Michał Jóźwiak

Volodymyr Kostevych – najlepszą obroną jest atak

Ukrainiec dobrze wprowadził się do zespołu

20 lutego 2017

Wygląda na to, że dzięki dobremu transferowi łzy tęsknoty po Tamasu Kadarze zostaną w Lechu Poznań szybko otarte. Ukrainiec, Volodymyr Kostevych, błyskawicznie zaaklimatyzował się w drużynie i po dwóch występach zbiera świetne recenzje.

Tamas Kadar przyszedł do Lecha zimą 2015 r. Klub zapłacił za niego około dwa miliony złotych, ale Węgier już od samego początku szumnie zapowiadał, że jest wart o wiele więcej i ma zamiar pokazać to na boisku. Jego początki nie były jednak łatwe. Często był krytykowany przez kibiców i to niestety nie bez powodu – zdarzały mu się przykre błędy, które kosztowały drużynę z Poznania utratę goli. Trener Maciej Skorża nie tracił jednak zaufania do swojego zawodnika i podczas konferencji prasowych deklarował mu pełne wsparcie. – Nie zamierzam go obarczać winą za gorsze wyniki. Ważne, żeby wyciągał wnioski z popełnianych błędów i starał się ich nie powtarzać – przyznał ówczesny szkoleniowiec „Kolejorza”.

Przed Euro 2016 jego forma zaczęła rosnąć. Kadar stał się filarem obrony poznańskiego zespołu. Kolejny trener, Jan Urban, regularnie stawiał na Węgra, a kiedy pojawiały się pogłoski o jego odejściu, podkreślał, że zależy mu na zatrzymaniu obrońcy. – Lepiej, żeby Tamas został z nami, bo widzę w nim spory potencjał w grze ofensywnej – podkreślał Urban. Potencjał widział w nim także selekcjoner, powołując Kadara do kadry na mistrzostwa Europy we Francji.

Podczas Euro Madziarzy spisywali się więcej niż poprawnie, docierając do 1/8 finału. Kadar był jedną z gwiazd zespołu. Zaczęło być jasne, że odejdzie do lepszego zespołu. Piłkarz sam podkreślał, że polska ekstraklasa robi się dla niego zbyt ciasna i chciałby spróbować swoich sił w lepszej lidze. Latem się nie udało, ale zimą Kadar przeszedł do Dynama Kijów.

Ukraińska nadzieja

W Lechu byli na to przygotowani. Już od wielu miesięcy mówiło się, że drużyna potrzebuje lewego obrońcy na wypadek odejścia Węgra. Na początku stycznia pojawiła się informacja, że teksty medyczne przechodzi Volodymyr Kostevych. Mogło się wydawać, że obrońca ostatniego zespołu ligi ukraińskiej nie może być wzmocnieniem kandydata do tytułu mistrza Polski. Karol Klimczak, prezes Lecha, odpowiadał na te zarzuty, że „Kolejorz” nie kupił przecież całej drużyny Karpat Lwów, a jedynie lewego obrońcę, który był obserwowany od dłuższego czasu.

Kostevych ma 24 lata i do tej pory jego piłkarska kariera związana była z klubami ze Lwowa. Jest wychowankiem miejscowego UFK, a w 2010 r. zasilił szeregi Karpat. Zaliczył też siedem występów w kadrze U-21. Słynął z ofensywnej gry na skrzydle i dobrze ułożonej lewej nogi – czasem przez trenerów ustawiany był jako boczny pomocnik. Dobrze wykonuje rzuty wolne, więc w oczach niektórych kibiców Lecha postrzegany jest jako drugi Barry Douglas.

Jego pierwszy mecz w barwach Lecha pokazał, że to rzeczywiście ciekawy piłkarz. O ile w meczu z Termalicą radził sobie po prostu dobrze, o tyle w meczu z Piastem w Gliwicach Ukrainiec błysnął umiejętnościami i formą. Był aktywy, włączał się do akcji ofensywnych, zaliczył znakomitą asystę przy bramce Radosława Majewskiego, a i w defensywie nie zabrakło mu konsekwencji.

Oczywiście, nie ma co wydawać ostatecznych ocen po zaledwie dwóch spotkaniach. Ale trzeba przyznać, że Volodymyr Kostevych może skutecznie otrzeć łzy fanów Tamasa Kadara. Lewa obrona Lecha Poznań ma na straży solidnego żołnierza o charakterze wojownika, który potrafi bronić, ale też atakować. Obserwujmy tego piłkarza. Ligowa rzeczywistość zweryfikuje nasze wyobrażenia na temat jego talentu.

Komentarze:
Przeczytaj także: