Mateusz Mazur

Powrót Rooneya, dwa gole Lukaku. Pierwsza kolejka Premier League

Podsumowujemy wydarzenia pierwszej kolejki Premier League

www.opnlttr.com
15 sierpnia 2017

Fani angielskiej piłki w końcu się doczekali. Po niespełna trzymiesięcznej przerwie wraca najlepsza, najciekawsza, najbardziej wyrównana (niepotrzebne skreślić) liga w Europie. Pierwsza kolejka stała przede wszystkim pod znakiem debiutów i powrotów, a w zasadzie jednego najważniejszego powrotu, którego oczekiwała co najmniej połowa hrabstwa Merseyside. Mieliśmy grad bramek, walkę do ostatnich minut i pierwsze wpadki faworytów. Premier League wraca w wielkim stylu.

7 goli na otwarcie

94 sekundy – tyle potrzebował Alexandre Lacazette na zdobycie swojej pierwszej bramki w Premier League. Tym samym już w drugiej minucie spotkania zapoczątkował niesamowicie emocjonującą wymianę ciosów, która trwała do ostatnich chwil meczu. Na gola Francuza błyskawicznie odpowiedział niezniszczalny Shinji Okazaki, a 24 minuty później świetne dośrodkowanie Albrightona wykorzystał Jamie Vardy i wyprowadził „Lisy” na prowadzenie. Kiedy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się wynikiem 1:2, pięciu obrońców Leicester uznało, że jeśli staną w miejscu i równocześnie skierują ręce ku górze (sygnalizując spalonego), to skutecznie powstrzymają Welbecka przed strzeleniem gola – tak się jednak nie stało i „Kanonierzy” wyrównali stan rywalizacji. 56. minuta zaowocowała w kolejną bramkę dla Leicester. Gapiostwo Xhaki przy jednym z rzutów rożnych wykorzystał Jamie Vardy i podopieczni Craiga Shakespeare’a ponownie wyszli na prowadzenie.

Londyńczycy za wszelką cenę starali się odmienić losy meczu, gole jednak wciąż nie padały. Arsene Wenger postanowił więc postawić wszystko na jedną kartę – na boisku pojawili się Aaron Ramsey i Olivier Giroud, których wejście zdecydowanie ożywiło grę ofensywną drużyny. W końcowej fazie spotkania trójkę obrońców Arsenalu tworzyli Monreal, Bellerin i Kolasinac, ale jak się później okazało, ryzyko w pełni się opłaciło. W 83. minucie ponownie zaspała obrona Leicester, a wprowadzony niedawno Ramsey wykorzystał niemal stuprocentową sytuację i było już 3:3. Ostateczny cios wyprowadził człowiek od zadań specjalnych – Olivier Giroud. Harry Maguire i Wes Morgan za wszelką cenę starali się sprawić, by Francuz nie oderwał nawet stóp od murawy, ale wyglądało to tak, jakby Giroud ich nawet nie zauważył. Strzałem pod poprzeczkę pokonał Kaspera Schmeichela i dał Arsenalowi drugie w ciągu ostatnich siedmiu lat zwycięstwo w meczu otwierającym sezon.

Pokaz siły

Jeśli mielibyśmy tylko na podstawie pierwszej kolejki określić, która drużyna ma największe szanse na mistrzostwo, to bez wątpienia postawilibyśmy na Huddersfield Manchester United. Podopieczni Jose Mourinho zdeklasowali West Ham, choć trzeba też powiedzieć, że „Młoty” nie stawiały zbyt wielkiego oporu. Dziury w obronie starał się łatać niezmordowany Pablo Zabaleta, ale momentami wyglądało to, jakby Argentyńczyk starał się gołymi rękami zatrzymać zmierzający w jego kierunku czołg. Strzelanie rozpoczęło się w 33. minucie. W środku pola niefrasobliwość Obianga wykorzystał Matić i rozpoczął kontratak, który strzałem przy słupku wykończył Lukaku. Belg drugiego gola dołożył zaraz po przerwie, tym razem po uderzeniu głową. West Ham nie miał piłkarskich argumentów, aby w jakiś sposób odpowiedzieć „Czerwonym Diabłom”, nie dziwi więc, że nie możemy również nic dobrego powiedzieć o grze wracającego do Anglii „Chicharito”. W końcówce spotkania rywali dobili jeszcze Martial i Pogba, który zdobytym golem udokumentował swoje bardzo dobre spotkanie.

Wyróżnienia

1. Debiutanci dali radę

Adaptacja? Aklimatyzacja? Wydaje się, jakby te zwroty w ogóle nie istniały w języku angielskim. Morata, który rzekomo jest jeszcze niegotowy fizycznie, wchodzi na boisko, strzela gola i zalicza asystę, niemal odmieniając losy przegranego spotkania. Wejście smoka zaliczyli też przybysze zza kanału La Manche. W piątek gola w drugiej minucie swojego pobytu na boisku strzelił Lacazette, a bohaterem soboty został Steve Mounie – zdobywca dwóch bramek dla beniaminka z Huddersfield. Ładnie przedstawił nam się także nowy obrońca West Bromu – Ahmed Hegazi – który nie dość, że ustrzelił gola na wagę zwycięstwa, to jeszcze rozegrał kapitalne spotkanie w defensywie. Nie można też oczywiście zapomnieć o Seadzie Kolasinacu. Bośniak kilka błędów w grze obronnej nadrobił świetnymi wyjściami do przodu, gdzie dzielił i rządził, a nawet zaliczył asystę.

2. Huddersfield

Beniaminek zaliczył efektowne wejście do elity i w pierwszym meczu rozbił Crystal Palace 3:0. Skuteczna gra w ofensywie, gdzie szalał wspomniany wcześniej Mounie, skuteczny pressing, który niemal zupełnie wyłączał z gry najgroźniejszych piłkarzy rywala – Huddersfield zrobiło na wszystkich bardzo dobre pierwsze wrażenie.

3. Powrót Wayne’a Rooneya

„Wazza” wraca na Goodison Park w wielkim stylu. Jego atomowy strzał głową w końcówce pierwszej połowy okazał się nie do obrony dla Jacka Butlanda, a cała sytuacja przypominała trochę pamiętny powrót Henry’ego na The Emirates. Eksplozja radości na trybunach i szalejący ze szczęścia Rooney – trzeba przyznać, że brakowało nam takiego obrazka. A mecz na tym się nie skończył – w drugiej połowie były gracz Manchesteru United świetnie rozgrywał piłkę i niewiele brakowało, a dopisałby do swojego dorobku asystę.

Nagany

1. Pierwsza połowa w wykonaniu Chelsea

Gra mistrza Anglii w pierwszej części meczu przeciwko Burnley była katastrofalna i nie usprawiedliwia tego nawet czerwona kartka obejrzana przez Garry’ego Cahila. Piłkarze Chelsea pozwolili przeciwnikom uwierzyć, że posiadając na boisku o jednego piłkarza więcej, zyskują ogromną przewagę. Burnley mądrze grało piłką, unikało strat i punktowało mistrza Anglii, który obudził się dopiero w drugiej połowie i pokazał, że nawet mając dwóch zawodników mniej, jest w stanie toczyć równorzędną walkę.

2. Idiotyczne zachowania Fabregasa i Shelveya

Obaj panowie stracili na chwilę kontakt z bazą, co w przypadku Fabregasa prawdopodobnie uniemożliwiło Chelsea osiągnięcie remisu, a w przypadku Shelveya znacznie ułatwiło zadanie Tottenhamowi.

3. Obrona Liverpoolu

Problem z bronieniem się przy stałych fragmentach gry ciągnie się już jakiś czas i na razie nie wygląda na to, żeby mogło ulec poprawie. Złe ustawienie strefy przy pierwszym i trzecim golu, które padły po rzutach rożnych (trzeci gol zdobyty ze spalonego) oraz kompletny chaos przy drugiej straconej bramce. Jeśli Liverpool rzeczywiście planuje włączyć się do walki o mistrzostwo, to ma w kwestii obrony sporo do poprawy.

Notes taktyka

Jeszcze kilka dni temu przed rozpoczęciem sezonu zastanawialiśmy się, jak będzie wyglądać zmodernizowany zespół Pepa Guardioli. To po drużynie Hiszpana eksperci i kibice zdają się oczekiwać największej zmiany na plus. W tym samym czasie jednak przed równie ciekawymi pytaniami stawał ich rywal zza miedzy. I jeśli mielibyśmy po pierwszej kolejce zobrazować korespondencyjny pojedynek pomiędzy szkoleniowcami obu zespołów, to jak na razie prowadzenie objął Jose Mourinho. Bo to on jako pierwszy pokazał, że jego letnie inwestycje mogą z dużą dozą prawdopodobieństwa okazać się strzałami w dziesiątkę.

Matić ważnym elementem układanki

Nieoczywisty przykład? Nemanja Matić. Środkowy pomocnik nigdy nie był i raczej nie zostanie typem gracza, którego zasługi w środkowej strefie wszyscy zaczną dostrzegać w pierwszej kolejności. Ale trudno zaprzeczyć faktom, które łatwo dostrzec po nieco bardziej wnikliwej analizie. W niedzielnym spotkaniu Matić był odpowiedzialny za blisko 60 dokładnych podań, z czego część należała do odważnych, długich zagrań. Jedno z nich zapoczątkowało zresztą akcję bramkową. Oprócz waloru ofensywnego, w grze defensywnego pomocnika nie zabrakło również solidności w grze obronnej. Udało mu się aż siedmiokrotnie zatrzymać rywali i przechwycić piłkę.

Jeszcze długo przed rozpoczęciem sezonu wielu wiedziało, jak duży wpływ może mieć jego transfer na grę całego Manchesteru. Serb już w Chelsea był jedną z pierwszych decyzji transferowych Jose Mourinho. Szybko również wtargnął do grona kluczowych zawodników Portugalczyka. Nie zdziwimy się więc, gdy i w Manchesterze okaże się brakującym elementem układanki. Bo każdy się zgodzi, że takiego zawodnika w zespole z Old Trafford po prostu brakowało, choć szukano od dłuższego czasu np. w postaci Bastiana Schweinsteigera.

Więcej miejsca dla Pogby

Pojawienie się Maticia w podstawowej jedenastce może również oznaczać doskonałą wiadomość dla miłośników talentu Paula Pogby. Dzięki obecności solidnego pomocnika odpowiedzialnego za sferę defensywną Francuz od tej pory będzie mógł zająć się już przede wszystkim kreacją, czyli dokładnie tym, czego większość od niego oczekuje. Pierwsze efekty tego zdrowego układu były widoczne już w niedzielę. Pogba imponował swobodą w rozegraniu, w jego grze pojawiły się od dawna niespotykany luz oraz nieszablonowość. Co istotne, improwizacja, za którą kryła się również dokładność, ponieważ 87% zagrań Francuza okazało się precyzyjnych. Widowiska bramka w końcówce spotkania była już w zasadzie ukoronowaniem bardzo obiecującego występu. Sygnałem dla wszystkich, że ten sezon będzie już zupełnie inny.

Cytat kolejki

Jako menedżer klubu piłkarskiego posiadam szefów i jeśli szef zdecyduje, że sprzedajemy jakiegoś piłkarza lub go nie sprzedajemy, to muszę tę decyzję zaakceptować. Nie mam nic na ten temat do powiedzenia, [o Coutinho] pracuję z zawodnikami, których mam do dyspozycji.Juergen Klopp

Piłkarz kolejki

 

 

 

 

Komentarze:
Przeczytaj także: