Michał Krzeszowski

Rozpoczynają się 14. klubowe mistrzostwa świata

Faworytem europejski przedstawiciel

06 grudnia 2017

6 grudnia zawsze kojarzy się z mikołajkami. Dla fanów piłki nożnej 6 grudnia 2017 to ostatni dzień fazy grupowej Ligi Mistrzów. Ponadto dla najbardziej zagorzałych kibiców, a nawet bardziej dla takich „egzotycznych” ten dzień ma dodatkowy powód do radości. O godzinie 18:00 meczem Al-Jazira – Auckland City rozpoczną się 14. klubowe mistrzostwa świata.

Tegoroczna edycja klubowych mistrzostw świata odbędzie się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Mecze będą rozgrywane na dwóch stadionach. Pierwszym z miast goszczącym najlepsze drużyny globu będzie Al Ajn, gdzie mieści się 25-tysięczny stadion – Hazza Bin Zayed. Na tym obiekcie odbędzie się mecz otwarcia, spotkanie o 5. miejsce oraz pierwszy półfinał. Drugim z miast jest Abu Zabi ze stadionem o pojemności 49,5 tys. – Zajid Ar-Rijadija. Ten obiekt będzie gościć piłkarzy w trakcie starć ćwierćfinałowych, drugiego półfinału, meczu o 3. miejsce oraz finału.

Uczestnicy klubowych mistrzostw świata

Al-Jazira Club (ZEA)

Gospodarze biorą udział w mistrzostwach po raz pierwszy. Reprezentują Zjednoczone Emiraty Arabskie jako mistrz krajowy. W obecnym sezonie w lidze zajmują 4. miejsce ze stratą sześciu punktów do lidera. Al-Jazira brała udział w tegorocznej edycji azjatyckiej ligi mistrzów, ale w fazie grupowej nie wygrała żadnego spotkania. Dwa remisy pozwoliły jej na zajęcie ostatniego miejsca w grupie. Za przeciwników miała katarski Al-Duhail, irański Esteghlal Khuzestan oraz arabski Al-Fateh, czyli drużyny niemówiące nic europejskiemu kibicowi piłki nożnej. Dwie pierwsze ekipy wyszły z grupy, ale przygoda z Ligą Mistrzów zakończyła się dla nich na 1/8 finału. To pokazuje, z jaką „mocą” spotkała się Al-Jazira i można łatwo domyślić się, co zaprezentuje na klubowych mistrzostwach świata.

Kadra mistrza ZEA składa się z rodzimych zawodników oraz czterech obcokrajowców. Dwóch z nich może być znanych fanom piłki europejskiej. Pierwszy to Lassana Diarra. Ten defensywny pomocnik grał w takich drużynach, jak: Chelsea, Arsenal czy Real Madryt. Przywdziewał 32-krotnie koszulkę reprezentacji Francji. W kwietniu trafił do Al-Jaziry. Drugi to reprezentant Maroko – Moubarak Boussoufa, którego pamięta się z występów w Anderlechcie. Poza grą w Belgii Marokańczyk występował także w Rosji – Anżi oraz Lokomotivie. W lipcu przeszedł do mistrza ZEA. Znaną postacią jest szkoleniowiec – Henk ten Cate. Holender był asystentem trenera w FC Barcelona, kiedy prowadził ją Frank Rijkaard. Był również drugim szkoleniowcem u boku Avrama Granta w Chelsea. W ostatnich latach już nie trenował mocniejszych europejskich drużyn. Dla niego Al-Jazira jest czwartą drużyną z Azji, którą prowadzi samodzielnie.

Auckland City FC (Nowa Zelandia)

Mistrzów Oceanii śmiało można nazywać weteranami klubowych mistrzostw świata. Na tej imprezie pojawią się po raz ósmy. Od kiedy w turnieju startuje siedem drużyn, zawsze w meczu otwarcia pojawia się przedstawiciel Oceanii. Oczywiście najczęściej drużyna z tego regionu odpadała w pierwszym starciu, ale dla Auckland City najlepszy był rok 2014. Wtedy to ekipa z Nowej Zelandii była największą niespodzianką turnieju, w którym doszła aż do półfinału (porażka z San Lorenzo 1:2). Jakby tego było mało, w meczu o 3. miejsce pokonała po rzutach karnych meksykański Cruz Azul. Na ten moment w lidze i w całym regionie Auckland City nie ma sobie równych. Zazwyczaj ta drużyna sprowadzana jest na ziemię w klubowych mistrzostwach świata. Ich celem, jak zawsze, będzie wygrana w pierwszym meczu.

W kadrze Auckland City próżno szukać znanych nazwisk. Co prawda zespół nie składa się wyłącznie z rodzimych zawodników, ale Oceania jest mało atrakcyjnym miejscem dla piłkarzy z innych rejonów. Jedyną osobą, która może rzucać się w oczy, ale to tylko zagorzałym fanom LaLiga, jest hiszpański bramkarz Enaut Zubikarai. 33-latek w przeszłości był zawodnikiem Realu Sociedad. Nie grał tam pierwszych skrzypiec, tylko czasami zastępował podstawowych golkiperów. Najlepszym strzelcem nowozelandzkiej ekipy jest Emiliano Tade. Argentyńczyk pozostaje graczem anonimowym nawet dla krajan.

Urawa Red Diamonds (Japonia)

Na którąś z dwóch wcześniej wymienionych ekip w ćwierćfinale czeka mistrz azjatyckiej LM. Urawa okazała się najlepsza na kontynencie po raz drugi w swojej historii. Łatwo o to trofeum nie było. Fazę grupową Japończycy przeszli bez większego wysiłku, ale schody rozpoczęły się dopiero w fazie pucharowej. W 1/8 finału, ćwierćfinale, półfinale i nawet w finale atutem okazywało się własne boisko. Ani razu nie udało się wygrać z rywalem na murawie przeciwnika i za każdym razem w rewanżu zdołano odrabiać straty. Niestety tak kolorowo dla Urawy nie było w lidze japońskiej, co może oznaczać małe przetrzepanie składu po klubowych mistrzostwach świata (7. miejsce w lidze: brak awansu do Ligi Mistrzów). Na tym turnieju zagra drugi raz w historii. Za pierwszym razem w 2007 roku udało się zdobyć brązowy medal.

W kadrze tej azjatyckiej drużyny nie ma znanych nazwisk. Z perspektywy gry przeciwko Japonii na mistrzostwach świata warto zwrócić uwagę na pięciu graczy powołanych na ostatnie mecze Japończyków. Z Belgią w wyjściowej jedenastce zadebiutował pomocnik Kazuki Nagasawa. W tym samym spotkaniu w pierwszym składzie zagrał jego kolega z drużyny, obrońca Tomoaki Akino. Obaj w przeszłości byli zawodnikami 1. FC Koeln. Obaj najprawdopodobniej znajdą się w reprezentacji na mundial w Rosji. Obok nich selekcjoner powołał jeszcze bramkarza Shusaku Nishikawę, obrońcę Wataru Endo oraz napastnika Shinzo Korokiego. Snajper Urawy w zakończonym niedawno sezonie ligowym zdobył 20 bramek, co było trzecim wynikiem w J-League.

Wydad Casablanca (Maroko)

W drugim ćwierćfinale pierwszym przedstawicielem jest zwycięzca afrykańskiej Ligi Mistrzów. Dla Wydad (debiutant na KMŚ) miniony sezon był znakomity. Marokańczykom udało się zdobyć mistrzowską paterę oraz po trudnym boju wygrać drugi raz w historii Ligę Mistrzów. Wydad miał podobną drogę do mistrzostwa jak Urawa, z jedną małą różnicą. Kolorowo nie było w fazie grupowej, w której po trzech kolejkach miał tylko jedno zwycięstwo. Na szczęście w rewanżach wygrał wszystkie spotkania, a i rywale zaczęli się potykać. W fazie pucharowej tak jak Japończycy wykorzystywał atut własnego boiska, przechylając szalę zwycięstwa na swoją stronę.

W kadrze Wydadu trudno znaleźć znane nazwiska. Nie pomaga nawet znajomość kadry Maroka, bo bazuje ona w dużej mierze na piłkarzach grających w Europie. Zawodnicy dostający powoływanie z rodzimej kadry to ofensywni Achraf Bencharki oraz Ismail El Haddad. Obaj nie zaliczają jak na razie wielu występów w narodowej koszulce. Pierwszy z nich był drugim najlepszym strzelcem w afrykańskiej Lidze Mistrzów z pięcioma golami na koncie.

CF Pachuca (Meksyk)

Rywalem Marokańczyków będzie zwycięzca Ligi Mistrzów strefy CONCACAF. Pachuca zagra czwarty raz na klubowych mistrzostwach świata. Raz udało się zająć 4. miejsce. Droga do wygranej w Lidze Mistrzów była taka sama jak w przypadku dwóch wcześniej wspominanych ekip. Tradycyjnie wykorzystanie atutu swojego boiska pozwoliło na zdobycie trofeum. Ta meksykańska drużyna za każdym razem wygrywała, gdy dostawała się do finału. Jest to ich piąty triumf, a od niej w strefie CONCACAF są lepsze tylko dwie ekipy.

Pachuca aktualnie nie dostarcza kadrowiczów dla swojego kraju, ale w jej składzie można znaleźć parę znanych nazwisk. Fani MLS powinni kojarzyć Amerykanina Omara Gonzaleza. W przeszłości grał w LA Galaxy, gdy w tej drużynie brylowali London Donovan czy David Beckham. Do końca ostatnich eliminacji na mundial był regularnie powoływany do kadry USA. Oscar Murillo, czyli drugi ze stoperów Pachuki, występuje aktualnie w kadrze Kolumbii. Najbardziej znaną postacią meksykańskiej drużyny jest Keisuke Honda. Japończyk latem trafił do Meksyku i stanowi ważny element swojej drużyny. To, że nie jest tam tylko dla odcinania kuponów, najlepiej pokazuje poniższe wideo.

Gremio Porto Alegre (Brazylia)

Przedstawiciel Ameryki Południowej to co roku inna drużyna. Tylko Corinthians może zaliczyć na swoim koncie dwa udziały w klubowych mistrzostwach świata. W tym roku do ZEA przyjedzie Gremio. Ekipa z Porto Alegre przez całą edycję Copa Libertadores przegrała tylko dwa spotkania. Jedno w fazie grupowej oraz jedno w półfinale. W obu przypadkach była już pewna udziału w następnej rundzie. Brazylijczycy w finale nie dali żadnych szans argentyńskiemu Lanus. Najpierw wygrali u siebie 1:0, a później, strzelając szybko dwa gole, przypieczętowali tytuł (ostatecznie zwyciężyli 2:1).

Selekcjoner kadry Brazylii nie boi się powoływać zawodników z rodzimej ligi czy nawet z Chin. Niestety na razie nikt z Gremio nie dostąpił zaszczytu dłuższego utrzymania się na liście powołań. Jest oczywiście kilku starszych zawodników, których kibice powinni pamiętać. Pomocnik Cicero grał swego czasu w Berlinie dla Herthy. Pedro Geromel też spędził kilka lat w Niemczech. Występował na obronie w barwach Koeln. Polscy kibice z pewnością pamiętają pierwszego rywala Roberta Lewandowskiego z Borussii Dortmund. Lucas Barrios jest teraz napastnikiem Gremio. To jednak nie oni są kluczowymi postaciami brazylijskiej drużyny. Pierwszym z głównych ogniw jest Luan. 24-latek głównie operujący za napastnikiem w Copa Libertadores strzelił osiem bramek, co było drugim najlepszym wynikiem w rozgrywkach. Kolejny to Arthur. 21-latek jest centralnym pomocnikiem i mimo że nie notuje za dużo liczb (gol i asysta w sezonie), to jego usługami bardzo interesuje się FC Barcelona. Hiszpański klub podobno już odbył pierwsze rozmowy z zawodnikiem Gremio, co nie spodobało się za bardzo stronie brazylijskiej.

Real Madryt (Hiszpania)

Ostatni przedstawiciel klubowych mistrzostw świata jest nam wszystkim doskonale znany. Real Madryt jako pierwsza drużyna w historii obronił trofeum Ligi Mistrzów. Teraz jako pierwszy może obronić jeszcze tytuł najlepszej drużyny świata. Jeżeli wygra turniej w ZEA, to zrówna się w liczbie mistrzostw z Barceloną, która wygrywała je do tej pory trzykrotnie. Nie ma co się oszukiwać, „Królewscy” są faworytami. Ostatni raz drużyna spoza Europy wygrywała KMŚ w 2012 roku. Od tego czasu to drużyny ze Starego Kontynentu dominują w tych rozgrywkach. Przed rokiem dość niespodziewanie Real potrzebował dogrywki do pokonania Kashimy Antlers. Hiszpanie nie będą oszczędzać kluczowych zawodników. O ile w półfinale może pojawić się parę niespodzianek w składzie, to już w finale zobaczymy najsilniejszy skład.

Problem a jego rozwiązanie

Największym problemem klubowych mistrzostw świata jest frekwencja oraz popularność tych rozgrywek. Rok temu w zasadzie tylko występy Realu Madryt gwarantowały wypełnienie trybun. Dodatkowo turniej rozpoczyna się w trakcie trwania rozgrywek ligowych i często nawet nie jest zauważany przez przeciętnych kibiców. Nad rozwiązaniem tego problemu pracuje FIFA na czele z Giannim Infantino. Prezydent Federacji Piłkarskiej jest już autorem wielu nowych pomysłów, które weszły do futbolu. Niewykluczone, że szybko postąpi z wejściem w życie nowego formatu klubowych mistrzostw świata.

Pierwsza sprawa to przeniesienie mistrzostw z grudnia na czerwiec. Zmiana terminu miałaby gwarantować większą frekwencję oraz oglądalność. Zmieniłaby się jeszcze częstotliwość turnieju. Nie byłby rozgrywany co roku, tylko co cztery lata. Dodatkowo miałaby się zwiększyć liczba uczestników. Pierwsza wersja zakładała nawet udział 32 drużyn. Przed grudniowym losowaniem mundialu 2018 pojawiła się świeża informacja o 24 zespołach i pierwszym starcie tego formatu w 2021 w miejsce Pucharu Konfederacji. Hiszpańska „Marca” podaje, że w gronie tych zespołów miałoby znaleźć się 12 drużyn reprezentujących Europę. Czterech ostatnich triumfatorów Ligi Mistrzów, czterech finalistów oraz cztery najwyżej rozstawione drużyny w rankingu UEFA. Uczestnicy mieliby być podzieleni na osiem grup po trzy drużyny, a z nich wychodziłoby po jednym zespole. Faza pucharowa zaczynałby się od ćwierćfinału. Same mistrzostwa miałby trwać trzy tygodnie.

Na razie proces reorganizacji rozgrywek jest na etapie propozycji i pewnie jeszcze zostaną rozegrane co najmniej dwie edycje w dotychczasowej formie. Trzeba liczyć na to, że w klubowych mistrzostwach świata zobaczymy ciekawe spotkania. Może będzie jak przed rokiem, kiedy to i nawet europejska ekipa musiała mocno postarać się o wygranie w finale. Ale o to, jak pokazują ostatnie lata, będzie bardzo trudno.

Komentarze:
Przeczytaj także: