Wojciech Anyszek

Powrót ukochanej Ligi Mistrzów – co wiemy po pierwszej kolejce

Pięć rzeczy, które zapadły w pamięć kibicom podczas pierwszych spotkań Ligi Mistrzów

Ligi Mistrzów
14 września 2017

Rozgrywki Ligi Mistrzów wróciły po dość długim oczekiwaniu. Zniecierpliwieni kibice z wielkimi nadziejami zasiedli na trybunach stadionów bądź przed ekranami telewizorów. Wszystko po to, żeby znów móc zobaczyć najlepszych piłkarzy świata w walce o najważniejsze trofeum klubowe na naszej planecie. Większość kibiców nie zawiodła się, ponieważ pierwsza kolejka Ligi Mistrzów przyniosła od razu kilka ciekawych wydarzeń. Fani futbolu wprost nie mogli się nudzić, oglądając start tak długo wyczekiwanych rozgrywek piłkarskich. 

Dziś spojrzymy na pięć najciekawszych wydarzeń pierwszej kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów. Oczywiście również przyjrzymy się występom polskich piłkarzy, którzy mieli przyjemność rozpocząć zmagania o Puchar Europy.

Piekielnie mocni Anglicy

Ostatnie sezony Ligi Mistrzów były dla angielskich klubów prawdziwym koszmarem. Dobitnie pokazuje to fakt, że ostatnią drużyną, która dotarła do finału Champions League, była Chelsea, która te rozgrywki wygrała w 2012 roku. Sporo czasu minęło już, prawda? Wydaje się jednak, że kluby z Premier League wreszcie wzięły się porządnie za siebie i postanowiły przerwać dominację La Liga. Nikt jednak nie przypuszczał, że zaliczą tak piorunujący start rozgrywek.

Na pierwszy ogień poszły we wtorkowy wieczór Manchester United i Chelsea. Oba zespoły grały przed własną publicznością, odpowiednio z Basel i absolutnym debiutantem, Qarabiagiem Agdam. Inne wyniki niż pewne zwycięstwa Anglików nawet nie wchodziły w rachubę. Nikt jednak nie pomyślał, że kluby z Manchesteru i Londynu razem zdobędą w dwóch meczach dziewięć goli, nie tracąc żadnego. Szczególnie może imponować postawa „Czerwonych Diabłów”, które pod wodzą Mourinho wchodzą na bardzo wysoki pułap swoich umiejętności. Kolejny debiut w karierze okrasił golem Marcus Rashford, co znów pokazuje, z jakim talentem mamy do czynienia.

Dobrą tendencję angielskich klubów potwierdziły w środę Manchester City i Tottenham. Podopieczni Pepa Guardioli szybko i brutalnie sprowadzili chyba najsłabszego od lat mistrza Holandii, Feyenoord, na ziemię. Zwycięstwo 4:0 na De Kuip pokazuje, jak mocny jest w tej chwili zespół z Etihad Stadium. Z kolei Tottenham w końcu przełamał fatum związane ze stadionem Wembley. Pewne zwycięstwo 3:1 nad Borussią po znakomitym meczu może napawać sporym optymizmem ekipę Mauricio Pochettino. Pięknym golem okrasił swój debiut w Lidze Mistrzów w nowych barwach Andrij Jarmołenko, ale na nic się to zdało.

Łyżką dziegciu w beczce miodu angielskich klubów może być jedynie remis Liverpoolu, który w meczu z najtrudniejszym rywalem w swojej grupie, Sevillą, ledwie zremisował 2:2. Nie zmienia to jednak faktu, że Anglia wraca do żywych w wielkim futbolu.

Falstart Włochów

Nie takiego początku Ligi Mistrzów oczekiwali kibice włoskich drużyn. Szczególnie nikt nie spodziewał się klęski Juventusu, który bezradnie patrzył na to, jak Messi po raz pierwszy w swojej karierze pokonał Gianluigiego Buffona. Mistrza Włoch nie usprawiedliwia nawet to, że w ich szeregach nie było Giorgio Chielliniego. Juventus zagrał bardzo słaby mecz i w pełni zasłużenie wysoko przegrał na Camp Nou. Wszystko wskazuje zatem na to, że tym zwycięstwem Barcelona niejako zapewniła sobie pierwsze miejsce w grupie, bo z całym szacunkiem dla Olympiakosu i Sportingu, ale raczej nie zagrożą oni „Juve” i Barcelonie.

Napoli natomiast pojechało na daleką Ukrainę, gdzie na stadionie Metalista Charków mieli zmierzyć się z mistrzem Ukrainy, Szachtarem Donieck. Wydawało się, że Milik, Zieliński i spółka powinni pewnie wygrać to spotkanie, ale okazało się po raz kolejny, że Szachtar jest ciągle dobrym zespołem, z którym należy się liczyć. Wprawdzie rozmiary porażki podopiecznych Sarriego nie są jakieś duże, bo wyniku 1:2 nie należy nazywać klęską, ale jest to jednak mały sygnał ostrzegawczy dla trzeciej drużyny Serie A sezonu 2016/2017.

Paradoksalnie najlepiej zaprezentowała się w pierwszej kolejce Ligi Mistrzów drużyna Romy, która na swoim stadionie nie dała się pokonać napastnikom Atletico. Problem w tym, że mimo całkiem dużej siły ognia, choćby w postaci Edina Dżeko, Roma sama nie potrafiła strzelić bramki. Choć paradoksalnie lepsze to niż porażka jak w przypadku drużyn z Turynu i Neapolu.

Dobry start Ligi Mistrzów dla Realu

Pierwszy mecz dla obrońcy tytułu w jakichkolwiek rozgrywkach zawsze daje uczucie niepewności. Jak drużyna wejdzie w nowy sezon? Czy presja związana z obroną pucharu nie wpłynie znacząco na postawę zespołu? Wygląda na to, że te oczekiwania nie przygniotły Realu Madryt. Wydaje się wręcz, że wszelkie negatywne myśli nie mogły zdołować „Królewskich”, ponieważ ci potrafili jako jedyni do tej pory obronić Puchar Europy.

„Los Blancos” przystąpili do drugiej z rzędu obrony Ligi Mistrzów w niemal najsilniejszym składzie. Mimo rangi przeciwnika, którym był APOEL Nikozja, Real śmiertelnie poważnie podszedł do tego meczu, ponieważ było niemal pewne, że APOEL tanio skóry nie sprzeda. Zasada „bij mistrza” pasowałaby tutaj jak ulał. Real jednak nie dał choćby cienia nadziei mistrzowi Cypru. Zwycięstwo 3:0 pozwoliło „Królewskim” wykonać pierwszy krok w kierunku finału w Kijowie.

Piorunujący początek w wykonaniu PSG

Potężna ofensywa transferowa wicemistrza Francji powoli zaczyna przynosić piorunujące efekty. Efektowne wyniki w lidze, popisy techniczne Neymara dawały kibicom PSG nadzieję na to, że poprzedni sezon to tylko wypadek przy pracy. Rzeczywiście może tak być, ponieważ forma podopiecznych Unaia Emery’ego jest znakomita. Kibice Celticu obawiali się tego, jak potoczy się to spotkanie, choć mieli nadzieję, że ich piłkarze sprawią niespodziankę, tak jak choćby 11 lat temu przeciwko Manchesterowi United.

Niestety, ale kibice „The Boys” szybko mogli te nadzieje wyrzucić do śmietnika, ponieważ od początku spotkania PSG narzuciło rywalowi swoją grę, czego efektem było prowadzenie już do przerwy 3:0. Szczególnie groźny dla podopiecznych Brendana Rodgersa był tercet MNC, czyli Mbappe, Neymar i Cavani, którzy zdobyli po golu do przerwy. Gwoździem do trumny piłkarzy Celticu był samobójczy gol Lustiga, który dobitnie pokazał słabość drużyny Rodgersa w tym meczu.

Jak radzili sobie Polacy?

W pierwszej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów miejsce w swoich zespołach na boisku znalazło aż siedmiu z dziewięciu polskich piłkarzy uczestniczących w tej edycji Champions League. W pełni zadowolony z gry swojej i zespołu może być jednak wyłącznie Robert Lewandowski, który otworzył wynik spotkania Bayernu z Anderlechtem, w którym na szpicy zagrał Łukasz Teodorczyk. Wygrać mógł tylko jeden i lepszy w tym starciu okazał się kapitan reprezentacji Polski.

Mimo porażki w Charkowie umiarkowanie zadowolonym może być również Arkadiusz Milik, który podobnie jak Lewandowski strzelił bramkę z rzutu karnego. W przeciwieństwie do reprezentacyjnego partnera z linii ataku był to jedynie gol na otarcie łez. Z kolei Piotr Zieliński nie może zaliczyć tego meczu do specjalnie udanych, ponieważ nie wyróżniał się niczym specjalnym na tle kiepskiego w środę Napoli.

O pierwszej kolejce Ligi Mistrzów będą chcieli natomiast jak najszybciej zapomnieć przede wszystkim Jakub Rzeźniczak i Łukasz Piszczek, którzy swoje mecze wyraźnie przegrali. O ile Piszczek wraz z zespołem ponieśli porażkę po wyrównanym meczu, to Qarabaq Rzeźniczaka nie miał absolutnie nic do powiedzenia z mistrzem Anglii, Chelsea, która rozniosła mistrza Azerbejdżanu 6:0. Kamil Glik może mieć z kolei umiarkowany nastrój, ponieważ jego Monaco wywiozło punkt z trudnego terenu w Lipsku.

Martwić nas może, że polscy bramkarze przesiedzieli swoje spotkania na ławce. Pocieszyć może ich to, że nie mieli wpływu na wydarzenia boiskowe, szczególnie jeśli chodzi o Szczęsnego, który z perspektywy ławki rezerwowych musiał oglądać klęskę mistrza Włoch.

Jedenastka kolejki

Komentarze:
Przeczytaj także: