Łukasz Kaczmarek

Trudny wrzesień w Liverpoolu

Jak radziła sobie drużyna Juergena Kloppa w tym miesiącu

03 października 2017

Wrzesień dobiegł końca, ligi nam już się rozhulały, doszło do pierwszych zwolnień, ruszyły europejskie puchary – słowem, życie znów nabrało kolorów. Nadszedł też moment na analizę, co wiemy na początku tego sezonu o drużynach, może wyciągnięcie wniosków, póki jest jeszcze czas na zmiany. Postanowiłem wziąć pod lupę Liverpool, który tego miesiąca akurat nie może zaliczyć do udanych, a dla porównania, zestawiłem to z wynikami Arsenalu i Manchesteru United.

Wybór akurat tych dwóch drużyn nie był przypadkowy – Arsenal, ponieważ wciąż krytykowany i o mało co nie „wyOUTowany” Wenger, po srogiej porażce 4:0 z Liverpoolem pozostaje niepokonany. A Manchester United wybrałem jako ekipę najlepiej spisującą się we wrześniu na angielskich boiskach, nawet biorąc pod uwagę wzrost formy City.

Raz się wygrywa, raz się…

Zacznijmy od stworzenia małej tabeli, w której porównamy ze sobą wszystkie trzy zespoły.

Zespół

Mecze

Pkt.

Gole +

Gole –

Z

R

P

Liverpool

7

7

8

14

1

4

2

Arsenal

7

19

15

3

6

1

0

Man U.

7

19

22

4

4

1

0

Każda z drużyn rozegrała we wrześniu po siedem meczów we wszystkich rozgrywkach (Premier League z uwzględnieniem ostatniej, siódmej kolejki, rozgrywanej w dniach 30.09–1.10, pucharów krajowych oraz europejskich). Jak jasno wynika z tabeli, najlepiej wypadła ekipa Jose Mourinho, tuż za nią plasują się piłkarze z Londynu, a zdecydowanie najgorszy wynik należy do Liverpool FC. Dla porównania, sporządziłem również tabelę odnoszącą się do września poprzedniego roku.

Zespół

Mecze

Pkt.

Gole +

Gole –

Z

R

P

Liverpool

4

12

14

3

4

0

0

Arsenal

6

16

16

3

5

1

0

Man U.

6

9

10

8

3

0

3

Jak widać, zespół z Anfield rozegrał wówczas trzy spotkania mniej, ponieważ nie zakwalifikował się do pucharów europejskich, co nie zmienia faktu, że na krajowym podwórku kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa, strzelając dwa razy więcej bramek niż w tym roku w siedmiu meczach, tracąc zaledwie trzy (aż o 11 mniej). Na przeciwległym biegunie znajdował się Manchester, grający mało skutecznie i bez polotu. A co ciekawe, Arsenal prezentuje się w zasadzie identycznie, grając dodatkowo w Lidze Mistrzów, w której mierzył się z teoretycznie silniejszymi przeciwnikami (m.in. z PSG), od tych, których w tym sezonie „Kanonierzy” napotkają w Lidze Europy. Okazuje się, że Arsenowi Wengerowi pasują wczesnojesienne klimaty.
Co zatem mogło zdecydować o takiej różnicy w przypadku Liverpoolu i United? Trenerzy ci sami, przeciwnicy w jednym i drugim sezonie o podobnym stopniu trudności, a jednak te dwie ekipy zamieniły się miejscami i teraz to „Czerwone Diabły” weszły na zwycięską ścieżkę, podczas gdy Liverpool błądzi gdzieś po bagnach, grzęznąć powoli w mule. Moja pierwsza myśl – czy to te same zespoły przebywały obydwa te szlaki? Oczywiście, że nie.

Mourinho w porównaniu z poprzednim sezonem znacząco wzmocnił drużynę. Lukaku i Maticiem przede wszystkim, Lindelof bowiem jak na razie powoli jest wprowadzany na Old Trafford. Ci dwaj pierwsi, doskonale znani szkoleniowcowi, z miejsca zaczęli stanowić o sile United. Belg we wrześniu sześciokrotnie wpisywał się na listę strzelców, dorzucając do tego asystę, Serb natomiast śrubował swoje statystyki w destrukcji i rozgrywaniu (celność podań u niego nie spadła poniżej 90%). Do tego trzeba dodać wyśmienitą formę Martiala (trzy gole i cztery asysty), Mkhitaryana (dwa gole i asysta) oraz Rashforda (cztery gole i asysta).

Jeśli chodzi o drużynę Kloppa, rok temu we wrześniu prym wiodło głównie dwóch piłkarzy – Philippe Coutinho (dwa gole i trzy asysty) oraz Sadio Mane (dwa gole i asysta). Okazuje się, że bez nich w składzie Liverpool radzi sobie dużo gorzej (Coutinho jeszcze na początku sezonu strajkował, natomiast Sadio został zawieszony za brutalny faul na Edersonie). Wystarczy tylko wspomnieć czas, kiedy Mane, reprezentant Senegalu, wyjechał na Puchar Narodów Afryki. Wtedy również na Anfield nie wiodło się najlepiej. A co do Brazylijczyka, to można spierać się, czy jest rzeczywiście wielkim talentem i czy warto wydawać na niego nawet 150-180 mln euro, ale jedno jest pewne – dla Liverpoolu jest obecnie bezcenny. Konflikt z klubem po niedopuszczeniu do przenosin Coutinho na Camp Nou wydaje się zażegnany, cały świat obiegło zdjęcie, jak Klopp obejmuje swojego niepokornego piłkarza, dziękując mu chyba za powrót. Bo pierwsze trzy mecze Brazylijczyka w tym sezonie to od razu trzy gole i asysta. To mówi samo za siebie.

Taktyka i rotacja

Zatrzymanie Coutinho u siebie może okazać się najlepszym „transferem”, jakiego dokonał tego lata Liverpool, bo trudno porównywać działania klubu z Anfield na rynku z chociażby Manchesterem United czy Arsenalem. Pozyskanie Salaha (choć z trzema trafieniami jest najskuteczniejszym piłkarzem września w swojej drużynie, ale biorąc pod uwagę liczbę zmarnowanych okazji, można mówić o niedosycie) albo Oxlade’a Chamberlaina, to nie to samo, co kupno wspomnianych Lukaku i Maticia lub Lacazette’a przez „Kanonierów”.

Brak jednak alternatywy w postaci wartościowych zmienników doprowadza do sytuacji, że nawet jeśli Klopp widzi, że coś nie działa, to ma ograniczone pole do manewrów. Wystarczy przyjrzeć się składom tych trzech tylko drużyn i je porównać, żeby przekonać się, że Liverpool cały wrzesień (i nie tylko) grał jednym ustawieniem – ofensywnym 4–3–3. Wcześniejsze liczby wskazują, że to „ofensywnie” było takie sobie, o defensywie nie wspominając. O obrońcach z Anfield krążą już w sieci od dawna dowcipy, a niemiecki szkoleniowiec w dalszym ciągu konsekwentnie stawia na Moreno, Lovrena i Matipa, do których dołącza bądź Arnolda, bądź Gomeza. Tylko raz, w przegranym 2:0 meczu z Leicester, żaden z nich się nie pojawił na boisku. Można teraz zrozumieć, dlaczego aż tak bardzo pożądano van Dijka na Anfield, ale jego nie ma i na razie nie będzie, a tymczasem Liverpool traci dużo goli, często po własnych błędach indywidualnych albo w ustawieniu. Konieczne są wzmocnienia w tej formacji, bo akcje z meczów z „The Citizens” czy Leicester, kiedy bezradni piłkarze Kloppa mijani byli przez przeciwników albo co gorsza, wpadali na siebie, nie mogąc oddalić zagrożenia od własnej bramki, będą coraz częstszym koszmarem kibiców LFC.

W drużynie Arsene’a Wengera można zauważyć różne warianty ustawienia, najczęściej 3–1–4–2, ale też 3–4–3 lub jak ostatnio, 3–5–2. Oczywiście w obronie Arsenal mógł przechodzić na ustawienie z pięcioma obrońcami, kiedy cofali się wahadłowi (w tych rolach obsadzani przeważnie Kolasinac i Bellerin), ale szybkość tych ostatnich dawała też dużą swobodę w przeprowadzaniu błyskawicznych ataków. Ta płynność i zmienność, w zależności od fazy meczu i jego przebiegu, spowodowały, że „Kanonierzy” są bardziej niebezpieczni i nieprzewidywalni, w przeciwieństwie do zespołu Kloppa. Co ciekawe, rok temu, kiedy Arsenal we wrześniu osiągnął podobne wyniki, grał systemem innym, bo 4–2–3–1.

Zdobycie tytułu mistrza w rotowaniu składem i zmienianiu taktyki Jose Mourinho wziął sobie chyba za punkt honorowy. W każdym meczu, który „Czerwone Diabły” rozegrały we wrześniu, linia defensywna wyglądała inaczej, a zagrało w niej łącznie ośmiu piłkarzy. Taktycznie swój zespół Portugalczyk ustawiał zazwyczaj 4–2–3–1, ale w ostatnim spotkaniu Ligi Mistrzów z CSKA Moskwą zagrał ustawieniem 3–5–2 z Youngiem i Blindem na wahadłach. Tym samym Mourinho obala mit, że sukces przynosi jak najmniejsze dokonywanie zmian i zgranie zawodników. Mądrze rotując składem, Portugalczyk może zaskakiwać kolejnych przeciwników i dodatkowo motywować zawodników.

Czas na wnioski

W Liverpoolu na razie muszą żyć nadzieją, że wraz z powrotem Coutinho i Mane do składu obraz gry całego zespołu ulegnie polepszeniu. Powinni też z większą determinacją powalczyć o niezbędne wzmocnienia, bo w tym kształcie, w jakim jest obecnie defensywa na Anfield, nie da się osiągnąć sukcesu w topowej lidze świata. Klopp, który znany jest z ofensywnego stylu , jaki zaszczepia w prowadzonych przez siebie klubach, musi zacząć eksperymentować i dokonać w końcu jakiś zmian, nie licząc na zwyżkę formy tych, na których dotychczas stawiał. Sezon wydaje się długi, ale nim się obejrzymy, będzie już półmetek, potem wiosna i może być za późno dla Liverpoolu.

Komentarze:
Przeczytaj także: