Artur Goławski

Rapgra w nogę #1: Łukasz Stasiak

Jak zaczęła się wielka miłość Łukasza Stasiaka do Legii Warszawa?

Tomasz Karwiński
30 listopada 2016

Na otwarcie naszego cyklu porozmawialiśmy z człowiekiem, który piłkę nożną i Legię Warszawa kocha bezgranicznie. Współwłaściciel wytwórni Alkopoligamia.com i menedżer Tego Typa Mesa, członek legendarnej formacji 2cztery7, autor solowego albumu pod tytułem „Pół żartem, pół serio”. Z Łukaszem Stasiakiem, bo o nim mowa, porozmawialiśmy o miłości do Legii, o jej początkach, o sezonowcach i wielu innych rzeczach.

Łukasz Stasiak to już tylko menedżer czy jeszcze raper?

No nie, myślę, że raper, tylko poza koncertami rzadko zdarza mi się rapować. Ale nie jest też tak, że tego nie robię. W każdym roku wychodzi kilka kawałków. Jestem aktywny cały czas. Ale… kto wie, czy się z tego nagra jeszcze jakaś płyta, czy coś się zbierze, tego nie wiem, a na pewno nie mogę nic obiecać.

Właśnie miałem pytać, czy czekamy na płytę.

Ja myślę, że zawsze warto czekać (śmiech).

Oprócz tego, że menedżer, oprócz tego, że raper, to gość, który kocha piłkę nożną.

Bardzo.

Każdy wywiad tego cyklu chcę zaczynać od przytoczenia pewnego cytatu Jana Pawła II. „Piłka nożna to najważniejsza spośród rzeczy nieważnych”. Na ile procent Łukasz Stasiak podpisuje się pod tym stwierdzeniem?

Wiesz, Jan Paweł II pewnie miał bardzo dużo rzeczy ważnych w życiu. A ja? Moja córka, Alkopoligamia i piłka nożna – to są trzy najważniejsze dla mnie rzeczy.

Czy z tej piłki nożnej możemy wydzielić Legię?

Zdecydowanie, nie da się nie wyróżnić Legii, ponieważ jestem z nią od dziecka i zamierzam z nią pozostać. Daje mi to tyle radości, tyle emocji, zajmuje tak dużą część mojego życia, że zdecydowanie wyróżniamy.

Skąd ta miłość do Legii się wzięła? Jak to się wszystko zaczęło?

Taką pierwszą miłość do Legii wtłoczył mi mój dziadek. Pamiętam mecz na Starym Rubinie w domu dziadka… On się długo nagrzewał. Takim fade in’em wchodził dźwięk i obraz. Im jaśniej, tym robiło się głośniej. Pamiętam, jak tak delikatnie wchodził głos Szpakowskiego. To było dla mnie niesamowite. Wchodziło tak pięknie, powoli i nagle widziałem… To był mecz chyba z IFK Goeteborg. Mój dziadek był ogólnie bardzo zaangażowany w piłkę nożną. Był prezesem klubu Zwar Międzylesie swego czasu, to on pokazał mi Legię. Później na podwórku też wszyscy kibicowali Legii. To z kolegami z podwórka pojechałem pierwszy raz na mecz. To było chyba w czwartej klasie, miałem jakieś dziesięć lat. To był mecz z Widzewem na starym stadionie, siedziałem pod zegarem. Świetne odczucia. To właśnie wtedy się zaczęło.

Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że warszawiak równa się legionista?

Tak być powinno.

Czyli Polonia „be”?

Kto?

A czy legionista równa się warszawiak?

Nie, w żadnym wypadku. Mam kolegów z: Łodzi, Rzeszowa, Poznania nawet, którzy są za Legią. To jest klub posiadający chyba największą liczbę kibiców poza swoim miastem.

Czy w jakimś stopniu mierzi Cię napływ nowych kibiców, sezonowców?

Nie. W żadnym wypadku. Piękne rzeczy. W ogóle nie uważam, że to są sezonowcy. Jeżeli chodzi o sport, jak i o muzykę, zamykanie się, taka hermetyczność jest zła. Do niczego dobrego to nie prowadzi. Najważniejsze to mieć dobrą grupę ultras, kibiców, którzy przyjdą zarówno na Real Madryt, jak i na Termalicę. Ale ci kibice „dochodzący” również są bardzo ważni. Są bardzo ważni, bo wydają na Legii pieniądze. Płacą za bilety, kupują koszulki czy inne rzeczy w FanStorze. Dzięki temu klub może się rozwijać, dzięki temu są przychody. To bardzo ważne. Niech będzie tych sezonowców jak najwięcej. Może przyjdą jeszcze raz, jeszcze raz, przyprowadzą swoje dzieci i tak rodzą się nowi legioniści.

Jak w kontekście tej warszawskości Legii skomentujesz słowa Seweryna Dmowskiego po meczu z Lechem? (Jesteśmy waszą stolicą)

Wydaje mi się, że na jego stanowisku to nie przystoi. Ale on też jest kibicem. I po prostu go poniosło. No ludzi czasami ponosi. Nie uważam, że popełnił jakiś wielki błąd, potem za to przeprosił i to jest ok. Może nie powinno go ponosić z racji tego, jakie stanowisko piastuje, ale ja nie uważam tego za nic złego. Przeprosił i jest ok, gdyby tak to zostawił i w to brnął, wtedy można by uznać, że to jest za daleko. Jednak tak się nie stało. Zresztą to, że go poniosło, świadczy o tym, że to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu, bo kocha Legię Warszawa. W klubie raczej pracują tylko osoby, które kochają Legię Warszawa i tak powinno być, od sprzątacza po dyrektora – wszyscy z Legią w sercu.

Mamy w Legii ludzi, którzy kochają klub. A jak objawia się miłość Łukasza Stasiaka do Legii?

To objawia się tak, że jestem aktywnym uczestnikiem wydarzeń sportowych z udziałem Legii Warszawa, jestem konsumentem wszelkich wiadomości związanych z Legią, po prostu żyję tym. Od małych plotek po wielkie informacje, od meczu rezerw po występy w Lidze Mistrzów.

Czyli narodziny córki nie przeszkadzają w tej aktywności?

W żadnym wypadku.

A praca?

Czasami przeszkadza. Czasami jest mecz, a ja jestem po drugiej stronie mapy Polski i nie mogę na nim być. Ale gdy mecze nie wypadają w weekendy, jak np. Liga Mistrzów czy Liga Europy, to dla mnie bardzo komfortowa sytuacja. Więc czasami praca koliduje, ale nie przeszkadza to, żebym po próbie poszedł do hotelu i obejrzał mecz online. Trzeba sobie radzić.

W Madrycie byłeś?

Tak, byłem.

I jak wrażenia? Policja prowokowała? Szedłeś w tym marszu?

Tak, szedłem! Przechodziłem obok tych obu (słownie dwóch) sytuacji, które były pokazane z 58 kamer i 74 telefonów, jakby tam się rozegrała co najmniej trzecia wojna światowa. Było to fatalnie zorganizowane przez tamtejszą policję. Marsz prowadzony był jedynie z przodu, grupa się rozłaziła na boki, nasza droga przecinała się z dojściem do sektorów gospodarzy, szliśmy między straganami z pamiątkami, no amatorka. Wiedzieli, że nie mają do przeprowadzenia zlotu księgarzy i mając pojęcie o czymś takim jak „Psychologia tłumu”, powinni to dużo lepiej zorganizować.

Czyli organizacyjnie Stal Mielec?

Haha. Tak. Na samym stadionie było już dużo lepiej, ale przeprowadzenie – dramat.

Na Borussii nie byłeś?

Nie, nie. Miałem bilety lotnicze, niestety przepadły. Nie mogłem się zdecydować na wyjazd w ciemno bez biletów na mecz.

Ale oglądałeś?

Ależ oczywiście.

Lepiej przegrać 4:8 czy 0:4?

Jasne, że 4:8. Jest kilka czynników, które na to wpływają. Po pierwsze: mówi o nas cały świat. Po drugie, nie wiem, czy widziałeś, serwis Whoscored.com do jedenastki kolejki wybrał Radovicia i Prijovicia. Poza tym gol Prijovica jest nominowany do tytułu gola kolejki. No wiesz, strzelić cztery bramki BVB to jest coś. Czy stracić osiem bramek z tą drużyną to jest coś wielkiego? Nie uważam tak. Borussia ma jedną z najlepszych, o ile nie najlepszą ofensywę na świecie. Oni są w jakimś niesamowitym ogniu. Myślę, że jeszcze wrócimy do tego, gdy BVB dojdzie do finału, albo nawet wygra Ligę Mistrzów i pomyślimy sobie „Ale im cztery bramy władowaliśmy!”. Oczywiście pierwszy mecz do zapomnienia, tak samo jak trener Hasi. Ale ten mecz mi się bardzo podobał. Legia nie wyglądała jak dzieci we mgle. Oczywiście wolałbym, żeby to było 8:6, ale 8:4 też jest spoko.

Ogólnie Legia nie była za bardzo znana na Zachodzie. A teraz, po tych występach w Lidze Mistrzów, to jakoś poszło w świat.

No tak, my sobie możemy mówić, że Legia jest wielka, bo w Polsce jest wielka. Ale w świecie Legia była takim no-namem.

No ja się tak śmieje, że teraz będzie „Legia, o, to te chore poj**y!”

(Śmiech). No tak! „To ci poj***ni goście, co się tłuką na 8:4 z Borussią!” Tak, myślę, że tak.

Myślę, że wizerunkowo jak najbardziej na plus ta przygoda z Ligą Mistrzów. I też lekcja futbolu trochę.

Oczywiście. W ogóle cała magia, którą wprowadził Magiera! Właśnie dziś odebrałem z Fan Store’a koszulkę meczową z naszywkami LM i nazwiskiem Magiera z numerem 18 na plecach, więc to absolutne potwierdzenie tego, że jestem wielkim zwolennikiem aktualnego szkoleniowca. ;)

Czyli byłeś przeciwnikiem poprzedniego trenera?

Owszem.

Od samego początku?

Tak. Od początku było widać, że coś nie hula. Wiadomo, że drużyną rządzi trener, ale rządzić trzeba umieć. Drużyna to drużyna, skomplikowany organizm. Oczywiście trener powinien być autorytetem i powinien prowadzić drużynę według swojego planu oraz założeń, ale musi też reagować na informacje zwrotne, a on miał je zdecydowanie w du***.

O nieudolności trenerskiej Hasiego mówi też to, że przed jego odejściem narzekało się na Vadisa, na Moulina.

No wiesz, Vadis się rozkręcał. Miał dwa słabsze, a nawet chyba fatalne mecze, ale od początku było widać, że coś z niego będzie. A teraz? To jest po prostu klasowy zawodnik, solidny fachura. A Moulin? On na początku mi się bardzo podobał. Te długie piłki, do nogi, niczym David Beckham, teraz wygląda jakby się powoli odbudowywał, choć w ostatnim meczu ze Śląskiem już wyglądał bardzo dobrze.

Jeszcze jeden został z tego zaciągu – Langil.

No tak, ale on jest w sekcji melanżowej. Nie wiem, czy to oficjalna sekcja, ale może on ją właśnie założył. ;)

Tacy też są potrzebni.

No tak, tak, oczywiście… ale nie w Legii. ;)

Legia ma większe szanse na mistrzostwo, czy na awans do 1/16 finału Ligi Europy?

Mistrzostwo to obowiązek. Inaczej tego nie widzę. A trzecie miejsce w grupie? Jest jak najbardziej w naszym zasięgu. No ale wiesz, jak to się mówi, boisko zweryfikuje.

Czyli iść na wymianę ciosów jak z Borussią czy raczej zachowawczo?

Nie no, ja myślę, że bardziej zachowawczo. Nie możemy się tak otworzyć. Mogą nas ukarać, pamiętajmy, że ta drużyna remisowała do 90. minuty z Realem. To nie są ogórki.

Przyjaźnisz się albo kolegujesz z którymś z piłkarzy Legii?

Nie.

Ale znajomość z „Jurasem” jak najbardziej?

Tak, ale on nie jest piłkarzem (śmiech).

Czyli nie tęsknisz za Hadajem?

Nie to, że tęsknie. Miał swój czas, teraz swój czas mają Darek i „Juras” i to też jest spoko. Ale jego głos jest dla mnie jak głos Szpakowskiego, kojarzy mi się z wieloma miłymi momentami, na bank zostanie w mojej pamięci.

A ulubiony piłkarz Legii, niekoniecznie wciąż grający.

Taki w ogóle wszech czasów?

No na przykład.

Trudne pytanie. Strasznie trudne. Ja jestem z tych lubiących stary sznyt piłkarzy. Taką starą piłkarską szkołę. Wiesz, jak Marek Saganowski. Teraz w drużynie taką osobą na pewno jest Arek Malarz. To jest taki charakterny gość. Starszy, doświadczony, który do piłki podchodzi z serduchem. No wiesz, ten wywiad co był w Canal Plusie…

No tak, „Jesteśmy Legią Warszawa, kurwa!”.

No tak, nie ma kalkulowania, leży na sercu, to trzeba to powiedzieć. Tak zachowują się ludzie, którym zależy, liderzy drużyny. No ale nie mam ulubionego piłkarza. Oczywiście są takie legendy jak Lucjan Brychczy, które bardzo mi imponują. To jest fantastyczne, że wciąż pozostaje w klubie, jest honorowym prezesem itd. A tak, imponują mi takie walczaki jak „Sagan”, jak Malarz, Boruc, jak Rataj kiedyś. To są zawodnicy z jajami. Jako piłkarz Magiera nie mówił do mnie w ogóle. Pamiętam, były z niego nawet jakieś żarty, że słaby, że zdobył bramkę kolanem, a jako trener jest świetny. Jest też Kuba Rzeźniczak, najbardziej utytułowany zawodnik w historii Legii Warszawa. Kiedyś był bardzo miękki i nawet wydawać się mogło, że nie ma w sobie ducha legionisty, ale to się zmieniło. Zmężniał, zyskał ogromne doświadczenie i jest zawodnikiem, który za Legię oddaje na boisku zdrowie. Chciałbym, aby utrzymał dobrą formę i grał w Legii jak najdłużej, bo takich piłkarzy Legia potrzebuje, są świetnym wzorem i przykładem dla młodych zawodników.

W Twoim sercu jest miejsce tylko dla Legii, czy za jakąś zagraniczną drużynę też ściskasz kciuki?

Bardzo lubię Barcelonę, tylko nie mam na nią czasu. Byłem kilka razy na Camp Nou, mam koszulki, szaliki, no ale teraz nie mam na to czasu. Nie wiem nawet, którzy są w tabeli.

Jako dzieciak grywałeś w piłkę?

Jasne!

W klubie czy tylko na podwórku?

Na podwórku.

I na jakiej pozycji?

Na bramce albo na prawej obronie.

Chciałem jeszcze spytać o akcję „wyloguj się do życia”. Tam punktem wyjścia była kultura hip-hop, bo twarzą pierwszej edycji był Wojtek Sokół. Później byliście Wy (Stasiak, Pjus i Ten Typ Mes) z Lewandowskim i Szczęsnym. To Wasz pomysł, żeby dokooptować do tego piłkarzy?

Nie. To pomysł fundacji. To było tak, że Wojtek (Sokół) to zaczął, a potem fundacja zapytała go, czy my bylibyśmy dobrym kontynuatorem i on oczywiście się zgodził. Wtedy wymyślili, żeby do tego dołożyć piłkarzy, żeby powiększyć zasięg kampanii, był to świetny pomysł.

Znaliście się wcześniej ze Szczęsnym?

Nie. Z Wojtkiem w ogóle się nawet nie spotkaliśmy. Z Robertem się nie znaliśmy, ale się spotkaliśmy i poznaliśmy w Monachium.

I jak, spoko gość? Szczerze!

Super spoko. Już wtedy grał w Bayernie. Patrząc na to przez pryzmat klubu i pieniędzy, jakie zarabia, to nie było nawet cienia wywózki, jakiegoś odbicia. Bardzo skromny, zorientowany też w hip-hopowych rzeczach. Jak go dalej obserwuję, to wyrasta na takiego mega ułożonego gościa, piłkarza przez duże „P”. W Borussii wydawał się dzieciakiem traktowanym z góry przez Piszczka i „Błaszcza”, teraz jest mocnym liderem i sprawdza się bardzo dobrze jako kapitan reprezentacji. Trzymam za niego kciuki, jest wielki, ale czuję, że będzie jeszcze większy.

Lądując, chciałbym Cię poprosić o nominowanie kolejnego gościa cyklu „Rapgra w nogę”.

Hmm. Ras! On lubi gadać o piłce jak poj***ny!

Dziękuję bardzo za rozmowę i za to, że zechciałeś otworzyć cykl.

Przyjemność!

Komentarze:
  • Karolina

    Świetny pomysł! Czekam na kolejny wywiad! Pozdrowienia dla najlepszej wytwórni w Polsce :)

  • snaer

    stasiak na propsie, widac ze przy piwku by było o czym gadać z mordulą

Przeczytaj także: