Kamil Tybor

To tak jak z artystą malarstwa – masz całą paletę różnorakich kolorów, ale użyjesz tylko tych, które sprawią, że twoje dzieło będzie najbardziej wyjątkowe [Wywiad]

Piłkarski skauting oczyma Grzegorza Koprukowiaka

21 marca 2017

Piłka nożna to najbardziej popularny sport na świecie, a co za tym idzie – najbardziej medialny. Telewizja, błyski fleszy, gwiazdy. Fenomenalni zawodnicy, wybitni trenerzy czy ekscentryczni właściciele. O tym się mówi, to są tematy skupiające największą uwagę. Za kulisami tego ogromnego show nie ma jednak pustych przestrzeni. Wypełniają je ludzie, ciężko pracujący na to, by finalne danie główne było jak najlepszej jakości. Dyrektorzy, pracownicy biurowi, kitmani – bez nich klub czy drużyna przestałyby normalnie funkcjonować. Jednymi z nich są też skauci. Ludzie na walizkach, pasjonaci – mający oczy dookoła głowy.

Skauting w sporcie to bardzo szeroko rozumiane pojęcie. To dziedzina z zakresu zarządzania, skupiająca się głównie na analizie i obserwacji mającej na celu określenie aktualnych i przyszłych możliwości zawodników. Praca skauta natomiast nie należy wbrew pozorom do tych najłatwiejszych. Ludzie ci są podstawowym i najbardziej zaufanym elementem klubowych struktur – oni jako pierwsi określają przydatność zawodnika i właśnie na ich opinii bazują klubowi dyrektorzy i prezesi.

 

Takim człowiekiem jest Grzegorz Koprukowiak – współwłaściciel Scouts For Football. Zapraszamy!

***

Na wstępie chciałem prosić Cię o zdefiniowanie jednej kwestii. Czym według Ciebie jest skauting w piłce nożnej?

Skauting to przede wszystkim obserwacja wedle określonego, uporządkowanego systemu zbierania informacji. Mówiąc o skautingu, powinniśmy przede wszystkim pamiętać o tym, że nie chodzi wyłącznie o określenie tego, czy piłkarz posiada odpowiednie predyspozycje w danym momencie. Dobry skaut, obserwując piłkarza, powinien ocenić jego poziom gry, aktualną dyspozycję, ale też potencjał do dalszego rozwoju, jakim dysponuje ten zawodnik.

Z Twoich słów wynika, że praca ta wcale nie jest łatwa, a czy łatwo stać się takim łowcą talentów? Uchylisz rąbka tajemnicy i powiesz, jak zostać skautem?

Jak zostać skautem… Trzeba sobie przede wszystkim zdać sprawę, kim jest skaut w klubie. To dość specyficzna, ale też odpowiedzialna funkcja, dlatego rzadko zdarza się, by klub zatrudniał skauta na podstawie CV albo wiadomości e-mail. Wbrew pozorom to nie jest takie proste…

 …a wielu, szczególnie młodym, osobom wydaje się, że właśnie takie jest: „pyk i już” … Co w tym trudnego?

Skauting jest zbiorem tajnych informacji, które nie mogą wyjść na światło dzienne, ponieważ szybko może je przechwycić konkurencja – jesteś przecież „szpiegiem” dla danego zespołu i osoba dopuszczona do tych informacji musi być wiarygodna. Podstawowym argumentem za zatrudnieniem w klubie jest to, jak znasz rynek i jaką wartość dodaną dzięki swojej wiedzy wniesiesz do klubu. To właśnie spełnia cechy twojego CV. Skautem można więc zostać w bardzo prosty sposób – jeżdżąc, oglądając, notując i dokształcając się – tak niewiele, a zarazem bardzo, bardzo dużo własnej, ciężkiej pracy. Wtedy praca sama cię znajdzie…

Praca będąca pasją. Dla wielu spełnienie marzeń. Z reguły dochodzimy do ich spełnienia małymi krokami…

Otóż to! Dlatego uważam, że zanim wyśle się wiadomość bądź CV do Premier League czy Lotto Ekstraklasy, może warto zacząć od swojego lokalnego klubu?

Step by step. Lepiej dochodzić do czegoś, nabierając coraz większego doświadczenia, bo szybko wcale nie oznacza dobrze. A jak Tobie się to udało? Jak rozpoczęła się Twoja przygoda ze skautingiem?

Przygoda! – dobrze powiedziane. Piłka od zawsze była moją pasją, bo wychowałem się w – można by rzec – sportowym domu. Mój tata, dorastający w podwarszawskim Otwocku, jako dziecko zapatrzony był w swojego sąsiada Janusza Żmijewskiego – piłkarza Legii. Te doświadczenia przeniosły się także i na moje wychowanie – wiele było odniesień do futbolu, edukacji przez sport – który pokochałem i coraz bardziej zaczynałem rozumieć.  Jako nastolatek poza oglądaniem ulubionych drużyn – Barcelony czy Arsenalu – śledziłem niższe klasy rozgrywkowe w Polsce czy ligi masowo wypuszczające piłkarzy na dobrym poziomie – takie jak na przykład te z Bałkanów. Przy każdej możliwej okazji jeździłem oglądać kadry młodzieżowe, zbierałem własne notatki i tym podobne. Dochodziło do tego, że kiedy do polskiej ligi przyjeżdżał zawodnik z Chorwacji, Serbii czy Bośni, miałem już o nim kilka własnych informacji.

W późniejszym etapie nadałem swojej pasji konkretniejszy charakter – interesując się skautingiem, zacząłem dokształcać się w tym kierunku i poznawać ciekawych ludzi, z którymi można było przeprowadzić inspirującą rozmowę i wiele z tego wyciągnąć. Oglądałem wiele różnych rozgrywek – od seniorów, przez Centralną Ligę Juniorów, aż po turnieje dla dzieci. Wszędzie, gdzie było coś ciekawego do zobaczenia, byłem. Z czystej pasji i przyjemności, gromadząc swoje prywatne dane. Potem zgadaliśmy się z Michałem (Michał Mikulski – współwłaściciel Scouts For Football – dop. red.), który prywatnie jest moim bardzo bliskim znajomym. I w ten sposób pasja stała się pracą. I nadal pozostaje przygodą.

 

Pot, krew, mecze… notatnik i ołówek?

Notatnik i ołówek, mecze, ale krew i pot?! Nie. Czysta przyjemność (śmiech).

Masz już jakieś doświadczenie, niejeden notatnik już zapisałeś i wiesz, co dzieje się w gabinetach polskich klubów. Co sądzisz o poziomie skautingu w naszym kraju? Można powiedzieć, że działa profesjonalnie, czy to w większości przypadków prowizorka?

Polskie kluby dopiero uczą się skautingu. Mamy jeszcze sporo do zrobienia, by osiągnąć poziom będący standardem w Niemczech. Profesjonalnie działa to w Lechu Poznań, który ma swój sprawdzony system. Skauting w prawdziwym tego słowa znaczeniu funkcjonuje też w Legii, Piaście Gliwice czy paru innych klubach. Dobrze zaczyna się dziać w Wiśle Kraków. Ważne jest jednak to, by mieć strategię. Są jeszcze przypadki, gdzie skauting polega na tym, że znajomy znajomego poleci „dobrego chłopaka z okolicy” albo znajomy menedżer przywiezie piłkarza z ciekawym CV. I jedno, i drugie oczywiście jest potrzebne, bo tak zbiera się informacje. Ważne jest jednak, by byli ludzie, którzy te informacje zweryfikują i choć po części odpowiedzą na pytanie, czy warto się zainteresować.

Jakich ludzi masz na myśli?

Sportowe i decyzyjne struktury klubów, składające się właśnie z ludzi. Od skautów po dyrektorów sportowych. Dla mnie świetnym, modelowym wręcz przykładem na dobrze funkcjonujący dział skautingu był Górnik Zabrze z czasów prezesury Łukasza Mazura i Tomka Wałdocha, który odpowiedzialny był za pion sportowy. Pracował z nimi wtedy też Artur Płatek (dziś skaut Borussii Dortmund). Jeździli, oglądali, rozmawiali. Mieli strategię, której owocem było posiadanie w kadrze takich graczy, jak: Krzysztof Mączyński, Łukasz Skorupski, Arkadiusz Milik, Michał Pazdan, Paweł Olkowski. Znasz te nazwiska? (śmiech).

Znają je wszyscy…

Wiec właśnie! Uzupełniali ich Robert Jeż, który przecież grał w Lidze Mistrzów, czy doświadczony i ograny Mariusz Jop. Wystarczy spojrzeć na miejsca, w których jest dziś większość z tych zawodników. I na tym właśnie polega skauting. Budowa czegoś na teraz, ale i z myślą o przyszłości. Ostatnio, kiedy myślałem o tym temacie, przypomniała mi się też Wisła Płock. Jak to było możliwe, że przed laty potrafiła wyszukać tak zdolnych piłkarzy, nie mając żadnej siatki skautingowej? Popatrz na jej kadrę mniej więcej w 2003 roku – Peszko, Jeleń, Adrian Mierzejewski, Radek Sobolewski, Łobodziński, nie liczę Marcina Wasilewskiego, który przychodząc do Płocka, miał już rozegrane dwa sezony w Śląsku Wrocław. O! Jeszcze Sebastian Mila tam był. Po dziś dzień zastanawiam się, czy był to przypadek. Praca jakiegoś ogarniętego człowieka? Jeśli ktoś miałby fajne informacje na ten temat, to chętnie zaproszę na kawę, serio.

Wspomniałeś wcześniej inna Wisłę, tę z Krakowa. Uważasz, że transfery takich graczy jak Videmont, Llonch to planowana strategia Manuela Junco? Nie lepiej szukać wyróżniających się graczy niższych lig z Polski bądź wprowadzać utalentowanych juniorów?

Manuel Junco to przede wszystkim osoba, która ma wielkie doświadczenie w skautingu i wykonuje ogromną pracę. Zatrudnienie takich zawodników jak Ivan Gonzalez, wspomnianych Videmonta i Lloncha to efekt jego doświadczenia i dopasowania zawodników do potrzeb klubu. Zadania na pewno nie miał łatwego, bo każdy wie, w jakim położeniu była Wisła po ostatnich przejściach. Pokazuje to także, w jaki sposób można wykorzystać wciąż jeszcze mocną renomę klubu w Europie. Argument dobrego miejsca do życia i perspektywa zrobienia kroku do przodu. Piłkarze grający dziś w Krakowie nie przechodzą niezauważeni przez moich kolegów po fachu. Już dziś są kluby obserwujące Ivana, Brleka czy Cywkę przestawionego na bok obrony. Wisła Kraków, ściągając zawodników w ramach określonego budżetu, może na nich zarobić. Myślę, że to jest pierwsza faza – uporządkowanie kadry, zadbanie o jej jakość przy określonych możliwościach finansowych. W Wiśle jest też dobrze funkcjonująca akademia, która w perspektywie czasu może dawać drużynie nowych zawodników. Już dziś są w niej Chorążka, Laskoś, Purcha, Porębski czy Jakub Bartosz – strzelec bramki z Wisłą Płock.

Zahaczamy o ekonomię… i tutaj pojawia się problem. Polskie kluby nie mają budżetów na bardzo wysokim poziomie. Jaki sens ma rozwijanie działów skautingu w tych biedniejszych klubach? Może skauting jest efektywny tylko w klubach z topu?

Skauting jest rozsądnym narzędziem dla każdego klubu, bo jest eliminowaniem skali ryzyka i weryfikowaniem rynku, po to by wyprzedzać konkurencję. Twoje pytanie ukierunkowałbym jednak nieco inaczej – jaki skauting jest korzystny dla klubów bogatych, a jaki dla mniej zamożnych?

Mógłbyś rozwinąć?

Inaczej rynek będzie weryfikował Widzew Łódź, który nie posiadając obecnie potężnego zastrzyku finansowego, może użyć argumentów takich jak stadion, historia, lokalna tradycja, przyciągnąć do siebie zdolną młodzież ze swojego okręgu. Innych argumentów użyje Wisła Kraków, w inny sposób piłkarza będą szukały Legia Warszawa i Lech Poznań, które rozglądają się już w perspektywie szerszego regionu – całej Polski czy może nawet krajów ościennych. Jeszcze inaczej zawodnika szukają Schalke 04 czy Borussia Dortmund, dla których kupienie zawodnika z Polski, Czech, Belgii czy Holandii nie jest większym problemem. Im większy klub, tym większe pieniądze, im większe pieniądze, tym i możliwości, im większe możliwości, tym większe oczekiwania.

Czyli sądzisz, że skauting zaadaptowałby się w polskich klubach z niższych lig? Dajmy na to… niech będzie trzecio- i czwartoligowych?

Tutaj znowu pojawia się sprawa potrzeb i możliwości. Patrząc jednak najbardziej klasycznie – zacząłbym od dwóch podstawowych rzeczy. Pierwsza to przeanalizowanie, jakie aktualnie posiadamy możliwości, druga to jakie możliwości możemy szybko osiągnąć. Czemu nie zacząć od przeszkolenia trenerów? Wiedząc, jak patrzy skaut, mogą wyżej przekazywać informacje o potencjale zawodników już grających w klubie oraz informować o tym, który zawodnik z lokalnego rynku mógłby podnieść jakość zespołu. Tak działa to – oczywiście mając na uwadze skalę – w Benfice Lizbona.

Druga rzecz – idąca krok dalej. Można zorganizować e-skauting albo staż skautingowy i zaprosić do udziału w nim osoby chcące zainteresować się skautingiem. Ucząc własnej filozofii i dając możliwość zdobycia doświadczenia, poszerza się własną znajomość rynku. Przy większych możliwościach finansowych warto pomyśleć o zatrudnieniu kilku osób w 100% poświęconych obserwacji potencjalnych wzmocnień.

Zacząłeś ciekawy wątek. Różnice w ocenie potencjału zawodnika z perspektywy trenera i z perspektywy skauta. Dostrzegasz jakieś?

Trener w mojej ocenie patrzy bardziej subiektywnie, ponieważ zarządza zespołem, zna zawodników, monitoruje ich postępy. Różnica polega też na optyce patrzenia – szkoleniowiec patrzy pod kątem dostosowania zawodnika do wariantu taktycznego, a celem jest zwycięstwo w każdym meczu. Skaut – o czym wspomniałem wcześniej – patrzy nie tyle na aktualną dyspozycję, ile na potencjał. Czy zawodnik sprawdzi się u nas? Czy w naszych warunkach stanie się lepszy? Weźmy na ten przykład Michała Pazdana – trener prowadzący go w Jagiellonii patrzył na to, jak „Pazdek” realizuje założenia taktyczne i które z jego możliwości zagwarantują korzystny rezultat. Skaut z Legii, który przyjeżdżał go oglądać, mógł brać pod uwagę, jak Pazdan podniesie jakość zespołu oraz czy ma potencjał, aby z Legii wybić się wyżej. Jak widać, udało się. Pazdan jest dziś podstawowym obrońcą reprezentacji, a „Wojskowi” w składzie z nim tracą mniej bramek niż bez niego. Już dziś postrzega się go jako zawodnika gotowego do transferu za granicę, na którym Legia może zarobić.

Transfery, pieniądze – właśnie… Nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego kluby w Polsce zamiast zatrudnić kilku swoich ludzi, którzy zajmowaliby się rekomendacją zawodników, ufają bardziej tajemniczym agentom, a później mamy w lidze różne „wynalazki”?

Myślę, że to jest pozostałość po dawnych zasadach panujących w futbolu. Łatwiej było zakontraktować piłkarza z polecenia niż samemu tego zawodnika wyszukać.

Dziś też jest to czasem widoczne… Czemu skauting przez wiele klubów traktowany jest trochę po macoszemu?

Nie uważam tak do końca… to się zmienia. Powoli, ale ruszamy do przodu.

Myślisz, że w Polsce dojdzie do sytuacji, kiedy skauting stanie się rzeczywiście ważny i efektywny? Co musiałoby się stać, by funkcjonował mniej więcej tak jak w Anglii?

Wydaje mi się, że na miarę możliwości funkcjonuje to optymalnie między innymi w Lechu Poznań. W zasadzie każdy transfer – także ten trenerski – rozpatrywany jest pod kątem ściśle określonej filozofii. Są jeszcze w Polsce kluby, które mają skauting, ale myślę, że mogłyby działać na nieco większą skalę. Moim zdaniem wiele klubów w tym zakresie nie działa jeszcze na miarę pełnych możliwości.

A sami skauci? Wydaje mi się, że ich rola też jest lekceważona …

No tak. Zdarza się, że rola skauta jest bagatelizowana. Myślenie ludzi jest bardzo proste – jesteś sobie gościem, który jeździ oglądać piłkarzy. Fajne miasta, hotele etc. Życie jak z bajki. Trochę taki kibic, który jedzie na mecz i będzie musiał później napisać, co o tym sądzi. Straszne uproszczenie, bo kiedy weźmie się pod uwagę poświęcony czas, życie na walizkach i pełną dyspozycyjność, to wygląda to już trochę inaczej. Praca skauta jest bardzo fajna i wciągająca, jednak wymaga też ogromnej samodyscypliny i wyrozumiałości najbliższych.

Teraz trochę z innej beczki. Bałkany, Crvena Zvezda, Partizan Belgrad, Dinamo Zagrzeb. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem ich pracy u podstaw. Mam na myśli wyszukiwanie i szlifowanie perełek, a w późniejszej konsekwencji liczenie grubych sum z transferów. Może powinniśmy pójść tą droga?

Bałkany to specyficzny rynek, w którym dużą rolę odgrywają menedżerowie, lokalne układy i spolaryzowanie przynależności klubowych powodujące, że zawodnik z góry wie, że nie zagra w Crvenie, bo kibicuje Partizanowi, albo nie zagra w Hajduku, bo jest za Dinamem. Ten rynek jest wręcz usiany piłkarskimi talentami, bo tamtejsza społeczność ma zakorzenione w sobie cechy bardzo sportowcom potrzebne. Pamiętam, kiedy do Legii przychodził Vrdoljak – 27-letni piłkarz o bardzo dobrej renomie, kapitan mistrza kraju. Wszyscy zastanawiali się: czemu tak łatwo go oddano? Wiesz czemu? Bo na jego miejsce mieli już następcę, którego ograją i puszczą dalej za duże pieniądze. W Dinamie działa Romeo Jozak, który kilka dni temu wrócił tam na stanowisko dyrektora sportowego – świetny człowiek, fachowiec, którego swego czasu chciał u siebie mieć Arsenal. Osobiście bardzo go cenię i wiele się od niego uczę. To on odpowiada za skautingową i szkoleniową potęgę swojego klubu. Myślę, że to, czego mogą nauczyć się polskie kluby, to odwaga w stawianiu na zdolnych wychowanków.

I wracamy do podstaw. Mowie o skautingu młodzieżowym. Czym rożni się od wyszukiwania graczy pod kątem pierwszej drużyny?

Na początku naszej rozmowy wspominałem o podstawowych czynnikach – poziom gry, aktualna dyspozycja i potencjał. Inne są też potrzeby. Mając zdolnego 15-latka, który nie miał jeszcze doświadczenia w seniorskiej piłce i przeskok byłby dla niego zbyt duży, czasem łatwiej jest go wziąć do akademii i stopniowo przygotowywać do grania w pierwszej drużynie, ogrywać i oswajać z większą presją. Z kolei zespół seniorski rządzi się swoimi prawami i musi być budowany zgodnie ze ściśle określoną strategią. Kiedy z drużyny odejdzie – przykładowo – podstawowy rozgrywający, musisz mieć piłkarza gotowego na jego miejsce. Mistrzami w tym są moim zdaniem Portugalczycy. Benfica nie obawia się sprzedania podstawowego zawodnika za 30-40 milionów, bo ma już dla niego następcę – wychowanka albo piłkarza sprowadzonego za 3-4 miliony. W FC Porto funkcjonuje system, gdzie pod każdym nazwiskiem aktualnego piłkarza są nazwiska potencjalnych następców o podobnym profilu. Są gotowi na każdy scenariusz.

Bo mają wypracowany własny, dobry system, który się sprawdza. Ty jesteś zwolennikiem któregoś modelu funkcjonowania działu sportowego/skautingu?

Zależy, jakie są potrzeby i możliwości klubu. Każdy przypadek jest inny. To tak jak z artystą malarstwa – masz całą paletę różnorakich kolorów, ale użyjesz tylko tych, które sprawią, że twoje dzieło będzie najbardziej wyjątkowe.

Świetnie to powiedziałeś. Zatem „skautingowe obrazy” różnych klubów mogą być odmienne, ale zarazem równie dobre?

Oczywiście, że tak. Sęk polega nie na zbudowaniu sieci skautingu, ale na takim ułożeniu jej, by było to jak najbardziej efektywne. W malutkim klubiku można zatrudnić 20 skautów – tylko pytanie, po co? Skoro wystarczy jedna czy dwie osoby? To działa też w drugą stronę. Nie sądzę, by wspomniane wcześniej FC Porto było tak skuteczne na tylu kontynentach, mając tylko jednego skauta. Trzeba działać na miarę swoich możliwości i robić to jak najlepiej.

Podzieliłbyś skauting na jakieś poszczególne etapy?

Na pewno nie ograniczałbym skautingu tylko i wyłącznie do myślenia w perspektywie procesu transferowego. Dla mnie skauting to weryfikowanie rynku w założeniu, że piłkarza można ocenić zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Finalnym efektem powinno być posiadanie własnej bazy danych o zawodnikach pasujących bądź mogących w przyszłości stanowić wzmocnienie zespołu. Chodzi dokładnie o to, co powiedziałem w kontekście Benfiki i FC Porto. Klub powinien dysponować skautingiem po to, by zabezpieczyć się na wypadek sprzedaży zawodnika. Duże kluby obserwują piłkarzy już w wieku juniorskim. Mówiłem o Pazdanie, który w mojej opinii wzorowo przechodzi ścieżkę piłkarskiego rozwoju i nie od dziś wiedzą o nim na Zachodzie. Inne przykłady? Krychowiak i Lewandowski, którzy dziś prezentują solidny poziom. Wiem, że Lewandowski dużym graczom na europejskim rynku piłkarskim znany był jeszcze jako gracz Znicza Pruszków. Czekano jednak, aż jego umiejętności rozwiną się w taki sposób, że wyjazd za granicę nie będzie zbyt dużym przeskokiem. Tak jak Pazdan, by grać na świetnym poziomie na Euro, trafił do Legii mierzącej się na międzynarodowej arenie, tak Lewandowski, żeby trafić do BVB, musiał pokazać swoje umiejętności w Lechu Poznań.

A teraz uważaj… Nie śmiej się, to poważne pytanie. Co sądzisz na temat Football Managera? Można traktować go za wiarygodne źródło informacji o zawodnikach i weryfikować ich potencjał? Dla twórców gry też pracują skauci.

Football Manager? Fajna rozrywka (śmiech), natomiast osób, które pracują przy tej grze, nie nazwałbym skautami. Bardzo szanuję ich pracę, bo niesamowicie zaskakujące jest, jak głęboko sięgają ze swoją weryfikacją. Owszem, zbierają informacje, określają ich parametry i umiejętności. Pamiętaj jednak, że skaut zawsze występuje w imieniu klubu i poszukuje piłkarzy, którzy sprawdzą się w funkcjonującym w nim modelu.

Ale obecnie nie da się ukryć technologii wkraczającej w piłkarski świat. Programy typu Scout7, WyScout, InStat. Jak Ty zapatrujesz się na tego typu pomoce? Może wolisz wspominany notatnik i długopis?

I jedno, i drugie jest potrzebne. Programy, o których wspomniałeś, mogą dać dane liczbowe – bardzo pomocne informacje, mogą też ułatwić selekcję dzięki przefiltrowaniu bazy piłkarzy w oparciu o konkretne kryteria. Nic jednak nie zastąpi zobaczenia zawodnika na żywo – dzięki temu możesz wyrobić sobie opinię o nim, której nie da żadna statystyka. Jestem więc za połączeniem obydwu tych elementów.

Jesteś współwłaścicielem Scouts For Football, organizacji współpracującej z klubami i organizującej szkolenia skautingowe. Przyczyniacie się też do rozwoju i promocji skautingu w Polsce. Mógłbyś bliżej przybliżyć Waszą działalność?

Podstawowym założeniem, które napędza każdą markę, jest misja. Możesz prowadzić jakąkolwiek działalność, ale ważne jest, by poza celem zarobkowym mieć jakiś wyższy punkt odniesienia, który będzie cię wyróżniał i determinował. Jeśli nie usiądziesz i nie zastanowisz się, co chcesz dzięki temu wnieść do lokalnego rynku, szybko znikniesz w tłumie. Możesz tak samo zorganizować piłkarski event, ale jeśli ma być on tylko i wyłącznie spędzeniem jednego weekendu i rozjechaniem się do domu, każdy szybko o tym zapomni. Naszym założeniem – swoją drogą, wpisanym w nazwę – jest działanie dla piłki i nauczanie mechanizmów, które mogą być pomocne dla klubów – nie tylko w Polsce. Dzięki bliskiej znajomości z fachowcami z Polski, Niemiec i Portugalii, którzy mają styczność z futbolem na najwyższym, światowym poziomie, jesteśmy w stanie dać narzędzia i nauczyć, jak z nich korzystać. Dajemy je zarówno ludziom kochającym piłkę, jak i klubom piłkarskim, które coraz częściej zwracają się do nas z zapytaniami o możliwość współpracy. Zobacz, że dochodzi tu do momentu spotkania dwóch światów. Fajnie jest po kilku miesiącach spotkać uczestnika kursu, który po szkoleniu zaczął współpracę z klubem, albo zauważyć, jak preferowany przez nas model skautingu zaczyna się sprawdzać. Jest satysfakcja.

Wasza działalność jest bardzo interesująca. Ty, jeśli dobrze rozumiem, działasz w Polsce, a Michał, o którym wspomniałeś na początku, w Niemczech. Mógłbyś powiedzieć coś więcej na ten temat?

I Michał, i ja mamy trochę wspólnego z Niemcami. Michał tam się urodził i tam grał w piłkę, dlatego bardzo dobrze zna funkcjonujące tam mechanizmy, piłkarzy i drużyny. Bardzo często też tam przebywa. Ja z kolei koncentruję się na naszym krajowym rynku, który – swoją drogą – jest bardzo obiecujący. Polscy zawodnicy mają dużą motywację do ciężkiej pracy, potrafią być zdyscyplinowani i szybko się uczą. Biorąc pod uwagę koszty transferu, dla klubów z silniejszych lig to czysta inwestycja. Scouts For Football to nie tylko Polska i Niemcy. Dzięki wypracowanym relacjom poznajemy inne piłkarskie rynki Europy.

Jak chcecie się dalej rozwijać?

Szkolimy nowych specjalistów. Uczestnikom dajemy możliwość startu w świecie futbolu. Na naszych kursach coraz częściej można spotkać klubowych skautów, którzy wysyłani są do nas po dawkę nowej wiedzy. Naszym atutem, dzięki któremu i my sami ciągle się rozwijamy, jest współpraca ze specjalistami z europejskiej czołówki. Tomasz Wałdoch czy Waldemar Wrobel nie przyjeżdżają do nas tylko i wyłącznie na prelekcję – bo zaproszeń mają bardzo dużo i gdyby chcieli z nich skorzystać, zapewne musieliby ograniczyć swoje zadania w klubach. Są naszymi gośćmi, ponieważ podoba im się nasza filozofia. Sami wiele się od nich uczymy i rozwijamy.

Może mógłbyś zdradzić Wasze plany na przyszłość?

Z każdym kursem jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia, przemyślenia i pomysły. Dbamy o to, by każdy kolejny projekt był zrobieniem kroku naprzód i zaoferowaniem piłkarskiemu światu nieznanego wcześniej rozwiązania. To dla nas ważne – nie jest sztuką skopiować cudzy mechanizm. Sztuką jest wnieść coś nowego od siebie. Tak rozumiem twórczy rozwój. Odpowiadając na twoje pytanie – mamy grupę zaufanych prelegentów, mamy miejsca, do których chcemy dotrzeć. Nie chcę teraz zbyt wiele zdradzać, ale mogę zapewnić, że na pewno będzie ciekawie. Niektóre z rzeczy planujemy od mniej więcej dwóch lat.

Hm… Francja? Anglia?

Pomidor (śmiech).

Powiedz mi… Przyjmijmy, że jestem człowiekiem niemającym za wiele wspólnego z profesjonalnym futbolem. Co da mi uczestnictwo w Waszym kursie? Pytam też w nawiązaniu do tego, o co pytałem wcześniej – jak zostać skautem?

Najczęściej pojawiające się pytania wśród ludzi piszących do nas w sprawie kursów oscylują wokół zagadnień, o których mówisz – czy dostanę pracę w skautingu po kursie? Czy kurs jest dla mnie, skoro piłka nożna to tylko kibicowanie? Warto więc na nie odpowiedzieć. Tak, zdecydowanie zapraszamy każdego, kto kocha futbol. Nawet jeśli twoja styczność to kibicowanie, to dzięki naszemu kursowi możesz poznać od kuchni świat, który cię interesuje, poszerzając przy tym swoje rozumienie futbolu. Skoro ludzie, kochając narciarstwo, mogą zainwestować w swój sprzęt, skoro ktoś interesuje się nowościami technologicznymi i inwestuje w swoją pasję, skoro kogoś interesuje architektura i jeździ po świecie oglądać inspirujące konstrukcje, to czemu osoba zakochana w futbolu miałaby nie przyjść na kurs? Nieczęsto ma się okazję porozmawiać z ludźmi, którzy piłkarzy światowego topu znają od podszewki.

Ale tego, że zawodowo będę zajmował się skautingiem, nie jesteście w stanie zagwarantować?

To zależy tylko i wyłącznie od ciebie. To tak jak dobre studia – możesz ukończyć prawo na najbardziej renomowanym uniwersytecie świata, ale to, czy zostaniesz światowej sławy prawnikiem, jest zależne tylko i wyłącznie od tego, jak wykorzystasz wiedzę, którą ci przekazano. Przychodząc na nasz kurs, dostajesz od ludzi z ogromną wiedzą i doświadczeniem konkretną dawkę informacji, które na pewno nie zaszkodzą.

Dodatkowa wiedza zawsze się przyda, ale nurtuje mnie pytanie – jak ją zweryfikować, kiedy nigdy nie zajmowałem się czymś podobnym?

Nie kończymy na jednym weekendzie, lecz zapraszamy do tego, by swoje umiejętności wcielić w praktykę. W zeszłym roku – w maju – zainicjowaliśmy coś takiego jak nasz autorski System Edukacji Skauta. Polega on na ukończeniu kursu i przygotowywaniu własnych raportów, które weryfikowane przez nasz sztab, mogą zaowocować zaproszeniem na staż. Chociażby uczestnicy marcowego szkolenia w Warszawie dostali zaproszenie do Łęcznej, wcześniej podobnie było z Piastem Gliwice czy Wisłą Kraków, z którą mamy po dziś bardzo dobre relacje.

Komentarze:
  • E301

    Świetny wywiad, fajnie ogólnie że ten rynek scoutingu w PL się rozwija, mimo wielu przeciwności. Im więcej scoutów i im wyższy ich poziom, tym lepiej będzie z polską piłką.

  • AS

    Wszystko fajnie, ale Polska to Polska. Trochę czasu jeszcze minie żeby to dobrze działało.

  • MD

    Świetny wywiad, powodzenia Panie Grzegorzu, wiele sukcesów.

Przeczytaj także: