Piotr Szymczuk

Kaczki transferowe: Roszady transferowe w Legii Warszawa

Zmiany kadrowe przed dwumeczem z Ajaksem

Grzegorz Rutkowski
08 stycznia 2017

Czas na kolejny odcinek naszego cyklu. Dziś bardzo dużo miejsca poświęcimy dwóm krajom: Polsce i Chinom. Polsce, bo właśnie w ostatnich dniach w kilku polskich klubach dopinano bardzo ważne transakcje. W Chinach z kolei nikt nie myśli, aby zatrzymać zakupowe szaleństwo, a kluby przeprowadzają kolejne roszady transferowe, które dotyczą coraz mocniejszych nazwisk.

Transfery, które zostały sfinalizowane

Kto: Bartosz Bereszyński
Skąd: Legia
Dokąd: Sampdoria

W ostatnich kilkunastu dniach jedno z najgorętszych nazwisk, które przewijały się w spekulacjach dotyczących możliwego transferu. Kilka dni temu stało się to, co było przez ostatnie dni prognozowane. Bartosz Bereszyński dołączył do Sampdorii i został drugim, po Karolu Linettym, Polakiem, który będzie grał w barwach genueńskiego klubu.

Bereszyński ma za sobą udaną rundę jesienną. Grał z sukcesami w Lidze Mistrzów, dodatkowo dostał powołanie na dwa mecze listopadowe (zagrał we Wrocławiu ze Słowenią i był to występ bardzo przyzwoity), nic więc dziwnego, że jego osiągnięcia nie umknęły zagranicznym klubom. Nie wiemy, czy Polak zadebiutuje już w meczu z Napoli (tekst był pisany przed meczem), ale szanse na to są spore, ponieważ były zawodnik Lecha Poznań ma być tym, który wniesie stabilizację do defensywy Sampdorii.

Zadanie ułatwi fakt, że w tym okienku transferowym Bereszyńskiemu ubędzie mocny rywal – 19-letni Pedro Pereira, który w tym sezonie ligowym rozegrał dziewięć meczów ligowych. Portugalczyk wróci do ojczyzny, do Benfiki Lizbona. Co ciekawe, do Sampdorii trafił właśnie z Benfiki dwa lata temu.


Kto: Daniel Chima Chukwu
Skąd: Shanghai Shenxin
Dokąd: Legia

Był transfer z Legii Warszawa, czas na transfer do Legii Warszawa. Nie będzie to następca Bartosza Bereszyńskiego, choć jeszcze kilka lat temu tę tezę mogliśmy postawić. W zamyśle ma być to jednak następca sprzedanego do Chicago Fire Nemanji Nikolicia.

Daniel Chima Chukwu – tak nazywa się bohater tej części. Z pewnością dla wielu sympatyków Legii, czy w ogóle całego polskiego futbolu, to nazwisko mogą mieć z tyłu głowy, bo brzmi znajomo i coś mówi. Jeżeli ktoś jeszcze ma wątpliwości, już spieszymy z wyjaśnieniem.

Nigeryjczyk dał się we znaki warszawianom trzy lata temu (latem 2013 roku), kiedy Legia rywalizowała o Ligę Mistrzów. W trzeciej rundzie eliminacji trafiła na Molde i w składzie Norwegów biegał właśnie nasz bohater, który sprawiał polskim obrońcom ogromne problemy, a w pierwszym meczu, u siebie, strzelił nawet bramkę.

Półtora roku później dla Nigeryjczyka skończył się etap norweski, a zaczął chiński. Trafił do Shanghai Shenxin i niemal z miejsca trafił do wyjściowego składu. W sezonie 2015 (Chińczycy grają systemem wiosna–jesień) strzelił dziesięć goli i możemy powiedzieć, że był jednym z niewielu jasnych punktów w klubie, ponieważ zespół z hukiem spadł o klasę niżej.

Sezon po spadku, a więc 2016, nie był rewelacyjny, ponieważ Shanghai Shenxin zajął 10. miejsce wśród 16 drużyn na zapleczu. Przed Nigeryjczykiem teraz zupełnie inne wyzwania. Walka o mistrzostwo Polski, a na dodatek dwumecz z Ajaxem Amsterdam w ramach Ligi Europy. Jeżeli z gry Chimy Chukwu będzie emanował taki sam optymizm, jak z jego słów w pierwszych wywiadach, istnieje realna szansa, że to będzie bardzo dobre wzmocnienie warszawskiego klubu.


Kto: Richard Guzmics
Skąd: Wisła Kraków
Dokąd: Yanbian Funde

Bardzo płynnie przechodzimy do kolejnych wątków. Przy Chimie Chukwu zahaczyliśmy o Państwo Środka; kolejny piłkarz, którego weźmiemy pod lupę, również ma, a właściwie niedługo będzie miał, silne powiązania z tym krajem. Mowa o byłym już obrońcy Wisły Kraków.

Dla Węgra był to przyzwoity rok. Imprezą, tak możemy chyba powiedzieć, jego życia były czerwcowe mistrzostwa Europy. Guzmics zagrał we wszystkich czterech meczach Węgrów w pełnym wymiarze czasowym, a przygoda Madziarów z turniejem zakończyła się na 1/8 finału i porażce z Belgami.

Węgierski obrońca mógł już latem opuścić klub i przenieść się do Pescary, wówczas jednak tę transakcję zablokowali działacze. Teraz nic nie stało na przeszkodzie, a Guzmics dołączył do szerokiego grona zawodników, którzy zdecydowali się grać w Chinach. Guzmics podpisał z Yanbian Funde roczny kontrakt.

No właśnie, a co można powiedzieć o nowym pracodawcy reprezentanta Węgier? Jest to klub, który w zeszłym sezonie zajął dziewiąte miejsce w lidze chińskiej, do której awansował w 2015 roku, po 15 latach przerwy. W zespole nie ma jakiś wielkich nazwisk, składa się on w prawie 100% z zawodników z Azji (Chińczyków i Koreańczyków z Południa).


Kto: John Obi Mikel
Skąd: Chelsea
Dokąd: Tianjin Teda

No i znów te Chiny! – można rzec z przekąsem. Oscar, Tevez, Witsel czy nawet „nasz” Richard Guzmics – Ci piłkarze w ostatnich dniach postanowili się spakować i wybrać daleką podróż do Chin. Do tego grona dołącza kolejny znany piłkarz – John Obi Mikel.

Biorąc pod uwagę ostatnie miesiące Nigeryjczyka, wydaje się, że ten ruch może okazać się słuszny. Obi Mikel w tym sezonie nie rozegrał żadnego meczu w barwach „The Blues”, a jesienią wychodził na boisko jedynie w meczach reprezentacji narodowej.

John Obi Mikel, który trafił w 2006 roku do Chelsea (wcześniej chciał go m.in. Alex Ferguson i Manchester United), nie odchodzi jednak z pustymi rękoma. W barwach Chelsea dwukrotnie wygrał Premier League, czterokrotnie FA Cup, dwukrotnie Puchar Ligi, a w 2012 roku Ligę Mistrzów (zagrał w wyjściowym składzie w finale z Bayernem). Jeżeli dodamy do tego jeszcze sukcesy z kadrą narodową (m.in. wygrana w Pucharze Narodów Afryki w 2013 roku), widzimy, że te ponad dziesięć lat spędzone na Stamford Bridge nie były dla niego stracone. Ba, były bardzo owocne.


Kto: Yunus Malli
Skąd: Mainz
Dokąd: Wolfsburg

Ten transfer w czwartkowy wieczór po prostu lekko zszokował piłkarskie Niemcy. Wolfsburg pozyskał kolejnego bardzo ciekawego piłkarza, który daje nadzieję, że runda wiosenna będzie dużo, dużo lepsza.

Yunus Malli, bo o nim mowa, dołączył do „Wilków” za 12,5 miliona euro. Jego nazwisko było już łączone z wieloma klubami w poprzednich oknach transferowych (media szukały dla niego miejsca m.in. w Borussii Dortmund), ostatecznie w Mainz grał do końca rundy jesiennej sezonu 2016/2017. I nie zawodził – jego sześć goli ligowych może być najlepszym tego dowodem. Dla Mainz była to też jedna z ostatnich okazji, aby na nim zarobić, ponieważ jego kontrakt obowiązywał do 2018 roku.

Jaka będzie rola reprezentanta Turcji w nowym klubie? Według niemieckich mediów został ściągnięty głównie jako alternatywa dla mającego permanentne problemy zdrowotne (teraz zmaga się z kontuzją kolana) Daniela Didaviego. Dodajmy też, że transfer Malliego jest pierwszym za kadencji nowego menedżera – Olafa Rebbe. Czy skutecznym? Czas pokaże.

Według niemieckich mediów Yunus Malli został ściągnięty głównie jako alternatywa dla mającego permanentne problemy zdrowotne Daniela Didaviego.

Spekulacje transferowe

Kto: Rafał Janicki
Skąd: Lechia Gdańsk
Dokąd: Bologna
Prawdopodobieństwo transferu: duże

Kolejny Polak zamelduje się na Półwyspie Apenińskim? Jest to możliwe, ponieważ z Bologną jest łączony Rafał Janicki. Są to oczywiście ciągle jeszcze spekulacje, ale biorąc pod uwagę fakt, że ten scenariusz nakreślił ceniony dziennikarz – Gianluca Di Marzio, jest on prawdopodobny.


Kto: Dusan Kuciak
Skąd: Hull City
Dokąd: Legia Warszawa
Prawdopodobieństwo przeprowadzenia transakcji: możliwa

Dusan Kuciak nie ma praktycznie żadnych szans na regularną grę w Hull City. Wobec tego prawdopodobnie w najbliższym czasie zmieni klub. Sam zainteresowany przyznał, że dostał od Anglików pozwolenie na zmianę barw oraz że nie chce wracać już teraz do ojczyzny. Wśród zespołów, które łączy się z Kuciakiem, jest m.in. Legia Warszawa.


Kto: Pierre-Emerick Aubameyang
Skąd: Borussia Dortmund
Dokąd: Shanghai Shenhua
Prawdopodobieństwo transferu: praktycznie zerowe

Tę informację trzeba potraktować bardziej w kategoriach ciekawostki. O Chińczykach sporo było dziś (ale nie tylko), również Ci szastający forsą Chińczycy wzięli na celownik kolejnego gracza. Tym razem Aubameyanga, za którego byliby skłonni zapłacić ok. 150 milionów euro, a jemu samemu dać gażę w wysokości ponad 40 milionów euro. Niemal wszystko wskazuje na to, że do transferu nie dojdzie, a Aubameyang będzie cieszył grą kibiców Borussii jeszcze co najmniej kilka miesięcy.

 

 

 

Komentarze:
Przeczytaj także: