Michał Krzeszowski

Werder Brema z kłopotami

„Zielono-biali” okopują strefę spadkową

b.dk
04 listopada 2017

Kiedy wiosną 2017 roku Werder Brema zachwycał swoją formą w Bundeslidze, kibice zaczęli patrzeć optymistyczniej w przyszłość. Wreszcie po ośmiu latach posuchy miały przyjść lepsze wyniki „Zielono-białych”. Czas przebudowy i zaciskania pasa miał minąć. Niestety runda jesienna sezonu 2017/2018 stała się sporym koszmarem bremeńczyków.

Od 18 lutego do 5 maja 2017 roku Werder Brema w Bundeslidze nie zanotował porażki. Jedenaście meczów z rzędu bez straty punktów. Jeżeli tabela ligowa obejmowałaby tylko rundę rewanżową, to drużyna z północy Niemiec byłaby na 1. miejscu. Z takimi wynikami i odważną grą Werdera zapowiadał się bardzo obiecujący sezon. Kibice zatęsknili za europejskimi pucharami. Warto przypomnieć, że „Zielono-biali” grali w 2009 roku w ostatnim finale Pucharu UEFA. Poprzedni sezon zakończono na 8. miejscu, czyli o włos od pucharowej rywalizacji w Europie.

Obecnie trwające rozgrywki, delikatnie mówiąc, są katastrofą. Po 11 kolejkach Werder zajmuje 17. miejsce w tabeli Bundesligi. Co gorsze, bremeńczycy na koncie mają tylko cztery gole i nie zanotowali żadnej wygranej w lidze. Za tą serię niepowodzeń głową zapłacił Alexander Nouri. Na tym etapie rozgrywek przed przerwą reprezentacyjną przypatrzymy się, gdzie leży przyczyna tak słabej gry Werdera.

Polityka transferowa prawie OK

Porównując obecny skład do drużyny z poprzedniego sezonu, nie doszło do wielkich osłabień Werdera. Za 8 mln euro sprzedano Serge Gnabry’ego do Bayernu. W rundzie jesiennej młody reprezentant Niemiec był ważnym ogniwem bremeńczyków, ale gdy zmagał się z urazem podczas wiosny, to ekipa z północy Niemiec nie obniżyła lotów. Koledzy pokazali, że potrafią równie dobrze kopać piłkę bez Gnabry’ego na boisku. Sprzedano również mało docenianego bramkarza Felixa Wiedwalda do Leeds United. Z drużyną jeszcze pożegnali się Florian Grillitsch, Clemens Fritz oraz Claudio Pizarro.

Frank Baumann, dyrektor sportowy Werdera, przeprowadził kilka wzmocnień. Nowy bramkarz Jiri Pavlenka spisuje się bardzo dobrze, równie szybko i sprawnie wkomponował się w drużynę lewy obrońca – Ludwig Augustinsson. W środku pola miał być wzmocnieniem Jerome Gondorf, ale teraz musi leczyć uraz. W związku ze słabą skutecznością i problemami Maxa Kruse wypożyczony do Bremy został napastnik Ishak Belfodil. Akurat Algierczyk, podobnie jak Niemiec, nie grzeszy formą.

Kadra Werdera bardzo mocno się nie pozmieniała, z dwoma wyjątkami. 38-letni Clemens Fritz zakończył karierę, a 39-letni Claudio Pizarro nie dostał nowej umowy. W przypadku Peruwiańczyka to wielka szkoda i niezrozumienie ze strony fanów. Były napastnik bremeńczyków w Werderze rozpoczynał swoją przygodę z Bundesligą i najpewniej chciał ją tu zakończyć. Brak tych dwóch starszych piłkarzy zaczyna odbijać się w szatni. „Zielono-białym” brakuje lidera mentalnego zarówno na boisku, jak i w szatni. Właśnie ci starsi gracze często potrafią obudzić kolegów, czego teraz ewidentnie brakuje ekipie z północy Niemiec.

Upartość Nouriego

Alexander Nouri na wiosnę zaczął ustawiać drużynę na system 3–5–2. Wtedy przynosiło to wymarzony efekt. W obecnym sezonie w dziesięciu meczach ligowych tylko raz zagrał na czwórkę obrońców. Trzymał się uparcie jednego ustawienia, sądząc, że nie jest to problemem. Prawda jest taka, że jak nie idzie, należy zmieniać albo wykonawców, albo ustawienie. Ani jednego, ani drugiego trener za bardzo nie chciał zmieniać. Zacięli się napastnicy, a Nouri obracał się wokół tych samych nazwisk. Fin Bartels, Max Kruse czy Ishak Belfodil mają razem aż jedną bramkę na koncie. Trener mimo wszystko wierzył w nich.

Na obronę trenera można tylko mieć wyrozumiałość do Zlatko Junuzovicia. Austriak wraca po ciężkiej kontuzji i widać po nim, że z meczu na mecz dochodzi do optymalnej formy. Ale właśnie przykład kapitana Werdera pokazuje, jaki jest problem w drugiej linii. Poza opuszczonymi pierwszymi pięcioma kolejkami zawsze pojawia się na boisku i ma najwięcej kluczowych podań z wszystkich zawodników drużyny z Bremy. Do samych statystyk jeszcze za chwilę przejdziemy. Wahadłowi zawodnicy, czyli Augustinsson i Theodor Gebre Selassie, może mają dużo gazu w nogach, ale zaliczyli w ofensywie tylko jedną asystę.

Problemy poza grą ofensywną dotyczyły także strefy defensywy. A dokładniej braku koncentracji. Werder wiele bramek na początku sezonu tracił w ostatnim kwadransie. Dobry mecz bremeńczycy zaliczali z Bayernem do momentu, aż na chwilę się zdrzemnęli, pozostawiając za dużo miejsca Robertowi Lewandowskiemu. Praktycznie przez 70 minut potrafili wyłączyć Polaka z gry, ale chwilowa dekoncentracja została błyskawicznie wykorzystana przez napastnika mistrza Niemiec. W ostatnich meczach z Alexandrem Nourim na ławce, kiedy presja na wygraną była znacznie większa, po dobrych początkach Werder po stracie goli całkowicie wyłączał się. Frank Baumann nie wytrzymał po 10. kolejce i musiał zwolnić trenera.

Przeciętność Werdera

Przeciętność to dużo powiedziane. Werder Brema nie zalicza świetnego sezonu, ale by to stwierdzić, wystarczy spojrzeć na tabelę Bundesligi. Czy jest to przypadek? Może pech? Nie do końca. Jeżeli przyjrzymy się statystykom i grze bremeńczyków, to powoli wychodzi, gdzie leży problem. Po pierwsze skuteczność. „Zielono-biali” oddają średnio 13 strzałów na mecz, przy czym 3,6 celnych. To się przekłada na bramki, bo Werder ma ich na koncie tylko cztery.

Po drugie, posiadanie piłki. Bremeńczycy mają na ten moment średnio 46,9% czasu gry piłkę przy nodze. Jest to wynik z dolnej połówki stawki i gorzej wygląda to, gdy futbolówka przechodzi do drugiej linii. Piłkarze z Bremy starają się szybkimi atakami wykorzystać przestrzeń, która zostawia rywal. Gorzej sprawy wyglądają przy ataku pozycyjnym, gdy najczęściej sami oddają piłkę przeciwnikowi. Przez to pokrywa się z tym statystyka celnych podań – 75,5%. Jak przyjrzymy się, kto wykonuje najlepiej i najwięcej podań, to na czele znajdują się Niklas Moisander oraz Maximilian Eggestein. Obrońca i defensywny pomocnik.

Ze względu na słabą postawę środka pola (tą strefą atakują najrzadziej w całej lidze) Werder atakuje głównie skrzydłami. Tutaj wiele popisu mieli zawodnicy ustawiani na wahadłach, ale często z bocznego sektora atakuje także Fin Bartels, Zlatko Junuzović oraz Thomas Delaney. Co do ostatniego z nich, to jako jedyny z ofensywy może być chwalony za grę. Jest on jednym z najlepiej ocenianych zawodników „Zielono-białych”. Widać po nim, że chce napędzać akcje swojej drużyny. Duńczyk oddaje średnio najwięcej strzałów na bramkę oraz jest najczęściej faulowanym zawodnikiem Werdera.

Co dalej?

Właściwie teraz zaczyna się najważniejszy okres w sezonie dla Werdera. Przerwa reprezentacyjna może pomóc tymczasowemu trenerowi – Florianowi Kohfeldtowie. To, że jego podopieczni nie zapomnieli, jak się gra w piłkę, pokazała pierwsza połowa ostatniego meczu z Eintrachtem. Świetne zawody rozgrywali Junuzović oraz Delaney, szkoda tylko (nie)skuteczności Kruse. Taką drużynę, jak z pierwszej części meczu we Frankfurcie, chcieliby widzieć fani ekipy z Bremy. Czy Kohfeldt zostanie na dłużej? Nie jest to wykluczone. W przeszłości Baumann dawał szanse Viktorowi Skripnikowi oraz później Alexandrowi Nouriemu. Co łączy tą trójkę? Wszyscy zanim zostali trenerami pierwszej drużyny Werdera byli wcześniej trenerami młodszych bremeńskich ekip lub asystentami przy głównej drużynie.

Florian Kohfeldt ma teraz dodatkowy czas na przebudzenie „Zielono-białych”. Do końca rundy pozostało sześć spotkań, a w nich Werder zmierzy się kolejno z Hannoverem, RB Lipskiem, Stuttgartem, Borussią Dortmund, Bayerem i Mainz. Terminarz nie jest najprzyjemniejszy, a bremeńczycy potrzebują zwycięstw. Kilka sezonów temu, podczas rundy jesiennej Nuernberg nie udało się wygrać żadnego meczu. Ostatecznie skończyło się to dla nich spadkiem z ligi.

Najbliższe dni pokażą, czy w tak trudnym momencie Frank Bauman postawi kolejny raz na „miejscowego żółtodzioba”. Presja obecnej sytuacji może sprawić, że jednak poszuka pomocy z zewnątrz. Dyrektorowi Werdera marzy się Thomas Tuchel, ale sprowadzenie go do Bremy to mission impossible. Bardziej realnym i w zasięgu nazwiskiem jest Bruno Labbadia, o którym plotkowały niemieckie media. Kto poprowadzi Werder w najbliższej kolejce? Przekonamy się niebawem, z pewnością w Bremie zapowiada się jeszcze gorąca jesień.

Komentarze:
Przeczytaj także: