Piotr Szymczuk

RB Lipsk jak Kaiserslautern? Beniaminek walczy o mistrzostwo

RB Lipsk to rewelacja sezonu w Europie

Handelsblatt.com
17 grudnia 2016

RB Lipsk – obok tej drużyny nie da się przejść obojętnie. Beniaminka można albo kochać, albo nienawidzić. Piłkarze spod szyldu Red Bulla są prawdziwą rewelacją tego sezonu, dlatego że od początku sezonu są w czołówce, a po 14 kolejkach (artykuł był pisany przed meczami 15. kolejki) są wiceliderem (mają tyle samo punktów co Bayern, ale przegrywają różnicą goli). Nic dziwnego, że coraz częściej padają głosy, że „Die Bullen” będą najpoważniejszym rywalem Bayernu w walce o tytuł i kto jak nie oni mogą powtórzyć legendarny wyczyn Kaiserslautern.

RB Lipsk 2016/2017 = Kaiserslautern 1997/1998

Przypomnijmy, w sezonie 1997/1998 zespół ze Wzgórza Betzenberg jako beniaminek zdobył mistrzostwo Niemiec, również od początku sezonu będąc w czubie tabeli (po pierwszej rundzie miał cztery punkty przewagi nad Bayernem Monachium, ostatecznie zdobył tytuł z dwupunktową różnicą). Teraz teza, że w jego ślady idzie RB Lipsk, jest jak najbardziej trafna, bo „Die Bullen” równie efektownie rozpoczęli swoją przygodę z Bundesligą (po 14 kolejkach mają na koncie tyle samo punktów, co legendarna już dziś drużyna Kaiserslautern) i coraz śmielej można typować właśnie RB Lipsk jako przyszłego mistrza Niemiec.

Po 14 kolejkach mają na koncie tyle samo punktów, co Kaiserslautern, które zdobyło mistrzostwo w sezonie 1997/1998.

Gdyby taki, mimo wszystko, sensacyjny sukces został osiągnięty, byłaby to niespodzianka nie tylko dla postronnych fanów, ale również dla osób, które są związane ze wschodnioniemieckim klubem. – Naszym priorytetem jest przede wszystkim walka o utrzymanie – mówił przed rozpoczęciem sezonu Ralf Rangnick, dyrektor sportowy. Dziś te słowa brzmią co najmniej dziwnie, ale wielu fanów, gdyby usłyszało je teraz ponownie, zareagowałoby dużym uśmiechem.

RB Lipsk, czyli jak tworzyć wizję klubu

Co jest siłą RB Lipsk? Kilka czynników. Przede wszystkim posiadanie wizji rozwoju klubu. RB jest uważany przez wielu tylko za maszynkę do robienia pieniędzy (bardzo ostro wypowiedział się m.in. Hans-Joachim Watzke, dyrektor sportowy BVB, który stwierdził, że: – Futbol jest w Lipsku stworzony po to, aby tworzyć kolejne puszki napoju Red Bull.)

W Lipsku stawiają głównie na młodzież. Dziś beniaminek jest to najmłodsza drużyna w Bundeslidze, która zamiast stawiać na ściąganie graczy o uznanych nazwiskach za grube miliony, woli pozyskać kilku młodszych i tańszych zawodników, z których w przyszłości może uzyskać ogromne profity transferowe. Nikogo więc nie powinno dziwić, że w tym zespole kluczowe role odgrywają tacy gracze, jak: Timo Werner (najmłodszy w historii Bundesligi zawodnik, który rozegrał 100 meczów), Naby Keita, Emil Forsberg czy Yussuf Poulsen. Całą strategię rozwoju i wizję, jaką ma RB Lipsk, można zamknąć w słowach, które wypowiedział Rangnick i które kilka tygodni temu cytowały niemal całe piłkarskie Niemcy. – Nie chcemy sprowadzać zawodników pokroju Ronaldo czy Messiego. Oni są za starzy i za drodzy – stwierdził dyrektor sportowy.

Nie chcemy sprowadzać zawodników pokroju Ronaldo czy Messiego. Oni są za starzy i za drodzy Ralf Rangnick, dyrektor sportowy RB Lipsk

Hasenhuttl = odkrycie 2016 roku

Jednak nie byłoby tak wspaniałych rezultatów, gdyby nie trener, który potrafi to wszystko poukładać. W tym aspekcie działacze również trafili. Nie wybrali być może młodego szkoleniowca, ale na pewno głodnego sukcesów, które miałyby dopiero w przyszłości przyjść. Mowa o Ralfie Hasenhuettlu, który z sukcesami pracował w Ingolstadt (najpierw wyciągnął klub z Bawarii z dołu tabeli 2. Bundesligi, potem wprowadził go do Bundesligi i w cuglach utrzymał go w lidze).

Austriak w głębokiej, „lipskiej” wodzie się nie utopił, a właściwie udowodnił, dlaczego w krótkim czasie stał się ulubieńcem kibiców Ingolstadt (to się zmieniło po tym, jak wybrał ofertę RB Lipsk) i dlaczego w takim krótkim czasie zrobił z tej drużyny zespół, z którym liczyli się wszyscy w Bundeslidze. Od pierwszego dnia pobytu w nowym klubie zadbał o atmosferę w drużynie, a w okresie przygotowawczym szlifował grę.

Efekt? Rewelacyjny. Prócz zdobyczy punktowych, RB Lipsk imponuje też stylem gry i przygotowaniem fizycznym, ponieważ jest to zespół, który potrafi na dużej intensywności grać przez 90 minut, umie bardzo szybko przejść z fazy ataku do fazy obrony i odwrotnie (robi to chyba najbardziej płynnie ze wszystkich ligowców), dodatkowo po stracie piłki stosuje wysoki pressing, a jeżeli jeszcze dodamy, że potrafi wykonywać stałe fragmenty gry (duża w tym zasługa Emila Forsberga, który ma świetnie ułożoną stopę i ze stojącej piłki potrafi zagrać do partnera „na nos”), jak na dłoni widać obraz zespołu, który nie pasuje do typowego obrazu beniaminka i już dziś mógłby sprawić ogromne problemy europejskim potentatom. Nawiasem mówiąc, w Lipsku, parafrazując znane powiedzenie, kibice powinni spieszyć się oglądać Hasenhuettla, ponieważ chrapkę na niego ma już Arsenal, który chciałby go mieć u siebie w przypadku odejścia Arsene’a Wengera.

Lipsk jak Leicester?

Wiele w kwestii przyszłości klubu może wyjaśnić się do świąt Bożego Narodzenia, ponieważ 21 grudnia beniaminka czeka, kto wie, być może mecz o mistrzostwo z Bayernem Monachium. Głosy na temat szans RB Lipsk są w Niemczech podzielone, a ile głów, tyle opinii i porównań (Thomas Tuchel, trener Borussii, porównał RB Lipsk do Leicester z zeszłego sezonu) na temat tej drużyny i jej szans na przyszły sukces. Jednego możemy być (prawie) pewni. Zespół w tym kształcie bardzo długo nie będzie istniał, ponieważ prędzej czy później najlepsi zawodnicy odejdą (już latem Arsenal bardzo chciał pozyskać Lukasa Klostermanna) i o nich zrobi się głośno w całej Europie. Na razie jednak RB Lipsk walczy o mistrzostwo i pisze nową historię niemieckiego futbolu.

 

Komentarze:
Przeczytaj także: