Jakub Najwer

Od romantycznego futbolu do prześmiewczych komentarzy, czyli Wenger i jego Arsenal

Jak zmieniał się zespół „Kanonierów” w ostatnich latach?

30 czerwca 2017

Arsenal od kilku lat nie potrafi odnieść znaczącego sukcesu na którejkolwiek arenie. Ciągłe próby w Lidze Mistrzów kończą się na 1/8 finału, podrygi do mistrzostwa Anglii są zazwyczaj zakończone trzecim lub czwartym miejscem. I w końcu transfery, a raczej ich brak. Z czego to wszystko wynika? Dlaczego mimo że Wenger wychował wiele gwiazd futbolu od zera, to odmawiają mu już nawet nastolatkowie? Spójrzmy na ostatnie lata Arsenalu.

Kiedy Arsene obejmował „Kanonierów” w lidze angielskiej panowało przekonanie, że zagraniczni menedżerowie nie są w stanie w niej nic osiągnąć. Przychodząc z Japonii, Wenger rozpoczął prawdziwą rewolucję w klubie z istniejącego jeszcze wtedy Highbury.

Francuz zmienił nie tylko styl gry, ale i całe postrzeganie futbolu pracowników na każdym segmencie, od sprzątaczek po kapitana zespołu. Co się stało, że teraz wszystko to przepadło?

Niezwyciężeni

O niesamowitym sezonie 2003/2004 Arsenalu nie słyszeli chyba tylko ci, którzy w żadnym stopniu nie interesują się futbolem. Każdy fan Premier League skład „The Invincibles” wymieni na jednym tchu – Lehman w bramce, Ashley Cole i Lauren na bokach obrony, Sol Cambpell z Kolo Toure jako stoperzy, w środku Gilberto Silva z Vieirą, boki – Pires i Ljungberg. I ten niesamowity duet w ataku: Dennis Berkgamp i Thierry Henry. Oto ekipa, która zmieniła to, jak się postrzega angielski futbol.

„Mocno wierzę w to, że z każdym upływającym rokiem ludzie coraz bardziej zdają sobie sprawę, jak wyjątkowy był to wyczyn.” Dennis Bergkamp

Wenger wprowadził do niego pierwiastek piłkarskiej poezji romantycznego futbolu, czyli utrzymywanie piłki, spektakularne kombinacyjne akcje i absolutną dominację przeciwnika. Zmiany nie dotyczyły tylko samego stylu gry, ale także całej organizacji klubu, która miała zawodnikom przynieść jedno – możliwości do piłkarskiej nauki. Przyznaję, fakty o tym niesamowitym osiągnięciu znam tylko z archiwalnych nagrań i książki, ale jako kibic „The Gunners” jestem z tym mocno związany. Kto nie chciałby przeżyć takich rozgrywek swojego ukochanego klubu i uczestniczyć w nich jako kibic? Cały sezon bez porażki, bo o tym mowa, jest wyczynem wyjątkowym, udało się to tylko dwóm zespołom: Arsenalowi, a wcześniej Preston North Earth… w XIX wieku.

Nie mógł tego dokonać zwykły klub. Przypuszczam, że już drugi raz coś takiego za mojego życia się nie wydarzy, nie będzie drugiego takiego Wengera z taką ekipą. Arsene stworzył potwora, który wtedy dał mu chwałę, ale teraz przynosi negatywne uczucia – rozczarowuje kibiców kolejnymi nieudanymi sezonami.

Nowy stadion źródłem problemów

Wszystko, co złe, w Arsenalu przyszło po przeprowadzce z klimatycznego Highbury na Emirates Stadium. Nowy obiekt jest piękny i olbrzymi, ale niestety nie był tani, co odbiło się znacznie na drużynie. Stworzył on dług w kasie klubowej na ponad 500 milionów funtów, co powodowało dwa bardzo istotne kłopoty. Wenger nie mógł kupować i musiał sprzedawać. Wszystko szło naprzód, kluby płaciły coraz więcej, a „Kanonierów” nie było stać na podwyżki. Każdy wyróżniający się zawodnik odchodził, co oznaczało jedno – brak stabilizacji w ekipie, doprowadzający do braku trofeów. Brak trofeów = brak gwiazd. I tak w kółko.

Fabregas, Clichy, Van Persie, Adebayor, Nasri, Sagna, Ashley Cole, czy nawet legenda klubu Thierry Henry. Co ich wszystkich łączy? To, że odeszli z Arsenalu z dwóch powodów – albo za większą wypłatą, albo w poszukiwaniu trofeów. Na przykładzie van Persiego: z Arsenalem mistrzostwa nie zdobył, a po przenosinach do Manchesteru United zdobył dwa. Wszystkie te odejścia niosły za sobą braki kadrowe, które trudno było uzupełnić bez olbrzymich pieniędzy. I tak właśnie zaczęła się rozpadać na małe kawałki cała wypracowana wcześniej renoma Arsenalu i jego wielkiego trenera, Arsena Wengera.

Kolejne lata bez tytułu

Arsenal z każdym kolejnym sezonem zaczął słynąć nie z tego, że wprowadził do angielskiego futbolu nowy sposób grania, ale z tego, że nie potrafił wygrać kompletnie niczego. Przez 9 lat „Kanonierzy” nie zdołali wygrać nawet Pucharu Ligi Angielskiej, o mistrzostwie czy Lidze Mistrzów nie wspominając. Wśród kibiców innych klubów Arsenal zdobył przydomek „zawsze czwartego”, co może nie było spowodowane tym, że w każdym kolejnym sezonie ekipa z Emirates zajmowała dosłownie czwarte miejsce, ale raczej brakiem mentalności zwycięzców. Za każdym razem, kiedy było już blisko jakiegoś trofeum, Arsenal zawodził na ostatniej prostej i nic z tego nie wychodziło.

Z każdymi kolejnymi nieudanymi rozgrywkami Wenger był coraz bardziej wyśmiewany i znany raczej z tego, że nie potrafi obsługiwać się kurtką, niż z tego, że jest świetnym szkoleniowcem. Po dziewięciu latach posuchy zdołał wygrać FA Cup, a potem powtórzyć to jeszcze dwa razy w kolejnych trzech sezonach.

Niewielu chce grać dla Wengera

Francuski trener słynął zawsze z tego, że potrafił wynajdować prawdziwe perełki na rynku transferowym, młodych graczy, z których robił później gwiazdy światowego futbolu. Tak było na przykład z Fabregasem, a obecnie jest z Bellerinem. Problem w takiej polityce stanowi to, że na dziesięciu zawodników do pierwszego zespołu przebije się czterech. W dodatku nie wiadomo, czy będą oni klasowymi piłkarzami. Przykłady można by mnożyć, por. wyżej wspomnianych Hiszpanów: Theo Walcotta, Aaron Ramseya czy Kierana Gibbsa. Są dobrymi zawodnikami, ale nie oszukujmy się, nie są to gracze ze światowego topu. W ostatnim czasie nieco się zmieniło, bo przecież kontrakt z „Kanonierami” podpisali Mesut Oezil, Alexis Sanchez czy Granit Xhaka, ale niestety są to tylko wyjątki.

Nazwisko Wengera nie ma już prawie żadnego poważania u piłkarzy, nikt nie darzy go już tak wielkim szacunkiem, jak kiedyś, co przyczynia się do tego, że w zespole nie ma gwiazd. Brak trofeów i wygasający z każdym kolejnym sezonem styl gry nie przyciągają nikogo. Do tej pory udawało się namówić innych piłkarzy do transferów dzięki grze w Lidze Mistrzów, ale w tym sezonie niestety i ten argument odpada.

Problemem nie jest tylko to, że ukształtowani zawodnicy odmawiają Arsenalowi. Kiedyś każdy nastolatek marzył o ofercie od „Kanonierów”, bo była to dla niego szansa na wielki rozwój, a teraz… Teraz Wenger nie kręci nawet bardzo młodych piłkarzy. Przykładem niech będzie młody talent z belgijskich boisk Henry Onyekuru. Był on już po słowie z włodarzami ekipy z Emirates, ale pojawiła się oferta z Evertonu, którą przyjął i tym samym odmówił Arsenalowi. To duży znak, że Wenger się po prostu już wypalił.

Co dalej z Arsenalem?

Wenger przedłużył o dwa lata swój kontrakt, co było niestety oczywiste. Po zajęciu przez jego klub piątego miejsca w lidze i wyraźnym kryzysie odejście Francuza mogłoby oznaczać ogromny dramat w drużynie. Faktem jest, że Wenger już nie bardzo nadaje się do pracy w tak wielkim klubie i trofeów z tego nie będzie, ale gdyby odszedł teraz, to „Kanonierzy” mogliby na stałe zagościć w środku tabeli. Utrata tak ważnej osoby w obliczu kryzysu pociągnęłaby za sobą dalsze konsekwencje, więc tak naprawdę jest to „sytuacja tragiczna”. Wenger nie może odejść ani nie może zostać.

Uważam, że kolejny sezon może być równie nieudany co ten miniony. Brak efektu świeżej miotły, niekompletna kadra i możliwe odejścia z zespołu mogą skończyć się kolejną porażką w lidze i w Europie. Tym razem w Lidze Europejskiej, chociaż na pewno każdemu kibicowi Arsenalu marzy się tegoroczna droga Manchesteru United do Ligi Mistrzów przez wygranie Ligi Europy. Jest to możliwe, ale tylko przy odpowiednich wzmocnieniach. Lemar, Laccazete? To się okaże w kolejnych miesiącach.

Komentarze:
Przeczytaj także: