Radosław Sendra

Superliga czeka na najlepszych, ci nie dają rady w LE. Kasa czy poziom?

Potencjalne kluby Superligi nie dają rady w LE. Mocny czy bogaty – oto jest pytanie

Sportal.co.nz
15 września 2016

Druzgocące porażki Legii i Celticu w LM to kolejny pretekst do tego, aby tematem dnia znów była Superliga. Tymczasem gdzieś w czeluściach „pucharu pocieszenia” rozegrano wczoraj dwa spotkania z potencjalnymi członkami planowanego projektu. Zarówno Manchester United, jak i Inter Mediolan swoje mecze przegrały, w obu przypadkach będąc zdecydowanymi faworytami. Należy więc zadać sobie pytanie: czy dziś tylko bogaci mogą grać w wielką piłkę?

Zacznijmy od rzeczy podstawowej – darujmy sobie rozmowę o tym, że Manchester i Inter nie podchodzą do Ligi Europy na poważnie. Oba zespoły zagrały niemal pierwszym garniturem, w obu z ławki wchodziły największe gwiazdy, oczywiście o ile nie było ich na murawie od pierwszego gwizdka. Pogba, Martial, „Ibra”, Icardi, Banega, Candreva – wszystkich ich oglądaliśmy wczoraj w Lidze Europy.

Manchester przegrał na wyjeździe 0:1 z Feyenoordem po typowym meczu rodem z holenderskiej Eredivisie. Kto był lepszy? Oba zespoły grały podobnie, zwycięska bramka jak najbardziej zasłużona. Inter przegrał na San Siro z Happoelem Beer Sheva 0:2, w całym spotkaniu oddając dwa razy mniej celnych strzałów niż goście z Izraela. Na pewno znajdą się tacy, którzy będą bronić „potentatów”. Tutaj pojawiają się paradoksy.

Pierwszy – sam fakt, że Manchesteru i Interu trzeba BRONIĆ po meczach w Lidze Europy, jest godzien salw śmiechu. Na przestrzeni ostatnich ośmiu lat zarówno Anglicy, jak i Włosi tryumfowali w Lidze Mistrzów oraz seriami zgarniali mistrzostwa kraju. Kolejny paradoks, jeśli weźmiemy pod lupę wyimaginowane drugie garnitury – Happoel Beer Shewa? Z całym szacunkiem dla byłego klubu Meliksona – kilka lat temu jeden na stu fanów „Nerazzurrich” potrafiłby twierdząco odpowiedzieć, zapytany o znajomość choć jednego zawodnika Happoelu. Teraz Miguel Vitor i Maor Buzaglo wryli się w pamięć tifosich.

Zarówno Manchester, jak i Inter aspirują do grona klubów założycielskich Superligi. Z Feyenoordem i Happoelem powinny wygrywać i trzecim garniturem. Zwłaszcza kiedy po murawie biegają piłkarze za 100 milionów euro.

Mocny czy bogaty – oto jest pytanie

Superliga ma być rozgrywkami, w których uczestniczyć będą najlepsze najbogatsze kluby Starego Kontynentu, po kilku przedstawicieli z pięciu topowych lig Europy. Po pięć drużyn z Anglii i Hiszpanii, cztery z Włoch, po trzy z Niemiec i z Francji. To tylko założenia niepoparte faktami, jednakże zapewne zbliżone do realnych założeń organizatorów. Dlaczego? Bo liczy się kasa.

Sens zbudowania tego projektu? Odizolowanie mocarzy od maluczkich, którzy już dawno zgubili trop za pieniędzmi tych pierwszych i do tego poziomu nie doskoczą. Ponadto jeszcze więcej pieniędzy – byłaby to przecież najchętniej oglądana liga piłkarska na świecie, same najlepsze zespoły! Otóż nie, na pewno nie najlepsze. Najbogatsze – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Z największą liczbą fanów, liczonych w dziesiątkach milionów – zgoda. Mimo tego rozrywka na najwyższym poziomie winna być serwowana przez najlepszych, a nie tych, którzy za swoje role inkasują największe kontrakty.

Superliga ma być rozgrywkami, w których uczestniczyć będą najbogatsze kluby Starego Kontynentu. Rozrywka na najwyższym poziomie winna być jednak serwowana przez najlepszych, a nie tych, którzy za swoje role inkasują największe kontrakty.

Manchester United niedawno pochwalił się rekordowymi przychodami wynoszącymi ponad pół miliarda funtów za rok rozliczeniowy. Czy to daje Anglikom pole position w rozmowach o Superlidze? Bez względu na to, że podczas gdy ich sąsiedzi zza miedzy bez mrugnięcia okiem ogrywają w Lidze Mistrzów Borussię Moenchengladbach, „Czerwone Diabły” z: Pogbą, De Geą i Ibrahimoviciem na placu gry nie są w stanie urwać punktu Feyenoordowi?

Może i finansowo kilka najmocniejszych lig uciekło reszcie świata o lata świetlne, jednak klasy sportowej i pewnego potencjału na sprawianie niespodzianek kupić się nie da. Czy na pewno warto pozwolić na to, żeby zasobność portfela była głównym czynnikiem decydującym o tym, czy komuś należy, czy nie należy się miejsce w elicie? Czwartkowe sensacje w Lidze Europy dają kolejny argument przeciw.

Komentarze:
  • Ante

    Gra topowych zespołów angielskich i włoskich zespołów w rozgrywkach Ligii Europy woła o pomstę do nieba. Najgorsze jest to, że zespoły te nie mają żadnej motywacji by osiągnąć sukces w tych rozgrywkach. Argument, że graja te zespoły pierwszymi składami nie ma znaczenia, bo zawodnicy mają za przeproszeniem w d…ie te rozgrywki i wiedzą że gra w nich im się nie opłaca, a może tylko zaszkodzić w walce o Ligę Mistrzów w lidze w perspektywie następnego sezonu.

    Wybitnym przykładem tego jest West Ham Slavena Bilicia z tego i poprzedniego sezonu (londyńczycy prawie odpadli z ……MALTAŃCZYKAMI), który chyba się specjalnie „podłożył” w eliminacjach zdecydowanie słabszym zespołom byleby nie grać dalej w LE. Innym przykładem jest Liverpool w zeszłym sezonie LE, który tylko dlatego podszedł poważnie do rozgrywek europejskich, bo widział że miejsce w LM w lidze już mu dawno odjechało.

    Natomiast nastawienie zawodników do tych rozgrywek pokazuje postawa Marcusa Rashforda w meczach MU z Mitdjylland, któremu się najbardziej chciało. On jako wychowanek i młody zawodnik dopiero wchodzący do zespołu wiedział, że jest to dla niego szansa do pokazania swoich umiejętności i wywalczenia sobie miejsca w składzie. Za kilka lat jak już będzie zarabiał już tyle co reszta zawodników MU i będzie miał ugruntowane miejsce w składzie już na grze na 100% w rozgrywkach LE nie będzie mu zależało.

    Z powodu zbliżającej się reformy LM trzymam kciuki za państwa w rankingu krajowym plasujące się na miejscach 5-7 rankingu by zrobiły psikusa Włochom i odebrały im cztery miejsca w LM. Szansę są na to niewielkie, ale gdyby zamiast zestawu np. AS Roma, Inter, Milan, Juve zobaczyłbym FC Porto, Benficę, Sporting L., i Sporting Braga lub CSKA Moskwa, Zenit, Krasnodar i Spartak Moskwa byłaby to świetna ironia losu i jakiś mały promyk sprawiedliwości, gdyż Portugalczycy czy Rosjanie grają w LE z większym zaangażowaniem od Włochów.

Przeczytaj także: