Michał Krzeszowski

Przedostatnia kolejka Ligi Mistrzów. Wtorek dniem pogromów

Dwie kolejne ekipy meldują się w fazie pucharowej, dwie kolejne żegnają się z rozgrywkami

22 listopada 2017

W pierwszym dniu 5. kolejki Ligi Mistrzów zapowiadało się na wiele meczów walki. Kilka ekip grało z nożem na gardle, a kilka było tylko o krok od awansu do dalszej fazy. Mieliśmy pogromy, dramaty oraz pożegnania. Dodatkowo UEFA dzisiaj przypomniała jeszcze jeden wątek ze swojej historii powiązany z polską drużyną.

Przedstawiamy najważniejsze wydarzenia pierwszego dnia 5. kolejki Ligi Mistrzów. Grono uczestników fazy pucharowej powiększyło się o dwie drużyny, ale nikt nie ma prawa narzekać na nudę po tym, co można było zobaczyć we wtorkowy wieczór.

Historyczny awans

Pierwsze mecze Ligi Mistrzów wystartowały o godzinie 18:00. Dla tureckiej części Europy oznaczać to będzie możliwość dłuższego świętowania. W Stambule Besiktas podejmował FC Porto. Mistrzowi Turcji do awansu wystarczyło wywalczyć remis, co wcale nie musiało być takie oczywiste. Spotkały się dwie drużyny liderujące w grupie G, a dla Portugalczyków sprawa awansu jeszcze nie była jasna. W pierwszej połowie mecz był dość zacięty, ale pod dyktando gospodarzy. Nawet mimo prowadzenia gry to turecka drużyna straciła pierwsza gola. Na szczęście długo na odpowiedź nie trzeba było czekać i za sprawą Cenka Tosuna oraz Andersona Taliski Turcy wyrównali. Druga połowa polegała bardziej na wyczekaniu na koniec meczu niż kreowaniu akcji z obu stron. Wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego Vodafone Park oszalał w radości. Besiktas zapewnił sobie awans i pierwsze miejsce w grupie. Jest to historyczne osiągnięcie, bo BJK pierwszy raz zagra w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Nigdy wcześniej drużyna znad Bosforu nie wygrała swojej grupy w Champions League.

Liga Mistrzów pogromów

Z drugą falą meczów po godzinie 20:45 doszło do wysokich rozstrzygnięć i to jeszcze ustalonych w pierwszych połowach. Na stadionie Louis II nikt nie spodziewał się tak szybkich ciosów od rywala. RB Lipsk po dziesięciu minutach prowadziło już 2:0 z Monaco. Po 30 minutach już 3:0. Honorowe trafienie zaliczył w 43. min. bramkostrzelny Falcao, ale szybciutko niemiecka drużyna dołożyła czwarte trafienie. W Nikozji podobna historia. Do przerwy APOEL schodził przerażony z bagażem czterech bramek. Real nie wziął jeńców i po przerwie dołożył do karety jeszcze dwa trafienia. W Neapolu gospodarze długo nie mogli sforsować defensywy Szachtara Donieck. W końcu w drugiej połowie po kapitalnym golu Lorenzo Insigne Ukraiński mur pękł, a Napoli w sumie pokonywało bramkarza przyjezdnych trzykrotnie.

Przebudzenie Benzemy

Na chwile wrócimy do Nikozji, bo tam miało miejsce jeszcze jedno ważne wydarzenie. Dla Realu Madryt dwie bramki zdobył Karim Benzema. Francuz w ostatnim czasie bardziej był pośmiewiskiem mediów niż bohaterem. Do 5. kolejki Ligi Mistrzów na koncie napastnika „Królewskich” widniały aż dwa gole (jeden z LaLiga, drugi z Superpucharu Hiszpanii). Te dwie bramki, które strzelił 29-latek, sprawiły przekroczenie bariery 40 goli w barwach Realu w Lidzie Mistrzów. Wcześniej tego udało się dokonać tylko: Leo Messiemu, Cristiano Ronaldo, Raulowi i Aleksowi Del Piero. Oby Francuz przełamał się w lidze hiszpańskiej.

Duchy Ataturka

Bez wątpienia meczem dnia, a może i kolejki, było spotkanie w Sewilli. Gospodarze podejmowali u siebie Liverpool. Hiszpanie źle weszli w spotkanie, tracąc gola już w drugiej minucie. Anglicy byli wyraźnie rozochoceni i w pierwszej połowie ukąsili jeszcze dwukrotnie, prowadząc 3:0 do przerwy. Po zmianie stron nad stadionem Ramona Sancheza Pizjuana zaczął krążyć „duch Ataturka”. Przypominamy 2005 rok. Finał Ligi Mistrzów w Stambule na stadionie Ataturka. Do przerwy Milan prowadzi z Liverpoolem 3:0, po przerwie Anglicy sensacyjnie odrabiają straty. Podobne zdarzenie miało miejsce dzisiaj w Hiszpanii. Tylko tym razem to Liverpool stracił wysokie prowadzenie, a Sevilla rzutem na taśmę wywalczyła remis.

Ten rezultat oznacza, że w grupie E w grze o awans pozostają trzy zespoły. W najlepszej sytuacji jest Sevilla, która pojedzie do Słowenii zagrać z Mariborem. Liverpool u siebie zagra ze Spartakiem. Rosjanie mogą sobie mocno pluć w brodę, bo podobnie jak Anglicy stracili wygraną w ostatnich minutach.

Pożegnań już czas

Wraz z zakończeniem pierwszego dnia 5. kolejki Ligi Mistrzów okazało się, z jakimi drużynami możemy powoli się żegnać. Borussia Dortmund co prawda miała w zasadzie matematyczne szanse na awans, ale nawet niemieckie kalkulatory rozwalił dzisiaj angielski Tottenham. BVB udało się wyjść na prowadzenie, ale w drugiej połowie Anglicy strzelili dwa gole, zamykając nadzieje Niemców na wiosnę z Ligą Mistrzów. Teraz jeszcze ekipa z Zagłębia Ruhry musi drżeć o miejsce w Lidze Europy. Mają tyle samo punktów co APOEL, a Borussię czeka wyjazd do Madrytu.

Z sensacji do wielkiego rozczarowania. Tak w skrócie można powiedzieć o roku 2017 w Lidze Mistrzów w wykonaniu AS Monaco. Mistrz Francji trafił do wyrównanej grupy. Mimo wszystko każda z tych ekip była w zasięgu piłkarzy z Księstwa. Tylko dwa punkty na koncie i niestety francuska ekipa wiosną będzie grała jedynie na rodzimym podwórku.

Zameldowani

Przed startem 5. kolejki pewni awansu byli: Tottenham, PSG, Bayern i Manchester City. Po pierwszym dniu aktualnej kolejki do tego grona dołączył wcześniej wspomniany Besiktas oraz Real Madryt. „Królewscy” musieli liczyć na stratę punktów Borussii, aby już na spokojnie dograć fazę grupową. W walce o wyjście do dalszej rundy są jeszcze w grupie F Szachtar i Napoli oraz w grupie G Porto i RB Lipsk. Włosi w ostatniej kolejce jadą do Rotterdamu, a Ukraińcy podejmą u siebie Manchester City. Teoretycznie łatwiej będzie mieć drużyna z Serie A, bo Feyenoord przegrał wszystkie swoje dotychczasowe mecze w Lidze Mistrzów. Natomiast Portugalczycy zagrają u siebie z Monaco, a Niemcy na swoim terenie z Besiktasem. Jeżeli obie drużyny wygrają swoje spotkania, a tak będzie najprawdopodobniej, to w 1/8 finału zobaczymy „Smoki” (lepszy bilans dwumeczu z „Bykami”). O grupie E wspominaliśmy wyżej.

UEFA nie zapomniała

We wtorkowe południe trochę niespodziewanie oficjalne konto twitterowe Champions League przypomniało zeszłoroczny mecz pomiędzy Borussią Dortmund i Legią Warszawa. Dokładnie rok temu miał miejsce 12-bramkowy thriller na Signal-Iduna Park. Mimo że żadnego polskiego klubu nie ma w europejskich pucharach, to chociaż na chwilę polski kibic mógł poczuć jeszcze raz ten smak Ligi Mistrzów. UEFA o nas nie zapomniała, zobaczymy, ile będziemy musieli czekać na inne okazje do przypominania potyczek polskich drużyn w europejskich pucharach.

Komentarze:
Przeczytaj także: