Mateusz Maludziński

Jak Real Madryt chroni swoje gwiazdy?

Kilka słów o klauzurze antyszejkowej

21 sierpnia 2017

Real Madryt dominuje nad FC Barcelona nie tylko na boisku. Różnice między oboma klubami widać również w polityce kadrowej. Nie od dzisiaj wiadomo, że włodarze „Dumy Katalonii” prawie każdego roku popełniają spektakularne klęski transferowe.

 

Wszyscy kibice świata doskonale zdają sobie sprawę z rywalizacji Realu Madryt i FC Barcelona. Oba kluby od dekad pojedynkują się ze sobą nie tylko na arenie ligi hiszpańskiej, ale również w międzynarodowych rozgrywkach. Jednym z elementów ich wzajemnej rywalizacji jest walka o nowych zawodników.

Od polowania na Verattiego do utraty Neymara

Okienko transferowe rozpoczęło się w Hiszpanii bez fajerwerków. Kluby zmieniali zawodnicy, o których już od jakiegoś czasu mówiło się, że noszą się z takimi zamiarami. Jedynie informacje o tym, że Barcelona chce podkupić Marco Verrattiego z PSG, wzbudzały większe emocje.

Jednak nadszedł czas na zwrot akcji, którego nie powstydziłby się w swoich filmach sam Quentin Tarantino. Sensacyjny transfer Neymara do PSG rozgrzał do czerwoności prasy drukarskie światowych mediów. Było o czym pisać, tym bardziej, że katalońskie dzienniki już od maja donosiły, iż przenosiny Marco Verrattiego do Barcelony są niemal pewne.

Tymczasem PSG zapłaciło za Neymara sensacyjne 222 miliony euro, co uczyniło operację najdroższą w historii futbolu. FC Barcelona w brutalny sposób przekonała się o sile petrodolarów arabskich szejków i rosyjskich miliarderów.

Obserwując sytuację z boku, wydawałoby się, że włodarze „Dumy Katalonii” w ogóle nie wzięli pod uwagę podobnego scenariusza. Okazuje się, że polityka transferowa to nie tylko zakup i sprzedaż zawodników, ale również odpowiednie obwarowania w kontraktach, które pozwolą na uniknięcie w przyszłości podobnych sytuacji.

Kolejne okienko transferowe potwierdziło, że piłka nożna to przede wszystkim dochodowy biznes. Barwy klubowe to dla większości zawodników element kariery, a nie najistotniejsza wartość, o czym znowu dobitnie przekonała się „Duma Katalonii”. Josep Bartomeu padł ofiarą efektu Neymara, ale to już przeszłość i trzeba się czegoś nauczyć, bo kto nie wyciąga wniosków z historii, skazany jest na jej powtarzanie.

Antyszejkowe klauzule – jak to robi Real Madryt?

Choć od przyjścia Cristiano Ronaldo do Madrytu minęło już osiem lat, wciąż pamiętamy ten sensacyjny transfer. Portugalczyka okrzyknięto najdroższym zawodnikiem świata, ponieważ operacja sprowadzenia go na Estadio Santiago Bernabeu kosztowała klub aż 96 milionów euro.

Jednak to nie suma, jaką musiał zapłacić za zawodnika Real Madryt wzbudziła w mediach największe kontrowersje. 23 czerwca 2009 roku hiszpański dziennik „Marca” podał pogłoskę, że „Królewscy” zapisali w kontrakcie Ronaldo rekordową klauzulę odstępnego wynoszącą miliard euro. Wtedy podniosły się głosy, że zarówno kwota transferu, jak i „oderwana od rzeczywistości” klauzula stanowią pierwszy krok do zepsucia rynku transferowego. Najprawdopodobniej mało kto brał sobie do serca to, co zapowiadał Florentino Perez, kiedy po raz drugi obejmował stery Realu Madryt.

Prócz chęci zdobycia upragnionej La Decimy sternikowi „Królewskich” przyświecał jeszcze jeden istotny, jeśli nie istotniejszy cel mający zaprocentować w przyszłości – nie pozwolić szejkom i rosyjskim multimiliarderom zawładnąć klubem.

Ostatecznie, na samym początku, zarówno sprowadzony do Madrytu Kaka, jak i Cristiano Ronaldo mieli klauzule w wysokości 200 milionów euro, nazywane przez Pereza antyszejkowymi.

Dopiero w 2012 roku – kiedy zmodyfikowano status klubu – klauzule największych gwiazd znacząco wzrosły. Aktualnie za każdego zawodnika z tercetu BBC trzeba zapłacić miliard euro. Środek pola również został dobrze zabezpieczony – wykupienie Kroosa lub Modricia kosztowałoby 500 milionów euro, a za Casemiro czy Isco trzeba by wyłożyć odpowiednio 200 i 700 milionów.

W tym roku przypadek Neymara pokazał, że działania sternika „Królewskich” były uzasadnione. Tymczasem sytuacja Barcelony wygląda zgoła inaczej. Najwyższą klauzulę odstępnego ma Leo Messi i wynosi ona zaledwie 300 milionów euro.

Przy aktualnych cenach obowiązujących na rynku transferowym taka suma nie wydaje się przeszkodą nie do pokonania. Tym bardziej, że pewnego rodzaju psychologiczna bariera 200 milionów została już przekroczona – podobnie jak kiedyś 100 milionów euro.

Za Suareza trzeba by zapłacić 200 milionów, a (choć to już nieaktualne) klauzula Neymara miała w tym roku wzrosnąć do 250 milionów euro. W środku pola FC Barcelona najwyższą wartość mają Andres Iniesta i Sergio Busquets – 200 milionów euro. Taką samą klauzulę ma również Gerard Pique. Pozostali zawodnicy „Dumy Katalonii” mogą zostać wykupieni za niższą kwotę.

Przypadek Marco Asensio potwierdza zdroworozsądkowe podejście „Królewskich”

Ostatnie dwa El Clasico pokazały, że brak topowego zawodnika skutecznie popsuł szyki FC Barcelona. Dominacja atakujących Realu spowodowała, że Superpuchar Hiszpanii trafił do Madrytu. Na szczególne uznanie zasłużył Marco Asensio. 21-latek popisał się dwoma ładnymi trafieniami. W drugim meczu wypadł na tyle dobrze, że nieobecność Cristiano Ronaldo nie wybiła „Królewskich” z rytmu.

Na konsekwencje dobrej dyspozycji Asensio nie trzeba było długo czekać. W „Marce” pojawiły się doniesienia o tym, że klub chce przedłużyć kontrakt z 21-latkiem o kolejny rok, a przy tym – prócz podwyżki – podnieść klauzulę odstępnego z 350 milionów euro do pół miliarda. W efekcie czego Marco Asensio stanie się równie ważnym zawodnikiem co: Luka Modrić, Toni Kroos czy wspomniany wcześniej tercet BBC.

Niewątpliwie Real Madryt podejmuje przemyślane decyzje w sprawach polityki transferowej. Choć w ostatnich latach włodarze „Królewskich” zmienili podejście do układania składu, kibice nie mają powodów do zmartwień. Wprawdzie w tym roku nie sprowadzono do Madrytu żadnej supergwiazdy, ale skupiono się na poukładaniu aktualnego składu, poszukaniu wzmocnień wśród młodych i perspektywicznych zawodników oraz zabezpieczeniu najważniejszych graczy.

Być może przypadek Neymara skłonił włodarzy „Królewskich” do błyskawicznej reakcji w sprawie podniesienia klauzuli Marco Asensio. Niemniej jednak Real Madryt od dawna podejmuje gruntownie przemyślane decyzje w obszarze należytego zabezpieczania zawodników przed psującymi rynek właścicielami klubów, którzy upodobali sobie kierowanie instytucją sportową jako kolejną zabawkę godną ich chwilowego zainteresowania.

Piłka nożna to niezwykle dochodowy sport; nie tylko dla piłkarzy, ale także dla drużyn, które reprezentują. Włodarze Barcelony powinni pamiętać, że wartości klubowe i historia to kwestie ważne przede wszystkim dla kibiców i najwierniejszych gwiazd – swoistych wizytówek zespołu. Dla innych zawodników gra dla konkretnego klubu to sposób zarobienia dużych pieniędzy. W tak skonstruowanym świecie zawsze znajdzie się ktoś, kto da więcej oraz ktoś, kto zechce skorzystać z oferty.

Komentarze:
  • Andi2

    Dobry tekst, ciekawe jest to że Real jakoś przewidział niebezpieczeństwo płynące z petrodolarów.

    • Perez przewidział nie tylko niebezpieczeństwo względem zawodników. Również zasady przejęcia klubu zostały zaostrzone. ;) Kandydat do przejęcia RM musi pokryć 15% wydatków klubu z własnej kieszeni, być obywatelem Hiszpanii i mieć minimum 20 lat „stażu” jako socio klubu.

Przeczytaj także: