Wojciech Kowalski

Śmiech Niecieczy, najlepsza drużyna weekendu i upierdliwy Probierz

Najciekawsze wydarzenia czwartej kolejki

Grzegorz Rutkowski/igol.pl
08 sierpnia 2017

Nie było łatwo spędzić ten weekend z ekstraklasą, zwłaszcza po popisach naszych klubów w europejskich pucharach. Powrót do szarej ligowej rzeczywistości był jednak nieunikniony. Czy było warto? W niektórych przypadkach tak. Generalnie jednak nie była to kolejka porywająca. Raczej ta z gatunków typowych średniaków, które w większości mamy okazję oglądać w przypadku naszych krajowych rozgrywek. Co najciekawszego wydarzyło się w ekstraklasie?

1) Co się dzieje z Estończykiem?

Tyle było dyskusji na temat opornego podejścia Jagiellonii do negocjacji z Konstantinem Vassiljevem. Tymczasem wiele wskazuje, że działacze z Białegostoku zareagowali, jak rasowy gracz na giełdzie, który dostrzega na horyzoncie nadciągającą bessę. Bo nie ma co się oszukiwać, Estończyk jest na początku sezonu cieniem samego siebie. To już nie „Cesarz”, co najwyżej człowiek zdegradowany do roli przedstawiciela zwykłego dworu. OK, jest w dalszym ciągu potrzebny, ale jego głos nie ma już decydującego znaczenia. Kosta nie decyduje już o losach spotkaniach. Mało tego, nie potrafi nawet skorzystać z takiej możliwości, czego dowodem są już te przestrzelone karne.

Miesiąc temu zapowiadaliśmy, że pauza Gerarda Badii może być kluczowym osłabieniem drużyny. I na razie zdania nie zmieniamy. Niestety, Dariusz Wdowczyk musi jakoś przetrwać te trudne chwile.

2) Kiko Time?

Wisła Kraków sięgnęła po trzecie zwycięstwo w lidze. To paradoks, ponieważ przynajmniej dwa z nich udało się zdobyć pomimo, delikatnie mówiąc, niespecjalnie imponującej gry. Mecz w Płocku do bólu przypominał starcie sprzed dwóch tygodni z Bruk-Betem. W grze ofensywnej brakowało wielu rzeczy na czele z kreacją. Jasne, zdarzały się pewne przebłyski w postaci zrywów Małeckiego czy Carlitosa. Ale zgodzimy się, że kilka pojedynczych akcji opartych na indywidualnościach to nie jest wystarczające odzwierciedlenie potencjału Wisły. Zwłaszcza kiedy ta ma w drugiej linii Petara Brleka, Małeckiego czy nawet niedocenianego Rafała Boguskiego.

W normalnych okolicznościach przy tak przeciętnie grających zespołach moglibyśmy po meczu mówić o brutalnym, bezbramkowym remisie. Tylko że obecna Wisła to ekipa pod jednym względem wyjątkowa. Spójrzmy na kilka wyników z tego roku:

Piast – Wisła 1:2 (Brlek 90. minuta)

Wisła K. – Wisła P. 3:2 (Stilić 84. min., Bartosz 86. min.)

Bruk-Bet – Wisła 2:3 (Zachara 90. min.)

Wisła – Bruk-Bet 1:0 (Brlek 90. min.)

Wisła P. – Wisła K 0:1 (Carlitos 96 min.)

No dobra, może przesadą byłoby doszukiwać się tutaj pewnego wzoru czy nawet efektów warsztatu trenera Ramireza. Niemniej bardziej zorientowani kibice mogą sobie przypomnieć nie tak odległe czasy, gdy drużynę cechowały przede wszystkim koszmarne końcówki i marnotrawstwo przewagi np. za Kazimierza Moskala.

3) Angulo nie jest kosmitą

Tym razem Igora Angulo zabraknie w jedenastce kolejki, chociaż ten i tak zdołał wbić kolejnego gola, tym razem w Gdańsku. Nie wystarczyło to jednak do zdobycia kompletu, co w dużej mierze jest zasługą samego Hiszpana. Gdyby temu nie zadrżała noga przy innej sytuacji, drużyna z Zabrza mogłaby dziś piastować lokatę w czołówce tabeli. Przynajmniej już wiemy, że napastnik Górnika nie jest kosmitą.

4) Najlepszy występ weekendu

Najlepiej grającą drużynę tej kolejki zobaczyliśmy w Lubinie, gdzie Zagłębie całkowicie zasłużenie ograło różnicą trzech bramek zespół Pogoni Szczecin. Z jednej strony to kolejne zwycięstwo podopiecznych Piotra Stokowca. Z drugiej jednak chyba pierwsze tak w pełni przekonujące. Bo jeśli co do gry „Miedziowych” w poprzednich trzech spotkaniach mogliśmy mieć pewne wątpliwości, to jednak w sobotę wypadało już tylko bić brawa.

U gospodarzy zagrało absolutnie wszystko. Z wielką przyjemnością oglądaliśmy pracę skrzydeł, na których bardzo dobry występ zanotowali Alan Czerwiński i Daniel Dziwniel. Do najlepszego okresu w Zagłębiu nawiązał również Filip Starzyński. Kozakiem z prawdziwego zdarzenia okazał się zaś Jakub Świerczok, dla którego dobra prosimy o wyłączenie internetu na kilka dni. Tak spora dawka pochwał w jego przypadku może tylko zaszkodzić i tak napompowanemu już balonowi.

Słówko o Pogoni, która nie rozegrała wcale tragicznego spotkania, na co oczywiście mógłby wskazywać wynik. Niestety, jeśli w każdym z czterech ostatnich spotkań przyzwoity poziom prezentujesz tylko przez 45 minut, to trudno oczekiwać od ciebie imponujących zdobyczy punktowych. Zwłaszcza gdy nawet tych dobrych okresów nie możesz w pełni udokumentować bramkami. Co tu dużo mówić, na razie Maciej Skorża zalicza nieprzyjemne zderzenie z ligą.

5) Śmiech Niecieczy

Trudno jest być dziś kibicem Legii Warszawa. Jeśli ktoś oczekiwał po sobotnim spotkaniu w Niecieczy pozytywnego impulsu, to niestety musiał się naprawdę srogo zawieść. Trudną sytuację najlepiej chyba oddadzą słowa Arkadiusza Malarza:

Nie wiem, co się dzieje. Wstyd i tyle. Nie mamy co owijać w bawełnę, bo po prostu to był wstyd. Po raz kolejny Nieciecza się z nas śmieje. Mamy swoje okazje, ale ich nie wykorzystujemy, rywale wychodzą z kontrą, strzelają gola i przegrywamy mecz. […] To nie pierwsze takie spotkanie w tym sezonie, we wcześniejszych nie graliśmy za dobrze, nie strzeliliśmy zbyt wielu goli, więc to sytuacja kopiuj-wklej z tamtego roku. Trzeba się ogarnąć jak najszybciej, porozmawiać ze sobą, bo innego wyjścia z tej sytuacji nie ma.

Gratulacje zaś należą się Bruk-Betowi i Mariuszowi Rumakowi, któremu wygrana z Legią pozwoli niewątpliwie na chwilę odpocząć. Chociaż znając wygórowane oczekiwania właścicieli, nie na długo.

6) Historyczne zwycięstwo

Pierwsze zwycięstwo odniosła Sandecja Nowy Sącz. Triumf historyczny oparty również na pierwszych bramkach klubu w ekstraklasie. Jeśli przed tygodniem deklarowaliśmy, że ten zespół z obecną kadrą nie jest w stanie zagrozić bramce rywali, dziś możemy przyznać się do błędu. Śmialiśmy się z Tomasza Brzyskiego? W niedzielę rozegrał najlepszy mecz od niepamiętnych czasów. Wojciech Trochim przypominał nam bardziej zawodnika MMA? W niedzielę precyzyjnie wykorzystał rzut karny. O swoim istnieniu przypomnieli też Piter-Bucko czy Mateusz Centarski.

Jasne, beniaminek z Nowego Sącza nie był, nie jest i nie będzie zespołem wirtuozów futbolu. Damy sobie głowę uciąć, że próżno przyjdzie w jego kadrze szukać potencjalnych gwiazd i zawodników, którzy mogliby wzmocnić czołowe kluby ekstraklasy. Ale trudno odmówić Radosławowi Mroczkowskiego żelaznej konsekwencji, a także dostosowania gry zespołu do jego rzeczywistych możliwości.

Ofiarą Sandecji padła Jagiellonia, która mimo to zaliczyła najlepszy występ w tym sezonie, co zresztą przyznał sam szkoleniowiec Ireneusz Mamrot, a także pozostali eksperci. Trudno z tym polemizować, nawet jeśli w trzech poprzednich kolejkach drużyna zgarnęła dziewięć punktów. Problemy w defensywie i nieszczególny pomysł na grę musiał jednak prędzej czy później wyjść i akurat los chciał, że padło na pojedynek z Sandecją. Z drugiej strony, może to nawet lepiej, przynajmniej nikomu nie przyjdzie do głowy ekscytować się suchym wynikiem. Kubeł zimnej wody wszystkim się przyda.

7) Dżokery Bielicy i upierdliwy Probierz

Jeśli Nenad Bjelica w spotkaniu z Cracovią chciał uzyskać odpowiedź na temat przydatności zawodników szerokiego zaplecza, to chyba nie czegoś takiego oczekiwał. Deniss Rakels nie dał ani krzty argumentów, by stawiać na niego w najbliższych meczach. Gra Nickiego Billego Nielsena to już woda na młyn dla zwolenników teorii spiskowych, którzy jego regularne występy tłumaczą coraz częściej kwitami na trenera. I naprawdę nie wiadomo, jak mogłoby się to spotkanie potoczyć, gdyby Chorwat nie zdecydował się na trzy kluczowe zmiany. Kluczowe, ponieważ to Makuszewski, Gytkjaer i Jóźwiak zapewnili Lechowi mimo wszystko zasłużone trzy punkty. Zwłaszcza ten pierwszy okazał się prawdziwym huraganem dla defensywy Cracovii, potwierdzając jednocześnie, że dziś to prawdopodobnie najlepszy skrzydłowy w lidze.

Michał Probierz nie wykorzystał więc okazji, by na boisku wbić mocną szpilę trenerowi Bjelicy. Zamiast tego na konferencji prasowej musiał tłumaczyć się z dotychczas podejmowanych decyzji i wyjątkowo częstych rotacji w składzie.

– Tworzymy nowy zespół, gdyby to było wszystko takie łatwe, toby każdy pstryknął i miał gotową drużynę. […] To jest proces. Żeby był chleb, trzeba go włożyć do piekarnika i dać mu czas. Albo jak z kwiatkiem, też go trzeba podlewać i pielęgnować. […] Działamy na żywym organizmie. […] Musi być walka o miejsce w składzie i oni powinni sobie zdawać sprawę, że błąd, OK, można popełnić, ale gdy się popełni dwa grube błędy w meczu, to czekają inni. Para Malarczyk – Dytiatjew wyglądała z Lechem w miarę solidnie. Wielu kibiców będzie rozczarowanych, ja nieraz jeszcze dostanę za swoje i wiem o tym. Ale ze swojej drogi nie zejdę, bo jestem upierdliwy i cierpliwy. Wierzę, że to przyniesie efekt.

Jedenastka kolejki

To była kolejka tegorocznych nowicjuszy, ponieważ w jedenastce  nie znalazło się ani jedno miejsce dla zawodników, którzy otrzymali już nominację w poprzednich tygodniach. Po raz pierwszy w tym sezonie znaleźliśmy miejsce dla zawodników z Niecieczy. Umówmy się, do tej pory nie dali podstaw, żeby w ogóle wśród nich szukać. Tym razem jednak kilku z nich zasłużyło na porządne wyróżnienie. Szczególnie mowa tutaj golkiperze Bruk-Betu. Mogą lecieć lata, do ekstraklasy trafiać nowi piłkarze, a Jan Mucha dalej będzie prezentował solidny poziom. Nieźle zaprezentowali się również gracze Zagłębia i Sandecji, z których wybraliśmy po dwóch zawodników. Nie mogliśmy również pominąć świetnej zmiany Macieja Makuszewskiego, a także dobrej gry Mario Situma, który został przetestowany w niedzielę na pozycji lewego obrońcy. Jedenastkę uzupełniają Dani Suarez, a także Patryk Dziczek, który bez kompleksów wdarł się do pierwszego składu Piasta.

 

Komentarze:
Przeczytaj także: