Mateusz Mazur

Gdy kontuzja to najtrudniejszy rywal, czyli jak Wilshere stał się „Wheelchairem”

Jack Wilshere pomimo nękających go kontuzji stara się odzyskać formę z początków kariery

03 listopada 2017

Niewielu jest w angielskim futbolu piłkarzy pechowych bardziej od Jacka Wilshere’a. Angielski pomocnik stał się symbolem pokolenia wiecznych młodych talentów, którzy w ostatnich latach wyszli spod skrzydeł akademii Arsenalu. Piłkarze, którzy z jakiejś przyczyny nie mogą przeskoczyć pewnego poziomu, co roku zasilali pierwszą drużynę „Kanonierów”. Głosem tego pokolenia jest niewątpliwie Jack Wilshere i jego kariera, która pięć lat temu stanęła w miejscu.

– Nie wiem jak ktoś, kto nie łapie się do podstawowego składu Arsenalu, może grać w reprezentacji Anglii. Gareth Southgate dosadnie odniósł się do uwag Arsene’a Wengera, który nie potrafił ukryć zdziwienia faktem, że powołania na mecze reprezentacji nie otrzymał Jack Wilshere. Anglik stara się wrócić do formy po kontuzji, której okoliczności mogły zaboleć go jeszcze bardziej niż słowa selekcjonera.

„It’s happened again”

Słowa przyśpiewki, którą fani Arsenalu przez blisko 20 lat torturowali uszy sympatyków znienawidzonego Tottenhamu, okazały się również doskonałym narzędziem do żartów z piłkarza mocno z Arsenalem utożsamianego. 16 kwietnia 2017 roku. Wypożyczony w tamtym czasie do Bournemouth Wilshere z powodu kontuzji kostki zmuszony jest opuścić boisko. Cała sytuacja zdecydowanie nie wygląda dla piłkarza zbyt dobrze, a obraz tej ironicznej i zarazem bolesnej historii dopełniają okrzyki z trybun. „It’s happened again” – skandują kibice Tottenhamu, który na White Hart Lane podejmował wtedy „The Cherries”. O tym, że „It’s happened again”, wie też Wilshere, który jeszcze dwa lata wcześniej intonował ową przyśpiewkę na fecie z okazji zdobycia przez Arsenal Pucharu Anglii.

Pomimo że oficjalny powrót piłkarza po tej kontuzji miał miejsce już w sierpniu, to Arsene Wenger, podchodząc do sprawy wyjątkowo roztropnie, powoli włączał Wilshere’a do gry. Swoje pierwsze 13 minut rozegrał dopiero w zwycięskim meczu z Evertonem, w którym zresztą zaliczył asystę.

Był taki mecz

Na poziom, do którego później nie potrafił już nawiązać, Wilshere wszedł w meczu Ligi Mistrzów z Barceloną, na którą „Kanonierzy” trafili w – jakżeby inaczej – 1/8 finału. W dwumeczu Arsenal nie przyniósł sobie wstydu, a do końcowego sukcesu jak zwykle zabrakło niewiele. Piłkarzem, który zbiera największe pochwały, jest młody utalentowany pomocnik – Jack Wilshere. 19-latek zagrał odważnie, bez kompleksów, trząsł całym środkiem pola. – Oglądamy naszą przyszłą gwiazdę – myśleli sobie fani Arsenalu.

Od tego momentu trzy grosze do całej historii co jakiś czas wrzucał los. Latem tego samego roku piłkarz rozpoczął długi okres, w którym częściej niż na boisku przebywał w szpitalnym łóżku. Stale nękające go kontuzje, a to kostki, a to kolana, zastopowały rozwój angielskiego piłkarza. Ogromna wola walki to coś, czego Wilsherowi niewątpliwie nie brakuje i jest to element, który wyróżnia go na tle obecnej drużyny Arsenalu. Gdy jest na boisku, nigdy nie odstawia nogi, walczy o każdą piłkę i z ogromnym zaangażowaniem toczy bój o końcowy rezultat. Fraza klucz brzmi jednak: „gdy jest na boisku”.

Szlugi i kalafiory zimne piwo

Trudno również ukryć, że styl życia 25-latka raczej nie powinien być wzorem dla młodych piłkarzy. Wilshere wielokrotnie przyłapywany był na paleniu papierosów czy piciu piwa. Od razu przywodzi nam na myśl obraz typowego angielskiego zawodnika z lat 90. Pod tym względem Arsene Wenger jest jednak w stosunku do Wishere’a o wiele bardziej wyrozumiały niż względem Wojciecha Szczęsnego. Francuz pokłada nadzieję w umiejętnościach pomocnika i wierzy, że będzie on jeszcze w stanie się odbudować. Podobnie uważa większość kibiców, według której jest on najbardziej walecznym piłkarzem drużyny i sama jego obecność daje kolegom bardzo wiele.

Wilshere to nie tylko mecz z Barceloną i ciągłe kontuzje. Do historii przeszedł już gol, którego po fantastycznej akcji zespołowej strzelił Norwich. Bramka zdobyta w meczu z „Kanarkami” nawet podczas dłuższych nieobecności przypominała kibicom o umiejętnościach Anglika. Teraz piłkarz Arsenalu chce ponownie zapisać się w pamięci kibiców nietuzinkowymi zagraniami. Niewielką część z nich zdążył już zaprezentować, grając w Lidze Europy, na resztę wciąż musimy poczekać. To, czy się doczekamy, zależeć będzie jednak głównie od zdrowia samego piłkarza.

Komentarze:
Przeczytaj także: