, jak i Pogoni Szczecin pokazywał i pokazuje, że może być wiodącą postacią całej naszej ligi. Swego czasu bardzo dobrze w I lidze spisywał się Mateusz Kupczak. Pomocnik Podbeskidzia wypożyczony do GKS-u Tychy był jednym z najlepszych młodzieżowców ekstraklasowego zaplecza. Po powrocie nie mógł znaleźć sobie miejsca pod Klimczokiem, w końcu odszedł do Bruk-Betu Nieciecza, gdzie do dziś jest istotnym ogniwem.

Na osobny akapit zasługuje Tomasz Zając. Swego czasu jeden z najzdolniejszych młodych napastników w naszym kraju był chyba nie najlepiej prowadzony w Wiśle Kraków, a po wypożyczeniu do Chrobrego Głogów nieoczekiwanie podpisał kontrakt z Koroną Kielce. Już jako przeciętny skrzydłowy…

Nie zawsze się udaje

Dość często zdarza się, że z pozoru bardzo utalentowany zawodnik w I lidze zwyczajnie przepada. Znów wysoko stoją pod tym względem akcje Legii Warszawa (między innymi z powodu liczby graczy, jakich każdego roku klub oddaje do słabszych klubów), Lecha Poznań i Wisły Kraków. W kilku innych zespołach także można znaleźć podobne przypadki, „dobrym” przykładem mógłby być Paweł Drażba. Były zawodnik Jagiellonii miał otrzaskać się z bardziej fizyczną piłką w Pogoni Siedlce, po czym wskoczyć do składu białostoczan (jak zrobił to choćby Karol Mackiewicz). Zamiast upragnionej szansy były jednak rezerwy. Obecnie Drażba kopie piłkę w trzecioligowym ŁKS-ie Łomża.

Skoro o legionistach była mowa, najlepszymi przykładami piłkarzy, którzy wyszli na chwilę, a zostali na dłużej, są Kamil Kurowski i Michał Bajdur. Pierwszy świetnie spisał się w Kolejarzu Stróże, zamiast jednak podążyć drogą Michała Chrapka, ugrzązł na ławce rezerwowych Podbeskidzia Bielsko-Biała, po czym na stałe wrócił do I ligi. Obecnie Kurowski reprezentuje Olimpię Elbląg. Drugi z wymienionych zawodników był wypożyczany do kilku klubów, ostatecznie wylądował w legijnej przystani, czyli Pogoni Siedlce.

Najbardziej przykry przykład gracza Lecha Poznań, któremu nie udało się wybić z I ligi, to Adrian Cierpka. Medalista mistrzostw Europy U-17 stawiany był pod względem talentu niemal na równi z Karolem Linettym. Teraz jeden jest w Sampdorii Genua, drugi zaś w tej samej Miedzi Legnica, do której wypożyczono go po raz pierwszy w 2013 roku. Niespecjalnie powiodło się też Szymonowi Zgardzie, również uznawanemu w Poznaniu za bardzo utalentowanego. Była Miedź, był Widzew, teraz jest GKS Bełchatów, czyli druga liga.

Kamil Rado, Wisła, Kolejarz Stróże, Garbarnia Kraków i… Kolorado Wola Chorzelowska. A klasa, gdzieś pod Mielcem. To nie jest przykład modelowej kariery…

Prawdziwy brak szczęścia do wypożyczeń (albo do zawodników, zależy jak na to spojrzeć) ma krakowska Wisła. Liczbę graczy, których niższe ligi wchłonęły na dobre, można by zliczyć na palcach… rąk całego zespołu. Najgłośniejsze przypadki to choćby Daniel Brud, który miał być wielką gwiazdą klubu, a po Okocimskim Brzesko i Flocie Świnoujście wylądował w… czwartoligowej Jutrzence Giebułtów. Nieco lepiej powiodło się Dawidowi Kamińskiemu. Z Wisły przez Termalicę do Rakowa Częstochowa to jednak również nie jest wymarzona droga. Dalej… Kamil Rado, Wisła, Kolejarz Stróże, Garbarnia Kraków i… Kolorado Wola Chorzelowska. A klasa, gdzieś pod Mielcem. Damian Buras gwiazdą został tylko wtedy, gdy na moment zaginął, co zgłoszono na policję. Dziś gra w Unii Tarnów, w III lidze. Doliczamy do tego całe zastępy mistrzów Polski juniorów, o których niebawem będzie osobny tekst. Dużo tego…

Werdykt końcowy

Wypożyczać warto, ale z głową. Jeśli ktoś wyraźnie wybija się w I lidze, nie ma sensu trzymać go tam latami, wtedy raczej kariery nie zrobi. Jeśli jednak młody talent ma siedzieć na trybunach, a na zapleczu ekstraklasy miałby pewne miejsce w składzie, nie ma się co zastanawiać. Raczej wyjdzie mu to na zdrowie.

Komentarze:
Przeczytaj także: